Logowanie Rejestracja

Obrona Społeczności Dusz

37756 43
Nazwa: Obrona Społeczność Dusz Fabuła: W Soul Society trwa atmosfera przygnębienia i rozpaczy. Dwa dni temu rozegrała się tu krwawa bitwa... Puści przebili się przez posterunki i w wielkiej liczbie natarli na stolicę Bogów Śmierci. Nie byli oni przygotowani na tak wściekłe natarcie, które było następstwem zabicia przez Shinigami, jednego z przywódców Hollow'ów. Choć nieprzygotowani, dzielnie stanęli do obrony. Po trwających kilka godzin zmaganiach, Puści zostali odparci, lecz było to Pyrrusowe zwycięstwo. Większość Shinigami poległa w bitwie, a przed odejściem przywódca Hollow'ów rzekł: Za półtora roku tu wrócimy z jeszcze potężniejszą armią niż teraz i zmieciemy was w pył! Nie były to z pewnością puste słowa i należało się przygotować na kolejną bitwę... Rozpoczęto więc poszukiwania w Rukongai ludzi z wysokim Reiatsu.
Wezmę 3-5 graczy
Karty Postaci
Imię: Chyba wiadomo o co tu chodzi Rasa: Jest tylko Shinigami XD Wygląd: Czyli jak wyglądacie. Tylko bez jakiś dziwactw Statystyki:
HP: 100 Siła: 10 Zręczność: 10 Szybkość: 10 Wytrzymałość: 10
Siła: Od tej wartości zależy jak silne zadajecie cięcia mieczem, a co za tym idzie zadawane obrażenia Zręczność: wykonywanie uników itp. Szybkość: wasza szybkość, im większa wartość tym większa szansa na późniejsze opanowanie Flash Step'a Wytrzymałość: odporność na zmęczenie ból. Każdy dodany tu ptk. zwiększa wasze życie o 5 punktów
Reiatsu: 100 Ptk. do rozdania: 10 Historia: Czyli co robiliście przed powołanie do szeregów Shinigami Zanpatkou: Opis swojego miecza
Reiatsu wykorzystywane będzie do Kidou. Każdy czar będzie miał swoją klasę ataku, od której zależy zyzycie energii duchowej Czyli: Czar I klasy: 10 Reiatsu Czar II klasy: 20 Reiastu Czar III klasy: 30 Reiatsu
Energia odnawia się podczas odpoczynku, w zalezności od jego długości. Można ja też odnowić poprzez obfity posiłek (ale nie zbyt obfity, bo odbije sie to na szybkości i zręczności)
Pozostałe informacje
Poziomy mocy: Shi-kai dostępne od 150,a Ban-kai od 200 Reiatsu. Ja decyduje czy wam wzrasta czy nie.
Walki będą prowadzone w taki sposób ze wy piszecie co robicie, a ja edytując wasz post opisuje jaki to miało efekt na wrogu. Więc jeśli walka mi się spodoba, mogę nawet przydzielić wam jakiś ptk. do statystyk lub poprawę walki w jakiejś dziedzinie.
Każdy uczestnik ma 3 dni na napisanie posta, licząc od wysłania wiadomości poprzednika.
Zapisy otwarte od zaraz, zakończone zostaną za 2 dni (aby każdy mógł dokładnie opracować swoją postać), lub gdy liczba uczestników osiągnie maksimum.

Imie: Hirad Coldheart Rasa: Shinigami Wygląd: Wysoki mężczyzna z mało rozwiniętymi mięśniami. Długie nogi, które zapewniają wspaniałą szybkość. Blond włosy opadają na plecy, a oczy są kruczo-czarne. Na Twarzy ma wyrytą głęboką bliznę. Statystyki:
HP: 110 (+10 - modyfikator od wytrzymałości) Siła: 10 Zręczność: 11 Szybkość: 12 Wytrzymałość: 11 +1 Reiatsu: 100 Historia: Człowiek, który zmarł śmiercią naturalną w wieku 32 lat. Był ze społeczności średnio zarobkowej, lecz wiódł szczęśliwe życie młodego kawalera. Pracował w sklepie jako sprzedawca. Ogólnie z nikim nie utrzymywał kontaktów oprócz przyjaciółki z czasów szkolnych. Zdolności Specjalne: brak
Zanpatkou:
Imie: Frozen Blade (Ostrze Mrozu) Żywioł: Lód, zimno, psychika Wygląd: Zan normalniej długości, jednak szerszy niż zwykły. Ostrze mocno poszczerbione od dołu co przypomina jakieś sople lodowe. Miecz jest błękitny, rzekł byś w kolorze lodu, jednak po środku przebiega czarny pasek idący od rękojeści do końca miecza. Rękojeść normalnej długości jednak ma wypukłą czaszkę, która ma oczy których podczas walki tli się niebieski mroźny ogień. Dusza miecza: Wysoki człowiek odziany w czarne postrzępione i porwane ubranie. Jest to wiekowy facet, którego prawa ręka jest bez skóry i żył czyli czysta kość. W tej samej ręce wystaje kość z łokcia. Na nogach ma zerwane łańcuchy i ubranie jest gdzie nie gdzie zamarznięte, widać mu także skrawek kości policzkowej pod lewym okiem. Ogólnie rzecz biorąc: straszna wysoka postać, która nie zna strachu i każdy jej się powinien bać.
Aktywacja Shi-Kai: wyciągnięcie Zana przed siebie i wyszeptanie: Ożyj Mrozie! I wyprostowaną ręką która dzierży miecz wykonujemy wymach do tyłu.
Shi-Kai: Łańcuch, który jest bardzo mały na rękojeści (jedno oczko) nagle się wydłuża i okręca się wokół ręki, którą później lód lekko naznacza, jak zresztą całe ciało. Zan nie zmienia swej wielkości ani kształtu, daje jeszcze większą siłę i potrafi zamrozić wszystko co nie będzie się mu sprzeciwiało (stawiało oporu aby nikt nie zinterpretował tego w ten sposób: Cześć, mogę Cię zamrozić? - Nie! - No to pa ;*. ) Gdy nim atakujesz pozostawia poświatę w której błyszczy się jakby małe drobinki lodu, które po chwili znikają. Jeśli wbije się w czyjeś ciało potrafi wyssać energię z przeciwnika.
Aktywacja Ban-Kai (1): Wsadzenie palców w oczy czaszki i wyciągnięcie go w górę aby był pionowo.
Ban-Kai: Miecz rozpryskuje się na malutkie kawałki lodu, które są kierowane rękojeścią, która nadal pozostała cała w mym ręku. W ten sposób można nim kierować, a on może atakować przeciwnika lub blokować jego ataki. Nie da się zniszczyć tej techniki, można jedynie sparować za pomocą jakiejś potężnej techniki. Słaby wróg, który jest wolny nie ma szans z tą techniką. Również kawałki mogą się kształtować w co tylko rozkaże mój umysł.
Ban-Kai (2): Zanpaktou jest tej samej wielkości i nic się nie zmienia oprócz tego, że gdy popatrzysz w oczy czaszki na rękojeści lub w moje oczy od razu umierasz lub mogę się rozkoszować bólem który Ci zadaję. Moja energia rośnie z każdym zabitym w ten sposób wrogiem, a miecz staje się jeszcze bardziej potężny i straszny.

Imię: Sid Rasa: Shiningami Wygląd: Sid jest młodym Shiningami. Mierzy 178cm. szczupły dobrze zbudowany ma długie czarne włosy opadające na ramiona. Cichy, małomówny, z całego serca nienawidzi hollows. Historia Przed przystąpieniem do Społeczności Dusz Sid był normalnym dwudziestolatkiem. Jego rodzina została wymordowana przez oddział Pustych. Pogłębiał on wiedzę na ich temat i postanowił dostać się do społeczności dusz, aby zostać Shiningami.
Statystyki:
HP: 100 Siła: 10 Zręczność: 12 Szybkość: 12 +1 Wytrzymałość: 10 Reiatsu: 100 Zdolności Specjalne: brak
Zanpatkou: Nazwa Aisu Fundo Typ Lód Prawdziwa Forma: Wysoka dziewczyna, mająca długie kruczo czarne włosy. Ubrana w białą suknie. Jej oczy mają kolor niebieski. ich spojrzenie jest chłodne. Ma ona ładne rysy twarzy, jednak nigdy się nie uśmiecha. Jej oblicze wyraża powagę i chłód.
Shi-Kai - Aktywacja: Wymówienie nazwy Zanpatkou - Wygląd Rękojeść katany staje się dłuższa i grubsza. Ostrze się wydłuża i całe pokrywa lodem. umiejętności: - Aisu Kai Każdy cios lodowym ostrzem zamraża uderzoną materię. Zasięg takiego zamrożenia nie jest wielki. Co najwyżej jest w stanie zamrozić całą kończynę. Np. przy trafieniu w ramię ręka zamrożona jest do łokcia.
- Aisu Setsuzentaru: Po użyciu tej umiejętności lód, którym pokryty jest Zanpatkou rozpada się na setki małych, ostrych kryształków. Po wskazaniu ostrzem kryształki lecą w dany punkt z dużą prędkością. Są one bardzo ostre i przyjęcie całej ich serii jest praktycznie niemożliwe. Atak trwa do momentu, gdy z ostrza miecza nie zniknie cały lód. Później trzeba odczekać 3 minuty aż lodowa osłona powróci. W tym czasie klinga jest łatwa do złamania. Ban- Kai Nieznane

Pelas Naczelny
Imię:Pelas Rasa: Shinigami Wygląd: Pelas nosi tradycyjny strój shinigami, wzrost około 175 Cm. Waga ok 75 kG. Włosy krótkie, ciemny blond ciekawie wystylizowane nie mówiąc pedantycznie ;P. Wygadany może nawet troche za bardzo... , na plecach ciekawy tatuaż typu Tribal (patrz Renji) przypominający błyskawice.
Historia: Dziwnym trafem od maleńkości widział duchy... nie wiedział dlaczego, nie obchodziło go to, aż do czasu tragicznego wypadku jego rodziców. Jak okazało się później śmierć rodziców wcale nie była zrządzeniem losu, lecz zmasowanym atakiem hollowów. Od tego czasu poprzysiągł zemste, stalo sie to możliwe tylko i wyłącznie przez kolejny wypadek, nastolatek został dotkliwie porażony prądem i w szpitalu zmarł. W życiu pozagrobowym w Rukongai zapewne nie poradził by sobie gdyby nie jego niezwykłe reiatsu. Gdy okazało się że Bogowie Śmierci poszukują nowych adeptów, Pelas zawładnięty chęcią zemsty zgłosił się jako jeden z pierwszych...
Statystyki HP: 100 Siła: 11 Zręczność: 10 Szybkość: 13 +1 Wytrzymałość:10 Reiatsu: 100 Zdolności Specjalne: brak
Zanpatkou: Jishinkaminarikajioyaji Żywioł: Elektryczność Wygląd: Klasyczna Katana nic dodać nic ująć ;P True Form: Piękna kobieta która swoim pięknem aż elektryzuje ;P Jedynym elementem odrzucjącym od niej jest wzrok chłodny, wyniosły, można powiedzieć że paralizujący...
Aktywacja: wymówienie słów "Dageki Jishinkaminarikajioyaji" trzymając zan uniesiony ku górze
Shi-Kai: Miecz trochę się zmienia ale w niewielkim stopniu, staję sie troche dłuższy oraz szerszy. Na rękojeści oraz wzdłuż ostrza pojawia się ryt przypominający błyskawicę. Czasmi wokół miecza pojawiają sie wyładownia elektryczne. Specjalnym atakiem ostrza w postaci Shi-Kai jest tak zwany "Furui Raiu" poprzez wymówienie właśnie tych słow i skupienia mocy duchowej, z ostrza wydobywa się błyskwica o niesamowitej sile brnąca prosto na oponenta.
Ban-Kai Narazie nie znane...

Qbex Vip
Imię: Kyuubi Rasa: Shinigami Wygląd: Ciemny blondyn mierzący 182 cm wzrostu. Ma dosyć słabą posturę, choć to tylko pozory. Waży około 72kg. Jego oczy są czerwono-brązowe, pałają ogniem z nienawiści do pustych.
Historia: Było to 3 lata temu, gdy chłopak wracając z knajpy, w której bawił się z kumplami wpadł pod samochód...wszystkim się tak jedynie tylko zdawało. W momencie śmierci ujrzał przerażającego stwora z wielką okrągłą dziurą w brzuchu. Tego widoku nie zapomniał do końca...no cóż...do końca śmierci. Gdy trafił do Rukongai dowiedział się nieco więcej o tych zmorach, nazywały siebie Pustymi. Pewnego dnia zobaczył ogłoszenie: "Nabór na Shinigami, chętnych prosimy o zgłoszenia". Chłopak bez wahania się zgłosił i został przyjęty w trybie natychmiastowym...
Statystyki HP: 100 Siła: 11 Zręczność: 11 Szybkość: 12 Wytrzymałość:10 Reiatsu: 105 Zdolności Specjalne: +1 Kidou
Zanpatkou: Imię: Houkasu Żywioł: Ogień Wygląd: Katana dosyć długa i błyszcząca, poza tym nic. Prawdziwa Forma: Wysoka kobieta, w której oczach widać płomienie. Jej długie włosy są ognistego koloru. Chodzi w czerwono pomarańczowej bluzce i czarnych, długich spodniach. Ma ciemną karnację. Aktywacja: Wymówienie słów "Kagayaku Houkasu" trzymając miecz przed sobą lekko pochylając go do dołu.
Shi-Kai: Ostrze miecza wydłuża się i przybiera czerwonawy kolor; zaczyna się iskrzyć. Atakiem Shi-kai jest wystrzeliwanie z miecza kul ognia.
Ban-Kai: Przed użyciem ban-kai należy skumulować jak najwięcej energii w mieczu. O jej poziomie świadczy stopień czerwoności miecza. Gdy zacznie wręcz płonąć jest gotowy do transformacji. Po przemianie zanpaktou to wielki ognisty smok, który potrafi strzelać pociskami z ognia. Do tego jest niewyobrażalnie silny, a jego temperaturę potrafi wytrzymać tylko ten, kto dzierży miecz.

Imie: Heyt Rasa: Shinigami Wygląd: Wysoki szczupły mężczyzna o śniadej cerze z długimi czarnymi włosami i masywną postawą. Jego błękitne oczy pokazują jaki jest nieufny ponieważ są one wielkie i długie... Nosi on czarną peleryne ubrukaną krwią i spodnie praktycznie całe podarte. Nie dba on o swój wizerunek ponieważ jest samotnikiem i nikt go nie nie interesuje. Jedyna rzecz warta w nim uwagi to jego dziwny tatuaż który zmienia kształt pod zmianą nastroju pana. Umiejscowiony jest na klatce piersiowej po drugiej stronie serca Statystyki:
HP: 105 (+5 - modyfikator od wytrzymałości) Siła: 12 Zręczność: 11 Szybkość: 11 Wytrzymałość: 10 +1 Reiatsu: 100 Zdolności Specjalne: brak Historia: Zmarł młodo, był zwykłym młodym chłopcem który był katowany przez ojca, ćwiczył dużo gdy tylko miał wolny czas, można powiedzieć ze swoją budowę ciała zawdzięcza ojcu, który biciem wyrzeżbił mu mięśnie. Heyt jest wytrzymały na ból. Zmarł w sposób bardzo dziwny pewnego dnia gdy wracał od Kobiety nazywała się Edysija, miał wtedy 24 lata po prostu poczuł ukłucie i żył znowu lecz gdzie indziej. Szybko zaóważony przez shinigami został przyjęty.
Zanpatkou:
Imie: Śniący Mściciel Żywioł: Ogień Wygląd: Zan długi i sczupły, odbija się w nim cierpienie. Dusza miecza: Czarna postać pokryta krwią w jej oczach pojawia się nicość i ból. Tylko Ona rozumie Heyt'a. Ma 190 cm wzrotsu ma czerwone dłguie włosy postawione na irokeza i styłu jeden dłgu kuc jak bicz.
Aktywacja Shi-Kai: wyciągnięcie Zana przed siebie i wbicie go w tatuaż z wyszeptaniem: " Hasmkuse alka turyiem "
Shi-Kai: Miecz wiele się nie zmienia tyle co jego rękojesć zmienia wygląd z skorpiona na węża. Gdy wymówimy słowo które aktywuje Shi-Kai z ostrza wylatują kule ognia, które latają wokoło wroga paląc jego ciało i atakując go.
Ban-Kai: Na razie nieznane

Zapisy Zakończone!!!
Akademia Soul Society, godzina 11. Właśnie zakończyła sie rekrutacja nowych adeptów tejże szkoły i najwyższa pora by zapoznali się z panującymi się tu zasadami. Przemawiać miał jeden z kapitanów, trzynastu dywizji ochronnych Dworu, Ukitate Jyuushirou: Witajcie, drodzy studenci! Wiecie zapewne, że już za półtora roku przyjdzie nam stoczyć bitwę jakiej nasza społeczność nigdy nie widziała w swojej długiej historii. Widzę, że wielu was sie tu znajduje, lecz na pewno jeszcze przed końcem tego roku wielu odpadnie, a zostaną tylko najlepsi! Mam nadzieje, że będziecie starali się ze wszystkich sił aby jak najlepiej przygotować się do walki. Pora jednak, by zapoznać was z kilkoma panującymi tu zasadami. Po pierwsze: studentom o niższym poziomie umiejętności nie wolno nosić prawdziwego Zanpaktou, lecz bokkeny jakie znajdziecie w swoich kwaterach znajdujących sie w wschodnim skrzydle akademii. Uczniowie z najlepszymi wynikami lub tacy którzy wy karzą się czymś nadzwyczajnym, mogą dostać miecze wcześniej. Po drugie: zakazane sa jakiekolwiek nielegalne walki, które mogłyby zaszkodzić reputacji tej placówki i narazić uczniów na niepotrzebne zranienia. Występki takie będą surowo karane. A teraz pora na podanie wam planów Akademii. We wschodnim skrzydle jak wiecie, znajdują się wasze sypialnie, w zachodnim natomiast, mieści się stołówka w której posiłki wydawane są o godzinie 8, 12 i 18. W skrzydle głównym mieszczą sie sale treningowe i klasy do nauczania Kidou, oraz sekretariat w którym możecie uzyskać potrzebne was informacje. Dziś macie jeszcze do macie dzień wolny więc poświęćcie go na poznanie lokalizacji sklepów i nawiązanie kontaktów z waszymi współlokatorami. Jest 5 osób na pokój. Do jutra również, do godziny 6 rano musicie podjąć decyzje jaką profesje Shinigami wybierzecie. Sa trzy: Shinigami wojownik, taktyk oraz mag. Każda z profesji ma swoje zalety i wady, których niestety dowiecie się dopiero po dokonaniu wyboru bo nauczyciele są bardzo nieufni i nie chcą zdradzać swych tajemnic. A oto oni: Wojownikami zajmie się kapitan 11 dywizji Zaraki Kenpachi, taktykami pani kapitan Soi Fong, a magami vice-kapitan Matsumoto Rangiku. Życze wam powodzenia w nauce! - zakończył Ukitate. Podczas przemowy Hirad stał oparty o filar nie zwracając uwagi na ludzi stojących obok, lecz po jej zakończeniu ruszył ku liście zobaczyć z kim będzie mieszkał. Sid spokojnie powędrował w tym samym kierunku, a Pelas zaprzestał modelowania włosów. Kyuubi i Heyt stojący koło wywieszonej listy, odwrócili tylko głowy.
Chce, abyście w swych postach wpisali swoje przemyslenia co do drogi jaka wybierzecie, oraz waszą reakcję na widok współlokatorów. Zostawiam też waszej wyobraźni wygląd okolic Akademii. Jesteście wszyscy razem w jednym pokoju.
Kolejność : Hirad Coldheart, Pelas, Heyt, Kyuubi i Sid

W szumie głosów innych Shinigami, którzy pytali się każdego o imie bądź numer kwatery w której będą się znajdywać. Heh ... jakby to miało jakieś znaczenie pomyślałem. Gdy podekscytowany tłum odszedł od spisu zobaczyłem, że będę wraz z Pelas'em, Sid'em i Kyuubi'm. Gdy już wszyscy udali się do pokoi, poszedłem zobaczyć okolicę. Mało obchodziło mnie z kim będę dzielił pokój, czy będę miał znajomych czy nie.. Oddalając się od kwater zobaczyłem las, z początku rzadki jednak widać było, że dalej jest gęsty i ponury. Gdzieś z daleka było słychać szum górskiego strumyka. Ładna okolica - pomyślałem i udałem się na wschód, kierując się szumem wody. Po niedługim marszu w cieniu drzew zobaczyłem strumyk. Postanowiłem usiąść na kamieniach i zanurzyć nogi w zimnej wodzie. Pogrążony w rozmyślaniach nawet nie zauważyłem gdy obok mnie pojawił się jakiś Shinigami... - Witaj! - powiedział uśmiechnięty Shinigami - ładne okolice, co? - Hę? A taak, bardzo - powiedziałem od niechcenia, co zauważył rozmówca - Ależ Ty oschły - uśmiechną się i ciągną dalej - Jestem Pelas, podejrzewam, że nazywasz się Hirad. Podniosłem się z ziemi i uścisnąłem jego wyciągniętą dłoń. - Tak, jestem Hirad Coldheart. Zapewne dzielimy pokój? Pelas w odpowiedzi tylko pokiwał głową i po chwili milczenia dodał: - Piękne okolice - wypowiadając te słowa poprawił swoją fryzurę - przyszedłeś się tutaj zastanowić gdzie się udasz na treningi? - Tak - skłamałem, lecz po chwili dodałem - a właściwie to nie, przyszedłem aby odpocząć. Po prostu nogi mnie tu przyniosły. - To ciekawe ... z tego samego powodu ja się tutaj znajduję. No nic pójdę dalej i może pomyślę o wyborze. Narazie! - Do zobaczenia! - odrzekłem Gdy Pelas odszedł znów zatopiłem nogi w wodzie i postanowiłem pomyśleć o jutrzejszym wyborze. Zapewne przysnąłem lekko i obudziłem się gdy już ciemniało. Zakląłem i podniosłem się z ziemi. Poczułem się okropnie głodny. Pewnie już po posiłkach pomyślałem. Nagle usłyszałem głosy, dwa spokojne i jeden głośny. Niewątpliwie te spokojne głosy należały do kobiet, a ten donośny do mężczyzny. Cicho udałem się w kierunku głosów. Nie musiałem iść daleko aż trafiłem na polanę, którą przecina strumyk. Mniej więcej na środku stały trzy osoby. Miały kimona kapitanów. Lepiej ich nie podsłuchiwać, to może mi tylko zaszkodzić pomyślałem jednak coś mnie zatrzymało w miejscu przecież jestem ukryty nikt mnie nie zauważy. - Ehh, widzieliście tych wszystkich młodziaków?! Oni mają w przyszłości uratować TO miejscie?! - mówiła jakaś kobieta. - Skąd wiesz? Może czegoś da się ich nauczyć? - ozwała się bardzo pokaźnie zbudowana kobieta, która jako jedyna nie miała kimona kapitanów. - Dajcie mi ich a zrobię z tego bydła wojsko jak cholera! - wrzeszczał wysoki, dziwnie uczesany facet. Aha, to pewnie Zaraki Kenpachi, tamta to Soi Fong, a ta z dużymi dydkami to pewnie Matsumoto Rangiku. ... Nagle Soi Fong zniknęła, poczułem kopnięcie w brzuch, które nie było mocne, jednak wyrzuciło mnie z cienia drzew na polankę. Po chwili stał już obok mnie Zaraki z Matsumoto. - Co tu robiłeś?! - wrzasnęła Soi Fong - N...Nic ... ja tylko... tak o ... przypadkiem ... bo byłem w lesie ... no wiecie ... - Jąkając się, gestykulowałem rękoma starając się wytłumaczyć. - WIDZICIE O CZYM MÓWIĘ!? - rykną Zaraki - Nie ma sensu nawet z nim rozmawiać. Idziemy Rangiku i Soi zniknęły, a Zaraki z zawrotną prędkością zaczął biec. Gdy tak patrzyłem jak biegnie zauważyłem, że odwrócił głowę i się do mnie uśmiechną... Hmm ... Zapewne ma rację ... hmm ... a więc postanowiłem ... Jutro zgłoszę się do kapitana 11 dywizji - Zarakiego Kenpachi! Postanowiłem wrócić do przydzielonej kwatery...Kurde ... tylko jak ja znajdę numerek 6 na domku, gdy jest już ciemno!?...

Pelas Naczelny
Kurde, jakie zamieszanie zaraz ktoś potarga mi czupryne - pomyślałem. Ciekawe kogo przydzielił mi los i czy będzie można z kimś pogadać, w końcu szkolenie będzie długie i ciężkie, więć dobrze by było sobie pokonwersować od czasu do czasu ;P. Gdy tłum trochę sie rozrzedził podeszłem do tablicy - tak kwatera nr.6 - Sid, Hirad, Kyuubi, Heyt hmmm nic mi to nie mówi, nie spotkałem żadnego z nich w Rukongai. Po krótkim namyśle zdecydowałem się odwiedzić kwatere, w końcu nie będe sie poruszał po Akademii z niechlujną fryzurą, a nóż spotkam jakąś ładną panią instruktor... Jako, że mój zmysł orientacji zazwyczaj zawodzi, szukałem pokoju bite pół godziny, gdy go odnalazłem z dziką nieskrywaną satysfakcją i wyraźnie zarysowanym uśmiechem na twarzy otwarłem drzwi. Szczerze mówiąc nie ździwiłem się specjalnie tym, że na jednej z prycz siedział Shinigami. Wyglądał na raczej małomóną osobę, był mniej więcej mojego wzrostu, trochę bardziej umięśniony - ale ta fryzura pomyślałem...
Witam, jestem twoim nowym współlokatorem - powiedziałem, oczekując równie cieplego przyjęcia Cześć, jakby co nazwyam się Sid i proszę nie zawracaj mi już więcej głowy... - odburknął shinigami, wyraźnie nie zadowlony tym, że wogóle się odezwalem Ja jestem Pelas, miło było pogadać - odparłem z niezaprzeczalną nutką ironi poprawiając w tym samym czasie czupryne przed lustrem Narazie - pożegnałem niezby rozmownego towarzysza
Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, wziąłem swój bokken, przypiąłem do pasa i udałem się na dalszy obchód po okolicach akademii, rozmyślając nad swoim nowo poznanym lokatorem i przyszłym wyborem profesji - straszny z niego gbur, ale może jeszcze się rozkręci ;P - pomyślalem - zresztą jest jeszcze 3 innych, może oni będą bardziej towarzyscy. Wyraźnie zamyślony przebrnąłem przez cały kampus, wchodząc w gęsty las pomyślałem, że dobrze było by trochę odpocząć, być może pomoże dokonać mi to w końcu niełatwego wyboru, który może zaważyć o tym czy zostanę kiedyś pełnoprawnym Shinigami... O czym ja wogule myślę, ja muszę nim zostać... w końcu to jedyna droga, która pomoże dokonać pomsty za moją rodzinę. Pieprzone hollows gdyby nie one moja matka, mój ojciec nadal by żyli, nie wspominając o mojej młodszej siostrze ;( ... Zbliżając się do strumyka zauważyłem młodego shinigami wyraźnie odpoczywającego... czy ja go gdzieś nie widzałem ?? - hmmm tak już wiem podczas przemówienia taicho Ukitate Jyuushirou, stał pod filarem sprawiając wrażenie wogule nie zaintersowanego przemową, ale wcale mu się nie dziwię ja też znalazłem czas na poprawe fryza. Trzeba by było pogadać, być może to mój nowy współlokator...
Kolejny nudziarz - pomyślałem oddalając się od lasu, znów poruszając się po terenach akademii. - Jak tak dalej pójdzie to zanudze się podczas tego szkolenia. Sid wyglądał na małomównego, z kolei Hirad sprawiał wrażenie zamyślonego, nieobecnego, najwyraźniej myśli nad rozwiązaniem jakiegoś problemu. Zerkając na zegarek stwierdziłem, że już pora na kolacje. Biorąc pod uwagę, że byłem strasznie głodny przyśpieszyłem kroku i postanowiłem skrócić sobie trochę drogę do stołówki poprzez jedną z ciasnych alejek na terenie akademii. Jako, że było ciemno nie zauważyłem dwóch Shinigami, i na pewno nie byli to uczniowie akadaemii bo mieli już własne Zanpaktou...
O patrz Yami kot... - wywalil prosto z mostu wyższy z nich Masz jakieś siano młody ?? - Zadał pytanie niższy ale, wyraźnie bardziej umięsniony. Nie, wszystko zostawiłem w kwaterach !! odparłem, już rozmyślając drogę ucieczki, wiedziałem że nie dysponując własnym zanem nie jestem w stanie żadnemu z nich stawić czoła. Yami mogę się pobawić z tym kotem - zapytał Kaki, hmm najwyraźniej ten niski jest tutaj szefem Rób co chcesz ja tylko popatrzę -
Nagle nie wiadomo skąd pojawiła się kobieta, była piękna o wyraźnych azjatyckich rysach twarzy - co za wspaniale ciało pomyślałem - co najdziwniejsze nosiła strój kapitana jednej dywizji Gotei 13, szybko przeanalizowała sytuacje i w momencie gdy Kaki chcial zadać mi cios w twarz, pani Taicho wyprowadziła kopniaka z pół obrotu prosto w facjate mojego "byłego" napastnika, kolejś przeleciał jakieś 10 metrów i wbił się w ścianę niedalekiego sklepu łosze bosze z jaką gracją zrobila to ta kobieta, niższy z napastników szybko oddalił się. Moja wybawczyni także szybko zniknęła - coś nie coś o niej kiedyś słyszałem to Soi Fong, wtedy już dokonałem wyboru, już wiedziałem że zostanę Shinigami taktykiem. Po tym zdarzeniu udałem się na posiłek, a zaraz po tym odwiedziłem swoją kwaterę, odłożyłem sprzęt, nikogo tam nie było, co zresztą było przyczyną tego, że prawie od razu zasnąłem mając wciąż przed oczami piękną panią kapitan...

Czemu tu tak śmierdzi, czuję ten cały pot. -Ludzie czemu wy się nie myjecie ! - zawołałem patrząc na jakiegoś umalowanego gościa patrzącego na tablice. - Człowieku co ty ode mnie chcesz... może mam Ci odpowiedzieć na to głupawe pytanie - patrzył na mnie ze zdziwieniem - Ehh... ty masz wonty do innych a popatrz na siebie, poszarpane cuchy ubrudzone... nawet nie wiem co to za syf, szkoda tracić na Ciebie czas - Zapamiętam Cię i proś swojego Boga abym nie był w tym samym pokoju co Ty... - Odszedłem śmiejąc się parszywie.
Zdenerwowany szedłem tymi wszystkimi uliczkami nie wiedziałem gdzie idę chciałem tylko znaleźć jakiś czarny zakamarek gdzie nikt mi nie będzie przeszkadzał. Po chwili stanąłem, czemu to wszytko jest takie skomplikowane co ja tu robię czemu nie ma tu jednego parszywego miejsca gdzie bym mógł usiąść.. kur** Gdy tak stałem już kilka minut zobaczyłem coś świecącego w jednym małym miejscu... nie zastanawiając się od razu ruszyłem w stronę świecidełka.
Stanąłem jak wryty to był miejsce którego szukałem... Chyba jedyne miejsce w tym całym gównianym miejscu... czułem jak ten parszywy uśmieszek na twarzy pojawia się... wyglądałem jak... ehh... jak mój Stary .. który bijąc mnie tak się uśmiechał. Czy naprawdę mam tyle wspólnego z nim, chyba tak a najgorsze że za to właśnie się nienawidzę. Był dla mnie jak diabeł... nauczył mnie olewać innych i ich ranić. Nie, nie , nie nie myśl już o tym przyszedłem tu odpocząć od wszystkiego co mnie czeka, więc zostawiamy sprawy.. stare sprawy
Nawet nie zauważyłem kiedy, zjawiła się noc było tu wspaniale mógłbym tu siedzieć cały czas ale trzeba jeszcze znaleźć moją kwaterę. Wrócić do parszywej rzeczywistości.
!Trach! - Kto tam jest !! Odpowiadać - Poczułem małe drgania wszystkiego dookoła, na pewno ta osoba jest silna, a może po prostu tak na mnie wpływa, nie mogę dać się zastraszyć - Po pierwsze powinieneś być już w swojej kwaterze. Po drugie jest ciemno i niebezpiecznie może ci się coś stać. Po trzecie najważniejsze, jak znalazłeś to miejsce - Za szybko mówiłeś i nie zapamiętałem ani jednego pytania a może sugestii. - patrzyłem w stronę nieznajomego ale nic nie widziałem nie wiedziałem kim jest ani jak się tu znalazł, muszę zaryzykować- Kultura osobista nakazuje aby najpierw się przedstawić i pokazać, więc może ukażesz się, bonie sądze abyś się mnie bał. - Chcesz wiedzieć to ci powiem nazywam się Zaraki Kenpachi kapitan 11 dywizji. – wyszedł przede mnie. - Zaraki Kenpachi ?!? – Wystarczyło mi jego imię nie musiał podawać dywizji i wychodzić naprzeciw mnie, widziałem go już, jest niezniszczalny. Muszę coś powiedzieć żeby nie mieć żadnych problemów - Ja chciałem Kapitana sprawdzić tylko i zgłosić się jutro, chciałbym aby Kapitan mnie trenował - to było najgłupsze co mogłem powiedzieć - HAHAHAHAAHAHA !!!!!. Dobra wymówka jak się nazywasz.. bo wiesz kultura czegoś od nas oczekuje - uśmiechnął się. - Ja, ja... ehh .. Heyt Kapitanie - odpowiedziałem szybko z zdenerwowaniem - Więc jutro Cię widzę Heyt... na zapisach i radze ci szybko dojść do domu. Dziś Cię już drugi raz nie chce widzieć.- Zniknął słychać było tylko jego śmiech. Fuksem odnalazłem po ciemku mój domek nr 6. Wszedłem do środka wszyscy już spali. Usiadłem na łóżku i zacząłem się przyglądać po kolei każdemu, patrzyłem tak przez chwilę gdy pewna osoba przyciągnęła mój wzrok. Skąd ja ją znam. To On znowu ten głupi i parszywy uśmiech, wstałem z łóżka i podszedłem do niego nad łóżkiem pisało dokładnie "Pelas", a więc tak się nazywa mój nowy kolega którego rano poznałem... przybliżyłem się do jego ucha i tylko szepnąłem jedno słowo - Jeszcze mnie polubisz - odszedłem i położyłem się na łóżku
Tej nocy nie będę chyba spał... Jutro się zacznie dzień Kenpachi... Zaraki Kenpachi. Zamknąłem oczy i nawet nie poczułem gdy mnie ogarnęła ciemność

Qbex Vip
Geez, jak tu tłoczno, muszę stąd wyjść, bo zaraz mnie stratują – pomyślałem, po czym wyszedłem z budynku na mały spacerek po okolicy. W końcu zabawię tu przez dłuższy czas. Błąkałem się bez celu po krętych i wąskich uliczkach rozmyślając nad przyszłością. Domy były tu wysokie i wąskie, wszystkie wyglądały jednakowo: szare mury i ciemno-pomarańczowe dachy. Jejciu, ci ludzie nie mają za grosz gustu...jak można mieszkać w okolicy, gdzie wszystko wygląda tak samo... – mówiłem sobie po cichu. Nagle zobaczyłem w oddali jakiś kształt. Wzrost miał zbliżony do ludzkiego, lecz coś było nie tak. Tajemnicza postura w miejscu klatki piersiowej miała dziwne zakola rozchodzące się po bokach. Huh, co jest? – pomyślałem, po czym odszedłem dłużej nie zaprzątając sobie tym głowy.
Po dłuższym spacerku co tu dużo mówiąc, zmęczyłem się. Postanowiłem wrócić przed zmrokiem by poznać współlokatorów. Gdy tak wracałem, dały się słyszeć dziwne hałasy z pobliskich magazynów. Natychmiast udałem się w to miejsce. Miała tam miejsce walka dwóch nowo przyjętych do akademii rekrutów. Nie było w tym nic ciekawego, chłopcy bawią się drewnianymi mieczykami. Żenada – pomyślałem, po czym wyszedłem z szopy. - Ej młody, nie tak prędko! – ozwał się głos niskiego grubaska stojącego kilka metrów za mną. - Geez, czego ode mnie chcesz grubasku? – odparłem. To chyba nie było dobre posunięcie, bowiem wyraz twarzy owego chłopaka nagle strasznie się zmienił. Był zdenerwowany, wkurzony. Wtem zaczęło się do mnie zbliżać kilku osiłków, chcieli mi spuścić łomot. Zacząłem kierować się do wyjścia, lecz kilku pakerów zastąpiło mi drogę. Fuck. No to jest już po mnie... – rozmyślałem. - Bierzmy go! – krzyknął jeden z nich.
Ze strachu zamknąłem oczy, bałem się jak nigdy w...śmierci. Wydawało się, że już po mnie, gdy mimo zamkniętych oczu dostrzegłem, iż pomieszczenie rozświetliła wielka doza niebieskawego światła, po czym nastąpił wybuch. Szybko otworzyłem oczy chcąc dowiedzieć się o co chodzi. Zobaczyłem osobę, którą wcześniej widziałem dzisiejszego dnia. To ta owa postać, która w miejscu klatki piersiowej miała dziwne zakola rozchodzące się po bokach. Teraz mnie olśniło! To była kobieta! Gdy się jej dokładnie przypatrzyłem, zobaczyłem długie rude włosy oraz...tak! Te zakola to nic innego jak hmm...piersi. Wszystkie fakty połączyłem w całość i trzasnęło mnie! Już wiedziałem kto to jest. To fuku taichou 10 oddziału – Matsumoto Rangiku! - Eee dzięęękuuuję – wybąkałem - Musisz być jednym z nowych, prawda? Zdecydowałeś już jaką profesję wybierzesz? – zapytała vice-kapitan - Eee nie, a właściwie to tak...chyba tak. – powiedziałem
Matsumoto odeszła, ja też. Wróciłem do kwatery, do domku nr 6, wszyscy współlokatorzy już spali. Nie chcąc ich budzić, cichcem rozebrałem się i ułożyłem do snu. Wiedziałem, że zgłoszę się do Matsumoto, na trening maga.

Słowa Sida Słowa Pelasa Słowa Zarakiego Myśl
Hirad Coldheart, Pelas, Heyt, Kyuubi, mam nadzieje, że nie będą mi zbytnio przeszkadzać. Taka myśl pojawiła się w głowie Sida po przeczytaniu listy współlokatorów. Na początku warto udać się do sekretariatu, po więcej informacji odnośnie każdego z nauczycieli, to powinno pomóc w podjęciu decyzji.. ruszył powolnym krokiem w kierunku środkowego skrzydła, gdy na jego drodze stanął inny student. Był średniego wzrost, niezbyt mocno umięśniony. To co od razu odrzuciło Sida, to włosy nieznajomego. Pedantycznie wystylizowane, a mimo to ciągle je poprawiał. Przyszedłeś tu uczyć się walki, czy na bal?l - Cześć nazywam się Pelas, będziemy chyba razem mieszkać. Jak masz na imie? - Sid - Więc może pójdziemy razem pozwiedzać okolicę, potem do jadalni, pogadamy sobie. Co Ty na to? - Dzięki, ale nie mam czasu, ani ochoty. Zejdź mi z drogi yyy.... coś taki nadęty? Wyluzuj Sid bez słowa obrzucił Pelasa chłodnym spojrzeniem. Nowy znajomy natychmiast ustąpił z drogi. Całe tereny Społeczeństwa Dusz były bliźniaczo podobne. Wszystkie budynki były białe, różniły się tylko kształtem. Shiningami dosyć szybko doszedł do sekretariatu. Po przestudiowaniu wstępnych danych profesja maga została szybko wykluczona przez Sida, ze względu na zbyt długie treningi, inkentacji czarów, oraz styl walki z dystansu, który zwyczajnie mu nie odpowiadał. Zostały zatem dwie profesje taktyk i wojownik. Teraz czas pozwiedzać okolice. Ruszył on w kierunku lasu. Usłyszał on jakiś głos dochodzący z pobliskiej polany. Głos był wyraźny i donośny, do tego było słychać odgłosy walki. Gdy Sid doszedł wystarczająco blisko zobaczył, że jest to trening 11 dywizji. Młody student postanowił wskoczyć na drzewo, aby im się lepiej przyjrzeć.
- Co wy robicie do cholery! Macie walczyć, a nie oszukiwać! Tak to możecie walczyć w oddziale kapitan Soi Fong, ale nie u mnie! Taką złość u Zarakiego wywołał fakt, że jeden z wojowników skrył się w krzakach i poczekał, aż rywal się odwróci po czym użył jakiegoś zaklęcia, po którym z jego dłoni wyleciała czerwona kula. Reszta Shiningami po prostu walczyła, co najwyraźniej satysfakcjonowało ich dowódcę. Bezmyślne bydło, tylko się tną, bez żadnego pomysłu, a jeśli ktoś się nim wykaże otrzymuje naganę - idiotyzm. Tępe okładanie się mieczem to nie mój styl, magia również nie, więc zostaje mi tylko taktyk. Po uwagach Zarakiego, byłaby to dla mnie idealna profesja, zatem jutro zgłoszę się do Soi Fong. Zostało już tylko wrócić do kwatery..

Hirad powoli przeciągnął się w swoim łóżku. Co jest? Czemu się obudziłem przecie jeszcze ciemno na dworze. Coś mi tu nie gra... Nagle spojrzał na zegar wiszący nad łóżkiem Sida. Wskazywał dokładnie 5.47. Cholera zapisy!!! Wstawać ludzie, zapomnieliśmy wpisać się na listy a zaraz minie termin!- wykrzyczał na całe gardło czym na pewno obudził nie tylko swoim współlokatorów ale i połowie studentów. Jedynie Kyuubi nie zerwał się, tylko wymamrotał: Ale wy jesteście szybcy nie ma co. Ja zapisałem się już wczoraj wieczorem i lekcje mam od 8.30, czyli zaraz po śniadaniu. Ale nie wiem jak inne profesje więc lepiej się pospieszcie... I dajcie mi spać.- to powiedziawszy obrócił się na drugi bok i rozległo się głośnie chrapanie. Czwórka naszych bohaterów, w trybie błyskawicznym dotarła do trzech stolików stojących w holu akademii. Była zaledwie 6.03. No chyba zdarzyliśmy- powiedział Pelas, wy walając z włosów papiloty i zapisując się na listę Taktyków jak zresztą zrobił to przed chwilą Sid. Hirad i Heyt wpisali się do Wojowników, a warto zauważyć że to grupa była najliczniejsza. Zaraz, zaraz gdzieś tu powinny być plany lekcji...- rozmyślał Heyt i spojrzał na tablicę. Zobaczmy: Magowie- zajęcia codzienne od 8.30 do 15. Taktycy od 7 do 14.30. Macie przerąbane nie ma co, wstawać przed śniadaniem- ucieszył się Hirad- Wojownicy- 6.0015.30. Co!? To my musimy lecieć bo Zaraki da nam popalić.Gazem!Sid i Pelas ze spokojem poszli się przejść przed rozpoczeciem swoich zajęć, bo na spanie było za późno.
Teraz będzie opis sytuacji poszczególnych bohaterów*
A tu jesteście obiboki jedne- ryknął kapitan 11 oddziału na widok dwójki zasapanych studentów, którzy właśnie wlecieli na polane na której odbywały się ćwiczenia. Pewnie mylicie,że wam się upiekły biegi i pompowanie? Grubo się pomyliliście. Jazda, za kare będziecie wykonywać dwa razy większa prace niż reszta! Chwila ja już was chyba wczoraj widziałem. Teraz pamiętam. Nie będziecie tu mieli lekkiego życia nie ma co. (prosze o opisanie ważnych uczuć podczas tych zajęć i wydarzeń które działy się do czasu śniadania. Nie wymyślać za bardzo!)
Pelas i Sid dotarli na plac ćwiczebny dla taktyków za 5 siódma. Nie było tu aż tylu uczniów jak na przykład u Zaraki'ego, ale tez zebrała się pokaźna gromadka. Soi Fong przywitała wszystkich lekkim skinieniem głowy i przeszła od razu do konkretów: Zebraliście się tu by poznawać trudna sztukę zostania Shinigami, który bedzie łączył w sobie siłę i finezje ruchów z Demoniczna magią. Dzisiaj dam wam jeszcze lekkie fory i ćwiczyć będziemy narazie uniki. Są one ważną cechą dobrego taktyka i powinny być rozwijane od samego początku. Kilku moich asystentów pomoże wam w tym treningu a mianowicie,będziecie musieli unikać kamieni rzucanych przez nich. To pomoże wam również w zwiększeniu swej zdolności chłodnego oceniania sytuacji, bo nie możecie również wpaść na innego ucznia. Zaczynamy! (Na wstępie mówię,że nie będzie ani jednego ucznia który wykona poprawnie to ćwiczenie więc dostosujcie się do tego. Tu również należy opisać swoje odczucie.)
Śniadanie- macie wybór co zjecie jako wasz pierwszy posiłek, ale niech to będzie cos w miarę normalnego. Później idziecie do sali numer 35 na pierwszą lekcje magii.(Wszyscy)
Gdy Matsumoto weszła do klasy zapadła cisza. Witajcie, możecie usiąść. Następnie rozpoczęła mowę: Zastanawiacie się pewnie dlaczego tak wielu z was musiało to przyjść. Zaraz to wyjaśnię. Każdy adept niezależnie od profesji musi w pewnym stopniu opanować Kidou. Wojownicy czary I kategorii, taktyce I i II, ale tylko ci którzy wybrali drogę maga poznają wszystkie trzy rodzaje zaklęć. Dziś nauczymy się prostego zaklęcia krępującego, które z pewnością przyda się wam w przyszłości. Jest to czar Bakudou: 1 Sai. (Uwaga zmieniłem trochę jego działanie) Polega on na tym że wymawiając formułę, składacie dłonie w kształt trójkąta i wystrzeliwujecie wiązkę w kolorze waszego Reiatsu krepującą rece i nogi. Formuła zaś brzmi: Najgłębszy z głębokich, Góra wysoka, użycz mi swej siły i zatrzymaj mego wroga! Teraz będziecie po kolei rzucać ten czar na mnie by spróbować go opanować. Kolejka powoli się zmniejszała, co powoli zaczynało męczyć piątkę współlokatorów. Tuż przed Hiradem poszedł uczeń o imieniu Kubo. Widać było ze jest zdenerwowany i że chyba nie zapamiętał formuły, ale boi się ponownie o nią spytać. Przełknął głośno ślinę i wyrecytował: „Najgłupszy z głąbów, Wielki debilu, urzycz mi swej chwały i wsadź mi ją głęboko!” Błysnęło oślepiające różowe światło, a gdy wszyscy spojrzeli na Kubo, on leżał na podłodze powyginany we wszystkie strony, krzycząc: Ratunku! Vice-kapitan wystarczyło tylko jedno machnięcie ręką i nieszczęśnik, choć przerażony wrócił do normalnego stanu. Pamiętajcie by nie pomylić formuły. To bardzo ważne! (opisujecie wasze próby rzucenia tego zaklęcia, ale żaden z was nie może być idealny w jego rzuceniu. Kolory Reiatsu dobieracie sami, nie mogą byc dwa takie same. Potem opisujecie co się działo z wami po tych zajęciach. Bardziej konkretny plan zajeć podam przy następnym wpisie)
Kolejność taka jak przedtem.

Wszyscy na polanie znieruchomieli gdy Zaraki zaczął wrzeszczeć. Na twarzach adeptów malował się strach, że będą musieli biegać od nowa. Jednak gdy usłyszeli, że kare ma tylko dwóch spóźnionych, na ich twarzach pojawił się uśmiech. - A wy co się tak cieszycie?! Chcecie robić razem z nimi?! - wrzasnął Kapitan 11 dywizji Odpowiedziała mu cisza. - Macie przebiec dwadzieścia okrążeń w okół wszystkich siedzib studentów - zwrócił się do Hirad'a i Heyt'a Kurde no, mamy tyle przebiec, a ja jestem taki głodny. Ciekawe czy po drodze zdoła mi się podwędzić coś do jedzenia pomyślał Hirad i ruszył truchtem. Tuż za nim biegł Heyt. - To dobra okazja aby się poznać, w końcu jesteśmy współlokatorami - rzekł czarnowłosy shinigami - Yhm - odrzekłem - A więc co chcesz wiedzieć o mnie? Pytaj. - Dlaczego właśnie wybrałeś drogę wojownika? Przez pewien czas Hirad nie odpowiadał. - Po prostu, On jest jedyną osobą, która mogła by mną dowodzić.. Już nie rozmawiając biegli dalej. Gdy skończyli biegać okazało się, że reszta dawno skończyła trening. Cholera jest już pora posiłku! pomyślałem. Gdy miałem udać się już na stołówkę podszedł do nas Zaraki Kenpachi. - Skończyliście biegać, to teraz czas nadrobić to czego nie zrobiliście. Macie zmierzyć się z tym oto tutaj - powiedział i wskazał palcem na człowieka z wygoloną głową i demonicznym uśmiechem - Jestem Ikkaku, będziecie ze mną walczyć! - mówiąc te słowa rzucił dla Hirada i Heyta drewniane miecze. Obaj shinigami niezgrabnie złapali swoje bokkeny. Z dzikim śmiechem. Z wielką mocą uderzył w Hirada, jednak ten w ostatniej chwili zblokował cios. Drewniany Miecz wyleciał mu z ręki. - Hm? Lepiej niż większość .. Inni odrazu uciekali lub nawet się nie bronili .. - rzekł Ikkaku po czym odwrócił wzrok w stronę Heyt'a. Skoczył ku niemu z uniesionym mieczem. Heyt który nawet nie próbował blokować zachwiał się na nogach i upadł zanim jeszcze otrzymał cios. Cios Ikkaku minął głowę o włos. Zrozpaczony Heyt przeturlał się i podniósł swojego bokkena. jednak kolejny cios nie nadszedł. Ikkaku już nie było .. - O nie! - wrzasnął Heyt - za chwile mamy zajęcia u Matsumoto! - Cholera .. a ja jestem taki głodny, ciekawe czy te męczarnie będziemy przechodzić codziennie .. Mimo zmęczenia biegiem ruszyli do stołówki... Gdy dobiegli zobaczyli pustą salę, w której ktoś aktualnie sprząta. - Witam! Gdzie można dostać jedzenie? - rzekł Hirad - A kim jesteście? - okazało się, że jest to bardzo stara Shinigami. - jeśli jesteście wojownikami to czas waszego posiłku już dawno minął, więc wynocha stąd! Ostatnie słowa jakby wypluła ze swojej pomarszczonej twarzy i na dowidzenia jeszcze rzuciła za dwójką Shinigami mopem. Heyt dostał w głowę. Gdy wyszli zza rogu wyłoniła się ładna, młoda kobieta. - Chodźcie za mną, dam Wam coś do jedzenia - rzekła i ruszyła w stronę kuchni (kuchnia była dobudowana do stołówki, można tam było wejść na dwa sposoby: przez stołówkę lub przez wejście dla personelu)... Gdy już weszli do kuchni zobaczyli sterty garów, talerzy i sztućców, które czekają na zmywanie. - Proszę, jedzcie - rzekła owa tajemnicza blondynka, która musiała być kucharką - Wybaczcie mi za zachowanie tamtej staruchy .. Jest trochę nadpobudliwa i nie lubi nowych. Uważa, że są głupi i nieprzydatni, bo nie potrafią gotować i podczas jedzenia zachowują się jak świnie w chlewie. - Ależ nie ma za co - Odparłem - To my jesteśmy wdzięczni za jedzenie -Thak, bardso - powiedział z pełną buzią Heyt -Musimy już iść, dziękujemy za posiłek - rzekłem i wyszliśmy. Właśnie rozległ się dzwon ogłaszający rozpoczęcie lekcji magii...zero odpoczynku pomyślałem i przyspieszyłem kroku aby bardzo się nie spóźnić.
*

Gdy zaśliniony Kubo wstał z podłogi po nieudanej próbie zaklęcia przyszła kolej na Hirada. Gdy podchodził do linii zza której rzuca się czary ręce mu się trzęsły. A jeśli mi nie wyjdzie tak jak dla tego zaślinionego? Wyciągnąłem ręce i wymamrotałem Najgłębszy z głEMbokich, RUra wysoka, użycz mi swej siły i zatrzymaj mego wroga! Przez chwilę nic się nie działo. Gdy już miałem się wycofać dumny, że czar mi nic nie zrobił z moich rąk wystrzelił cienki, jasnozielony promień, po chwili nastąpiła eksplozja. Moje ciało poszybowało przez 10 metrów i zatrzymało się na ścianie. Zakląłem pod nosem i zacząłem masować stłuczone części ciała. Nagle na moje ciało padł cień. Gdy spojrzałem w górę zobaczyłem Sid'a. - No pięknie .. Gdybyś umiał mówić pewnie czar by wyszedł .. - wypowiedział te słowa i odszedł z uśmiechem.. Dalsza część lekcji polegała na tym samym, Shinigami podchodzili i próbowali rzucić zaklęcie..
*

Zmęczony i poobijany wróciłem do swojej kwatery. Nic nie mówiąc padłem na łóżko i pogrążyłem się we śnie ..

Pelas Naczelny
Kurde co ja tu w ogóle tak wcześnie tu robię, w Rukongai wstawałem sobie o 10 i miałem wszystko gdzieś a tu z godzinę mam jakiś trening, ale nie ma co narzekać w końcu będę mógł zemścić się za swoją rodzinę Nie zastanawiając się ani chwili podążyłem za Sidem, być może w końcu uda mi się nawiązać z nim kontakt i poprawić stosunki miedzy nami. Shit szybki jest, ale w sumie jestem raczej od niego szybszy – pomyślałem równocześnie przyśpieszając kroku. Doganiając go z nieskrywaną satysfakcją na twarzy chciałem nawiązać rozmowę… - Siema, mam nadzieję, że dzisiaj mnie nie spławisz tak jak wczoraj… - Nie dzisiaj będzie troszke inaczej pedanciku… - odparł z ironią Sid - to gdzie mieszkałeś zanim… hmmm… no wiesz zginąłeś ?? - nie interesuj się za bardzo, cya…. Aha jak mnie goniłeś to potargałeś sobie fryzurę – dodał młody shinigami błyskawicznie się ode mnie oddalając… Shit moja fryzura !! nie mogę iść z tak ułożonymi włosami na lekcje, do tej pięknej pani Taicho Błyskawicznie znalazłem skitraną w Kimonie tubkę żelu do włosów i równie szybko i wprawnie poprawiłem sobie czuprynę. Odpicowany wolnym krokiem zmierzałem do pobliskiego sklepu , jako że nie był on zbytnio oddalony od placu gdzie miał odbywać się trening taktyków, mogłem się dokładniej przyjrzeć towarom oferowanym przez sprzedawcę. Przeglądałem półki bite 15 minut, aż w końcu natknąłem się na interesujący mnie produkt. Mianowicie był supermocny gel do włosów, akurat taki żeby fryz wytrzymywał cały dzień i nie musiał go co godzinę poprawiać. Może akurat mnie to zbytnio nie przeszkadzało, ale moi współlokatorzy już zaczynali krzywo na mnie patrzeć właśnie z tego powodu… Wychodząc ze sklepu zauważyłem znajomą sylwetkę (dokładniej tyłek… xD) nie zastanwiając się zbytnio wydedukowałem że owy śliczny, kształtny tyłeczek należy do mojej wspaniałej pani kapitan… Postanowiłem, że trochę ją pośledzę i powpatruje się w jej wdzięki… Schowałem się w pobliskim zaułku… Soi Fon szła wolnym krokiem w strone placu treningowego… spuściłem ją ze wzroku tylko na sekundę by spojrzeć na zegarek… nagle poczułem silne uderzenie w pobliżu nerek… nie zastanawiając się ani chwili dużej odskoczyłem przed następnym ciosem… Nieźle młody… tylko następnym razem mnie podglądaj i nie spóźnij się na trening Zauważyłem tylko zawadiackie mrugnięcie okiem w moim kierunku a mojej pani kapitan już nie było – niesamowita kobieta – pomyślałem, oddalając się na swój trening…
Docierając na trening wciąż nie moglem wyrzucić z głowy myśli o Soi Fong… i chociaż słuchałem tego co do nas mówiła z wielką uwagą, nie rozumiałem ani słowa płynącego z jej ponętnych ust, wciąż miałem w głowie obraz pani Taicho z porannego spotkania. Gdy skończyła przemawiać i omawiać dzisiejsze zajęcia , ni stąd ni z owąd dostałem z kamenia prosto w łeb – Kurwa co robisz fagasie(sry za to przekleństwo ale żadne inne słowo mi nie pasowało do tej sytuacji xD) – odparłem do kolesia od którego dostałem w łeb z kamlota… on nie odpowiedział nic tylko rzucił mnie znowu… tym razem oberwałem w kolano… Nie tego już za wiele,miałem już rzucić się na niego, w moich oczach zapłoneła furia, serce przyśpieszyło swój normalny rytm, ręke miałem umieszczoną na rękojeści bokkena, wtem usłyszałem głos pani kapitan Te zbok co Ty wyprawiasz wcześniej umiałeś uniknąć mojego ciosu, a teraz obrywasz non-stop kamieniami, cienias jesteś… Oj teraz dopiero poczułem rozgoryczenie natychmiast się skoncentrowałem i podszedłem do próby jeszcze raz. Tym razem unikałem kamieni z niesłychana gracją w pełni pokazując swoją szybkość i zręczność… oczywiście podejście nie było idealne i kilka razy jeszcze kamieniami oberwałem. Z przeprowadzonych obserwacji wywnioslowalem że porównywalny wynik do mnie osiągnęła tylko jedna osoba Sid… pani kapitan była najwyraźniej zadowolona z zangażowania grupy w trening, bo skończyła go jakieś 15 minut wcześniej niż z początku było to zaplanowane. Znów miałem dziwne wrażenie, że się do mnie uśmiecha w sposób, hmmm jakby to nazwać… przynajmniej dwójznaczny.
Po męczącym treningu szybkim krokiem udalem się na posiłek. Szczerze mówiąc byłem cholernie głodny, jedyną rzeczą która sprawiła mi kłopot to wybór dań… w stołówce było ich całe zatrzęsienie, od steków, devolajów, przeróżnych zup i czego tylko dusza (dosłownie xD) zapragnie. Jako że większość tych dań wydała mi się za ciężka na śniadanie postanowiłem zjeść tradycyjnie płatki śniadaniowe i potem jeszcze kilka grzanek… Wziąłem dania i usiadłem w odosobnieniu z dala od moich współlokatorów bo szczerze większośc z nich działała mi już na nerwy… same popaprańce i gbury… Dość szybko pochłonąłem posiłek i udałem się na obowiązkowy trening magii z vice-kapitan Rangiku… słyszałem że ponoć jest posiadaczką okazałego „sprzętu” w postaci biustu… Jako że magia raczej mnie nie rajcowała uważałem, że chociaż będzie na co popatrzeć.
Gdy dotarłem na lekcje zauważyłem, że ktoś już leży na ziemi niejaki mist wymachując członkami (bez skojarzeń xD)we wszystkie strony oczywiście wywolało to zdarzenie na mojej twarzy szczery uśmiech. Wtem nagle zobaczyłem biust pani vice-taicho i choć robił on naprawdę imponujące wrażenie, nie wywarł on na mnie prawie żadnych uczuć… w mojej głowie wciąż była tylko i wyłącznie Soi Fon… nagle z letargu wybudził mnie potężny wybuch spowodawny przez jednego z moich towarzyszy niedoli… tym razem parsknąłem głośnym śmiechem bo poszkodowanym okazał się Hirad, ten cwaniaczek znad strumyka mam z nim na pieńku. Teraz była moja kolej bez wachania zacząłem wymawiać słowa formuły wcześniej układając dłonie w kształt trójkąta : Najgłębszy z głębokich, Góra wysoka, użycz siły memu wrogowi i mnie zatrzymaj i choć z rąk wystrzeliła mi cienka wiązka jasnoniebieskiego reiatsu to zamiast, podązać w kierunku wskazanym przez ręce skierowała się w moją stronę i skrępowała mi wszystkie kończyny – pieknie pomyślałem taka prosta formuła a ja nie mogę jej spamiętać… - naszczęście dzięki szybkiej interwencji Matsumoto wyswobodziłem się. Ruszając w stronę kwater chciałem jeszcze odwiedzić zaułek w którym spotkałem wczorajszych prześladowców bu dokonać pomsty, lecz szybko z niego zrezygnowałem czułe się zbyt zmęczony. W kwaterze był już Hirad chciałem zamienić z nim kilka słów, lecz okazało się, że już śpi – szkoda – pomyślałem. Wziąłem szybki prysznic przygotowałem sobie łóżko do spania… Ledwo co położyłem się na nim już spałem, a w mojej głowie wciąż była tylko i wyłącznie Soi Fong xD

Gdy tak biegłem z Hiradem zastanawiałem się czy zacząć jakąś rozmowę, czy może pogadać z nim poznać się bardziej w końcu będę teraz z nim u tego samego Kapitana, tylko On, z domku poszedł na „Wojownika”. Podbiegałem coraz szybciej do niego bo był kilka kroków przede mną gdy... – Aaaaaaaa !!!! – znowu ten ból, poczułem ukłucie w sercu i głowie, po chwili leżałem już na ziemi Zaczęło się wspomnienia... ja ja ... ja już nie leżałem na ziemi byłem u niej w domu znowu byłem u Edysij’i w tej chwili znowu żyłem. – Nareszcie jesteś ... tęskniłam czemu Cię tak długo nie było... Heyt mówię do Ciebie !! – patrzyła tak dość długo i czekała aż coś odpowiem – Ja, co ja tu robię, przecież ja nie żyje, co ja tu mogę robić – skoczyłem w stronę Edysij’i i chwyciłem jej małe ramiona szarpiąc nią – Co ja tu robię !! – w końcu upadłem, łzy spływały mi po twarzy. – Heyt co się z Tobą dzieje jesteś jakiś inny - Jej twarz zamazywała się i powoli znikała. - Aaaaaaa !!!! - jaki straszny ból - Heyt !! Heyt !! ej żyjesz ?!? - pytał dziwiąc się co się stało Heyt'owi - Wstawaj debilu bo będe miał jeszcze problemy i się spuźnie na pierwszy trening...
Powoli się podnosiłem udając że nie wiem co się stało wolałem chyba ukryć to wszystko co się stało w mojej podświadomości jeszcze by ktoś pomyślał że jestem jakiś nienormalny, nawet nie chodzi o to że obchodzi mnie to co by ktoś pomyślał ale mógłby mieć kłopoty.
- Yyyy.. no ten Hirad mam prośbe mógłbyś nikomu nie mówić o tym co się tu działo po prostu o tym zapomnijmy... Co ty na to będzie lepiej dla Ciebie jak o tym zapomnisz no i dla mnie oczywiście - patrzyłem na jego mine która nic nie pokazywała - Dobra - odpowiedział i pobiegł
Zdążyłem go dogonić dopiero przed wejściem na polane nie byłem pewien czy mnie posłuchał bo nawet się do mnie po tym nie odezwał tylko pobiegł w przód, dopiero tutaj na mnie poczekał. Gdy weszliśmy dostaliśmy niezły opiernicz no ale to było jasne...
Stałem i słuchałem co Zaraki ma nam do powiedzenia darł się ostro... nie wiedziałem i tak co do mnie mówi, myślami byłem gdzie indziej... zastanawiałem się nadal nad tym co się wcześniej stało i czemu to właśnie dziś się stało, czemu to w ten głupi dzień w tym popapranym miejscu i jeszcze przy Hiradzie upadłem i powróciły do mnie wspomnienia których nie chciałem pamiętać i których nie pamiętałem.
Ocknąłem się zauważyłem, że Hirad zaczyna biec gdzieś, więc bez zastanowienia pobiegłem za nim i robiłem to co On w końcu nie wiedziałem co mówi do nas Zaraki a to na 100% była jakaś kara dodatkowy trening pewnikiem. Po dodatkowym treningu musieliśmy nadrabiać jeszcze to co inni zrobili gdy nas nie było czułem że to moja wina że Hirad musi tyle ćwiczeń dodatkowo robić w końcu to przeze mnie się spóźniliśmy, no ale co poradzić ćwiczyłem dalej aż doszło do końca treningu tak mi się wydawało przynajmniej...
Jakiś gośc wyszedł przed nas i usłyszałem jego imię, choć i tak niedokładnie byłem już bardzo zmęczony jakiś Ikkaku, Ikakes czy jakoś tak najpierw zaatakował Hirada który bez problemu się obronił, jak on to zrobił przecież tyle ćwiczeń zrobiliśmy a On nadal jest taki silny Nie zdążyłem nawet wziąć oddechu gdy moje nogi same się ugięły a On nawet mnie nie zaatakował gdy wstałem już go nie było
Ćwiczenia z Kenpachi'm się skończyły a tu następne z magii u Matsumoto, szybko pobiegłem z Hiradem do stołówki i udało nam się jakoś zjeść po kilku problemach ...
Gdy już dobiegliśmy do sali 35 jeden z uczniów leżał na ziemi i się zwijał... później robił Hirad i Pelas ta jego fryzura nie wiem czemu mnie tak denerwowała ... no i w końcu ja jak się nie uda to nic w końcu już nic mnie dziś nie zdenerwuje. Wyszedłem na środek.
- Najgłębszy z głębokich, Góra wysoka, użycz mi swej siły i zatrzymaj mego vroga!
Poczułem jak mnie obejmuje czarny płomyk wokoło całego ciała wchodziło mi to do umysłu i rozszarpywało już nawet nie wiedziałem, co się dzieje, bo jakaś niewiadoma moc rzucała mną po ścianach dopiero Vice-Kapitan oswobodziła mnie z kajdanów tej czarnej mocy, widziałem tylko w jej oczach strach.
Dzień się już kończył, gdy wracałem do domku, byłem zmęczony... upadłem

Qbex Vip
Niestety, gdy moi wspaniali współlokatorzy zbierali się na treningi, chcąc nie chcąc obudzili mnie. Po ich wyjściu próbowałem usnąć, lecz nie było mi to dane z powodu harmideru na korytarzu i zapachów dochodzących ze stołówki. Mówi się trudno...odeśpię to kiedy indziej.... Wstałem. Poszedłem do łazienki umyć się, ubrać i poczesać. Następnie wyszedłem z pokoju nr 6, zamknąłem go i udałem się w kierunku stołówki.
Do śniadania było jeszcze cholernie dużo czasu, jakieś 30-40 minut, więc poszedłem się przewietrzyć. Nie ma to jak świeże poranne powietrze na początek dnia – pomyślałem. Wybrałem się na treningi wojowników. Uhu, ci dopiero mają wycisk. Nie dość, że biegają, to jeszcze okładają się badylami...współczuję.. Potem ruszyłem do sekcji taktyków popatrzeć na ich ćwiczenia. Były co najmniej dziwne... Jejku, mają na prawdę porąbane lekcje...nic tylko porzucać sobie kamyczkami...Ok, zostawię to bez komentarza.. Zbliżał się czas śniadanie, więc wróciłem.
Stołówka zaczęła powoli napełniać się coraz większymi tłumami młodych shinigami, przy stole magów ujrzałem dziwnego chłopaka, słysząc rozmowy jakie toczył z innymi wywnioskowałem, iż nazywa się mist. Nie wiem czy udawał chorego, czy był taki od zawsze, ale jego zachowanie nie wróżyło niczego dobrego. Śniadanie wreszcie zostało podane. Było tu wiele potraw najróżniejszych rodzajów. Przez chwilę popatrzyłem na mista. Był cały zaśliniony i w obu dłoniach trzymał udka z kaczki, powoli je obracając. Żal mi gościa...mam złe przeczucia.... Reszta uczty przebiegała raczej normalnie i wreszcie dobiegła końca.
Wszyscy udali się na obowiązkowe zajęcia z magii, które prowadził nie kto inny, jak fuku-taichou 10 oddziału pani Matsumoto Rangiku. Dała nam do nauczenia się proste zaklęcie krępujące. Pierwszy był mist...poległ...Tak jak myślałem.... Po nim do próby przystąpiło 3 shinigami. Żadnemu się nie udało. Nadeszła kolej na mnie.
Złożyłem dłonie w kształt trójkąta i powoli wymówiłem słowa inkantacji: - Najguempszy z guembokich, Gura wysoka, urzycz mi sfej siuy i zatszymaj mego wroga! Wystrzeliła mi z dłoni blada wiązka reiatsu koloru karmazynowego. Wtem poczułem jak całe moje ciało obejmuje paraliż, traciłem świadomość. Nagle zemdlałem. Po kilku minutach zostałem oswobodzony z czaru który, jak się potem okazało wystrzelił w kierunku pani Matsumoto, lecz nie wiadomo czemu odbił się od niej i trafił mnie.
Po powrocie do „szóstki” padłem jak długi na łóżko i miałem okazję odespać cały ten męczący dzień...

Słowa Sida Słowa Pelasa Słowa Soi Fong Myśl
*

- Czemu te ćwiczenia są tak szybko... Nie zdążyłem się nawet wyspać. Sid szedł ospałym krokiem w stronę znajdującego się niedaleko placu ćwiczebnego. Nie był przyzwyczajony do wstawania tak wcześnie. - I po co ja się tu pchałem? Mogłem siedzieć cicho w rukongai... Jednak muszę stać się Shiningami, aby wziąć odwet na Pustych, za dawne krzywdy. Przywołane wspomnienia rozbudziły chłopaka. Napełniony nienawiścią do Hollows, oraz chęcią stania się potężnym był gotów do treningu. Wtem usłyszał za sobą znajomy głos... - Siema! Czego ja się w sumie spodziewałem? Przecież to ma być trening nie obóz.Szedł dalej zamyślony. Dopiero po chwili dotarł do niego głos Pelasa. - Czego? - Jesteśmy w jednej drużynie i pomyślałem, że mogli byśmy się poznać. Gdzie mieszkałeś i co robiłeś zanim zginąłeś? - Nie Twój interes. Zajmij się lepiej swoją fruzurą cya.
Sid przyspieszył kroku i dość szybko dobiegł na plac ćwiczeń. Był on w kształcie okręgu o śrdnicy około 10 metrów. Wokół był otoczony cieńkim murem. Podłoże stanowiło coś podobnego do żwiru. Niebawem na plac przyszło około 200 studentów. Wkrótce potem zjawili się Pelas i kapitan Soi Fong. Zaraz po wejściu Kapitan 2nd division zaczęła przemowę.
- Witam nowo przybyłych studentów. Wybierając drogę taktyka nauczycie się ponad podstawowych zaklęć, oraz techniki sprawnego poruszania się i władania mieczem. Jednak najważniejszą cechą będzie umiejętność rozpoznania mocnych i słabych stron przeciwnika i wykorzystanie ich w walce. Podstawową cechą dobrego taktyka są uniki. Przede wszystkim nie możecie pozwolić, aby rywal Was trafił. Na dzisiejszym treningu skoncentrujemy się właśnie na unikach. Waszym zadaniem będzie unikanie kamieni rzucanych przez moich asystentów.
Soi Fong wskazała na dwóch szczupłych, ciemnowłosych Shiningami stojących po jej prawiej stronie. Każdy z nich trzymał w rękach sporych rozmiarów kosz wypełniony kamieniami.

- Nie możecie dać się trafić kamieniem. Nie wolno Wam też wpaść na innego studenta. Życzę powodzenia.
Gdy pani kapitan skończyła swoją przemowę w stronę stojących na środku placu studentów poleciały kamienie. Sid zaskoczony tempem rzucanych skał z trudem szybko uskoczył w prawo, po czym błyskawicznie uchylił się przed kolejnym „pociskiem”. Duża część uczniów odpadła już na starcie nie radząc sobie z oszałamiającym tempem treningu. W przeciągu kilku minut na placu pozostało niewiele osób. Obok Sida jednym z najlepszych był Pelas. Niestety obaj nie zdążyli uniknąć kolejnych kamieni z powodu spadającej kondycji. Byli jednak najlepszymi spośród reszty.
Po zakończeniu ćwiczeń Sid zmienił nieco zdanie o świetnie radzącym sobie Pelasie. Powoli przestawał być on w jego oczach fagasem dbającym tylko o układ fryzury. Nie było jednak czasu na rozmowę, gdyż obaj musieli udać się na śniadanie, a później na lekcjie kidou. W pobliskiej stołówce Sid zamówił kurczaka z rożna z ziemiakami. Czuł się cholernie głodny po długim i męczącym treningu. Po posiłku biegiem pobiegli na lekcjię Demonicznej Magii. Po nie udanej próbie wszystkich innych studentów przyszła kolej na Sida. Stanął on w rozkroku i ułożył ręce w kształt trójkąta, na jego twarzy malowała się jednak niepewność. - Najgłębszy z głębokichCholera jak to dalej szło... Mocy ogromna użycz mi swej siły i znisz mego wroga!. Z rąk studęta wystrzeliła wiązka czerwonego reiatsu, która po dotarciu do Matsumoto ekspoldowała. Wybuch na szczęście nie był mocny i Vice Kapitan 10 dywizji nic się nie stało, jednak Sid był zły na siebie, za nie udaną próbę.
Po całym meczącym dniu rół o kwatery. Cały obolały rzucił się na łóżko i zasnął.
Komentarz dodany przez: vader: 2007-05-06, 10:11 Mistic ma urlop, wiec sesja przez jakiś czas będzie zamknięta, Mistic wróci i zacznie ją prowadzić, póki co close.

Od pierwszego dnia zajęć minęły dwa tygodnie. Nasi bohaterowie przyzwyczaili się do reguł panujących w akademii. Choć stłoczenie w jednym pokoju adeptów aż trzech kierunków wiedzy Shinigami, co wiązało się z porannymi problemami, które uwydatniły się szczególnie po ustaleniu dokładnych planów zajęć, zostały prędko przez nich rozwiązane. A zajęcia przedstawiały się tak:
Wojownicy: Rozpoczecie lekcji o godzinie 6, przed śniadaniem nastepujące zajęcia:
Ćwiczenia fizyczne - 2 godziny Szermierka – 1 godzina Śniadanie Kidou – 1 godzina Szermierka – 2 godziny Siłownia – 1 godzina Obiad Czas wolny – 1,5 godziny Zajęcia taktyczne – 1 godzina Zajęcia Dodatkowe – 2 godziny Kolacja Ćwiczenia fizyczne – 2,5 godziny
Plan został opracowany przez samego Kenpachi'ego i ma on na celu zwiększenie siły Shinigami, oraz jego wytrzymałości. Po dwóch tygodniach tej katorgi jego podopieczni zaczeli jednak odczuwać efekty, tak więc wszyscy specjalizujący się w tym zakresie otrzymują bonus +1 do wytrzymałości (edytuje wam karty i dodaje HP), ale nie przysporzyło to Kapitanowi 11th dobrej opini, bo pomijajac kilku zapaleńców, wszyscy uważali ten plan za nieludzki i że zamiast wzmacniać, osłabia ich.Ale biada temu kto to wypowiedział w obecnosći Kenpachi'ego! Otrzymywał wtedy lekcje extra szermierki z samym kapitanem. A nie była to przyjemność (Hirad i Heyt obyli już 2 takie lekcje i bardzo uważali na słowa xD)
Taktycy: Zajęcia godzina 8, plan następujący:
Zajęcia taktyczne – 1 godzina Śniadanie Kidou – 1 godzina Szermierka – 1 godzina Zajęcia taktyczne – 1 godziny Kidou – 1 godzina Obiad Czas wolny – 1,5 godziny Ćwiczenia fizyczne – 1 godzina Zajęcia dodatkowe – 2 godziny Kolacja Zajęcia taktyczne 1,5 godziny Siłownia – 1 godzina
Jak można łatwo zauważyć, Taktycy mają oddzielnie zajęcia taktyczne z powodu wyższego stopnia ich zaawansowania i tylko cześciowe ćwiczenia szermierki z Zarakim, co i tak uważają za wystarczające z powodu otrzymywanego tam wycisku. Duży nacisk mają natomiast na taktykę, z tego powodu stali się szybsi i bardzie zręczni (Sid i Pelas otrzymują bonus +1 do szybkości). I tu nie było lekko. Soi Fong kazała im nosic dodatkowo specjalne obciążenia na nogach, które krepowały ruchy, ale jak mówiła, pomogą osiągnąć dostateczną szybkość by wcześniej i lepiej opanować Flash Step niż inni adepci. Tak więc taktycy nie szczędzili wysiłku i biegali, skakali i robili inne rzeczy by stac się lepszymi i nie sprawić zawodu swojej nauczycielce (nawiasem mówiąc nawiązała się miedzy nimi nawet mała nic przyjaźni). Ale i tak znajdowały się osoby narzekajace na ten system.
Magowie (ci to sie wyspią xD) Zajęcia godzina 10, plan:
Śniadanie Kidou – 3 godziny Szermierka – 1 godzina Obiad Czas wolny – 0,5 godziny ( i tak nie musza wstawać rano xD) Zajęcia taktyczne – 1 godzina Zajęcia fizyczne – 1 godzina Zajęcia dodatkowe – 2 godziny Kolacja Siłownia – 1 godzina Kidou – 1 godzina
Plan magów wywiera olbrzymi nacisk na wiedze o Kidou, oraz naukę spokojnego myślenia (tego tez na tych zajęciach się naucza, więc wojownicy nie mają tego wiele :D), a mają niewiele zajęć nauczajacych walk w zwarciu, bo filozofia magów mówi jasno: Prawdziwego wojownika nie poznajesz po wielkich mięśniach, lecz po jego wiedzy i mocy duchowej. Tak więc Shinigami magowie zyskują jako pierwsi zdolność specjalną(wstawiam wszystkim dodatkową rubrykę „Zdolności Specjalne”, a Kubie wpisuje tam +1 Kidou. Daję mu to możliwość rzucania niektórych czarów bez inkantacji, oraz zwiększa ich siłe rażenia. Dodatkowo ich Reiatsu podwyższa się do 105 jednostek.) Matsumoto bardzo zżyła się ze swoimi uczniami i można powiedzieć, że niekiedy przesadnie ich faworyzuje jesli chodzi o jakieś wyprawy, testy itp. Kyuubi nie może narzekać na brak rozrywek bo pani vice-capitan często wybiera go do odpowiedzi lub prezentowania czarów, z powodu jego zamiłowania w tej profesji. Nikt z tej grupy nie narzeka, bo i plan, i nauczyciela mają znakomitych.
A teraz szybki powrót do pokoju numer 6. Jego mieszkańcy zaczeli nawiązywać przyjaźnie między sobą, ale nic nie było lepszego i korzystniejszego od przyjaźni Hirada z Pelasem. Jak szybko się okazało, obydwaj mają skłonności do podglądania płci przeciwnej, a plan był prosty: Jeden podgląda, a drugi pilnuje czy nikt nie idzie. I tak zmieniali się co pewien czas. Ich ulubionym miejscem była oczywiście szatnia dziewcząt, ale byli w niej zawsze tak napaleni i nieostrożni, że często wpadali w łapy będących tam dziewcząt i odsyłani do swoich opiekunów. Jezeli Pelas mógł być zadowolony z tak bliskiego pobytu w pobliżu Soi Fong, to Hiradowi wcale nie było do śmiechu. Kenpachi zwykle pałał wtedy gniewem i kazał mu robić dodatkowe ćwiczenia, ale pokusa była silniejsza od nich i wciąż wracali do tego nikczemnego procederu. Ich przyjaźń była głęboka i często nie zważajac na regulamin, razem włóczyli się nocą po całym terenie akademii, nie omieszkajac dac upustu swojemu hobby jak to nazywają. Przejdźmy dalej: Heyt trzmał się z Hiradem, co było zrozumiałe bo byli tej samej profesji i musieli razem dobudzać się bladym świtem, aby zdąrzyć na zajęcia. Tak samo było z taktykami, ale i oni utrzymywali dobre stasunki z wojownikami. Kyuubi'ego polubili wszyscy, zapewne z powdu jego otwartości i chęci pomocy, choc w głębi duszy zazdrościli mu takiego fajnego planu zajęć. Ale cóż, taki był ich wybór i teraz musieli za to cierpieć. Ale zostawmy już to i zajmijmy się tym co działo się w Akademii, przez ostatnie dwa tygodnie. Dwa dni wcześniej miał miejsce egzamin oceniający powoli to czego nauczyli się przez ostatnie dwa tygodnie. Oceniany był styl walki oraz Kidou, czyli Bakudou 1: Sai, oraz poznany niedawno Hadou 31: Shakkahou, bedący czarem ofensywnym. Piatce naszych bohaterów poszło całkiem dobrze więc wczoraj zostali poproszeni o stawienie się w auli Akademickiej, w celu otrzymania nagrody. Przemawiał oczywiście Kapitan 13th Ukitake Jyuushiro, a także towarzyszyli mu opiekunowie odpowiednich profesji. W sali zgromadziło się około setki uczniów i gdy wszyscy zajęli miejsca, Kapitan wstał i powiedział: Witam wszyskim serdecznie! Jak już zapewne wiecie, zostaliście tu zaproszeni z powodu ukończenia przez was ostatniego egzaminu, ze średnią lepszą niż inni adepci. Zanim jednak przejdę do spraw nagradzania, chciałbym was poprosic abyście nie przestawali utrzymywac tak wysokiego poziomu. Pomoże wam on w dalszej edukacji, a także nakłoni pozostałych uczniów do cięższej pracy i polepszania swoich wyników. Muszę powiedzieć że ani ja, ani wasi opiekunowie nie spodziewalismy się tak gwałtownego wzrostu umiejętności w tak krótkim czasie! Cieszy nas to jednak i chcemy was nagrodzić za wasz trud włożony w naukę. Pownie niektórzy pamietają, co mówiłem pierwszego dnia o warunkach szybszego otrzymania Zanpaktou? Po sali przebiegł pomruk podniecenia – Czyżby miał zamiar TO zrobić? - gorączkowa szeptali miedzy sobą Shinigami. Ukitake przebiegł spojrzeniem po sali z uśmiechem na ustach i powoli powiedział – Tak, słusznie się domyślacie. Otrzymacie dziś własne zany, ale pamietajcie! Nie pożyczajcie ich nikomu i pod żadnym pozorem nie życze sobie tutaj jakis burd, z powodu posiadania prawdziwej broni. W każdej chwili możemy je wam odebrać i wywalic z Akademii. Nie potrzebujemy niezdyscyplinowanych wojowników robiących to na co im się żywnie podoba. Ale przejdźmy teraz do drugiej sprawy, a mianowicie jutro z saego rana otrzymacie pozwolenie, z którego możecie skorzystać lub nie, a mianowicie – będziecie mogli na cały dzień udac się do świata żywych. -Pan chyba żartuje! - odezwał się ryk z końca sali. Był to młody Shinigami mist. -Mówie poważnie, młody człowieku – odparł spokojnie kapitan 11th – wysyłami was tam z tego powodu abyście oswoili się wcześniej z regułami tam panującymi, bo przeciez za około 2 miesiące pójdą tam wszyscy adepci. Mam przynajmniej taką nadzieję. -A co z Hollow'ami? Przecież nie ćwiczylismy wogóle walki praktycznej z takim przeciwnikiem i nie mamy zbytniego doświadczenia – kontynuował swój wywód mist a sala odowiedziała mu pomrukiem aprobaty. Tylko Sid zastanawiał się w głebi duszy: Co tu robi ten tchórz? Niemożliwe przecież aby przeszedł dobrze egzaminy, skoro mial problemy z najprostrzym zaklęciem!? Właściwie w jakiej on jest grupie... -Przypuszczamy, że one też są w fazie treningu i nie będą za często prznikać z HM i dodatkowo wysyłamy z wami przecież oddział wykwalifikowanym shinigami. Ale jesli ktoś nieczuje się na siłach może dziś lub jutro poprosić Kapitana Kenpachi'ego o dodatkowe lekcje walki, przypuszczam, że bardzo chetnie się zgodzi – odparował Ukitake i spojrzał pytająco na wymienionego. -Taaa, pewnie.... - mruknął, a w jego oczach malowała się taka żądza mordu, że wszyscy cofneli się o dwa kroki w tył. - Jacyś chętny? - spytał z podłym uśmieszkiem - Odpowiedziała mu cisza – No, czyli jeden problem z głowy. Już teraz zapowiadam, że jeżeli ktoś z mojej profesji pozostanie na terenie Społeczności, to zafunduje mu taki trening, że nogi same będą mu się rwały do walki! -No to jesli wszystko jest jasne to możecie odjeść – powiedziała Soi Fong. Wszyscy rozeszli się powoli do swoich pokoi rozmawiąwiąc o całym zajściu. -Pomyśl tylko Pel – zaczął podniecony Hirad – będziemy w tym świecie niewidoczni, a ileż jest tam ciałek do obejrzenia! Nic, po poprostu brać! Co ty na to? -No, to było niezłe – zaczął – ale musze się jeszcze zastanowić, moze zostane na miejscu i troche poćwiczę? Zobaczymy rano. Właściwie to o której jest pubudka bo plan będzie przecież zmieniony, racja? -Taaa, przydałoby się kogoś zapytać – mruknął Hirad i krzyknał w kierunku nieznajomego shinigami – Hej! Nie wiesz może o której jest jutro zbiórka? -Co, ja? - chłopak odwrócił się – Jeśli dobrze pamiętam to koło ósmej.... -Super, czyli dodatkowo się wyśpimy! - ryknął Heyt idący z tyłu z Kyuubi'm i Sid'em – Poprostu nie mogę się doczekać by zobaczyć co nas tam czeka!
Parę słów od GM: Na samym poczatku podam kilka ważnych szczegółów, a mianowicie: sami decydujecie czy zostajecie w SS czy nie i zaleznie od wyboru opisujecie swoje perypetie na danym terenie. Po drugie: nie będzie żadnych spotkań z Hollows, towarzysząca wam grupa Shinigami załatwi tę sprawę za was, możecie jednak opisać, że widzieliscie takową walkę z boku, z pewnej odległości. Możecie również znaleść sobie jakieś miejce i trenować, pozsotanie ono w Historii już na stałe i będzie przypisane tylko do waszej postaci. Potyczka z innym uczniem jest dozwolona, ale niewielka i z użyciem jedynie czaru krępującego i niezbyt poważnych obrażeń. W przypadku Hadou 31, sytuacja jest trochę inna. Pomimo użycia go poprawnie bez inkantacji podczas egzaminu, tylko Qbex będzie miał ten czar opanowany do perfekcji. Reszta umie go rzucić ale z mniejsza siłą i z wiekszym prawdopodobieństwem wybuchu kuli przed wystrzałem (szczególnie wojownicy). Resztę możecie pisać dowolnie, vader i Pelas mogą kontynuować wątek podglądania, mi to nie przeszkadza xD Sprawa kolejna. Kolejność pisania postów od tej pory będzie taka jak poniżej, jesli macie jakieś zastrzeżenia proszę je natychmiast kierować do mnie aby nie było opóźnień. Kolejke można podać kolejnej osobie o pisać po niej. Czas napisania posta góra 3 dni (w przypadku Pelasa oże być to dłużej, z powodu jego pracy,ale proszę aby wcześniej poinformwał mnie na gg lub przez PW.
P.S Chciałbym przeprosić wszystkich za tak spore opóźnienie, mam nadzieję że teraz wszystko pójdzie gładko i sprawnie będziemy przeprowadzać naszą sesje. Życzę wam aby posty były ciekawe i aby przyjemnie wam się pisało kolejne karty historii waszego bohatera. Jeśli macie jakieś określone zamierzenia do postaci proszę pisac na moje gg: 4264005 i powiedziec mi o nich a ja zastanowie się czy je wprowadzić.
Kolejność: Qbex, vader, Pelas, Grochu, mendi
Lista Pomocnicza: Idą do Świata żywych: Mendi Qbex vader Pelas (raczej tak) Grochu Zostają: Nikt XD

Qbex Vip
Kyuubi następnego ranka obudził się wcześniej od pozostałych. Na jego zegarku bowiem była zaledwie godzina 6:15. Mimo to, wstał, poszedł do łazienki i się wykąpał. - Super, przynajmniej nie muszę się spieszyć, trochę to potrwa, zanim się obudzą. – zamruczał pod nosem Kyo, tak bowiem brzmiało zdrobnienie jego imienia.
Gdy skończył się myć, ubrał się. Sprawdził jeszcze raz czy wszyscy śpią, po czym wziął swojego Zanpakutou i wyszedł z pokoju. Na korytarzy były pustki. Nikogo nie spotkał podczas swojej przechadzki. Ruszył w kierunku kuchni, mając nadzieję, że dostanie tam coś do picia. Nie mylił się. Stały tam dzbanki z kompotem i szklanki. Nalał sobie, wypił, po czym wyszedł na podwórko. Pałętało się tam kilka osób, lecz nikt nie zwrócił na niego uwagi, poza jednym...W pewnym momencie zaszarżował na niego młody Shinigami, po jego minie, nie można było stwierdzić, do której dywizji należy. Student miał wyciągniętego Zana, zupełnie jakby chciał ciąć Kyuubi’ego. Ten tylko uśmiechnął się pod nosem i wypowiedział: - Bakudou 1: Sai!! Wtem przeciwnik zatrzymał się w miejscu a na jego ciele pojawiły się magiczne więzy. - Może się nauczysz, że na swoim obecnym poziomie, nie masz co zadzierać z magami... – mówiąc to, Kyo parsknął i ruszył na dalszą przechadzkę po Soul Society. Łaził, trochę tu, trochę tam. Nawet nie zdążył się obejrzeć, a minęło półtorej godziny! Na zegarze była godzina 7:45! Za piętnaście minut wyrusza do Świata Żywych!
Nie zważając na nic, puścił się pędem w kierunku akademii, kurczowo trzymając swojego Zana, by nie wypadł. Dotarł na miejsce o 8:00, gdyby spóźnił się choć o włos, przejście zamknęłoby się bezpowrotnie, ale zdążył. Stanął w parze z jednym z kolegów po fachu – młodym magiem. Wszyscy po kolei zaczęli wchodzić przez portal. Nagle otoczenie rozmyło się i znaleźli się w dziwnym tunelu. Nie trwało to jednak długo i po chwili stanęli twardo na ziemi. Ah...tyle wspomnień...pomyśleć, że kiedyś tu sobie normalnie żyłem...to tak jakby druga szansa... – pomyślał Kyuubi rozglądając się po wszystkich stronach świata. - Uwaga! – przemówił jeden z poruczników 11 oddziału. – Traktujcie to jako praktyczne zajęcia w terenie. Zachowajcie ostrożność i nie oddalajcie się zbytnio od grupy, chyba że zostanie wam to nakazane przeze mnie, lub osobę do tego upoważnioną przez moją osobę. Jeśli chcecie gdzieś pójść, to tylko w grupach, i tylko w towarzystwie kogoś starszego rangą. Teraz, jakieś pytania? – spytał. – Proszę. – przemówił porucznik do jednego z adeptów. - Eee, kiedy wracamy? – po głosie, Kyuubi rozpoznał w nim tego samego Shinigami, który go zaatakował i jednocześnie...mista! – Auch!!! – zawołał nieszczęśnik po oberwaniu zaklęciem oszałamiającym. - Jeszcze jakieś pytania?! – wrzasnął dowodzący, lecz odpowiedziała mu tylko cisza... – Jeśli nie, to by było na tyle. Macie czas wolny do godziny...powiedzmy do 17. Potem spotykamy się z powrotem tutaj! Stadko młodych studentów powoli zaczęło się przerzedzać. W końcu został tylko Kyuubi i kilku jego kolegów-magów. Podeszli oni do jednego z Shinigami i spytali, czy mogą pochodzić po mieście. Zgodził się, ale wysłał z nimi jednego ze swych podopiecznych, aby ich pilnował.
Adepci najpierw ruszyli do kina, sprawdzić czy jest coś ciekawego – od bardzo dawna nie chodzili do kina – tego nie ma w SS...Za bilet płacić nie musieli – byli niewidoczni dla zwykłych śmiertelników. Zobaczyli seans kultowego filmu „Shinigami World” trwającego 2 godziny. Gdy wyszli z kina była 10:10. Mieli jeszcze niecałe sześć godzin. Przeznaczyli ten czas na zwiedzanie okolicy i mały trening. Poszli nad rzekę. Woda była ciepła, więc skorzystali z okazji i wykąpali się w niej. Przesiedzieli tam z godzinę. Potem wyruszyli do parku, tam też spędzili trochę czasu. Korzystając z okazji, iż byli niewidoczni, chodzili, gdzie chcieli. Od jedzenia pysznych rzeczy za darmo począwszy, aż na damskich łazienkach skończywszy. Czas minął jak z bicza strzelił. Była 17. Plac, na który przybyli na samym początku stopniowo zaczął się napełniać młodymi studentami. - Dobrze! Są wszyscy? W takim razie.... BUUUUUUUUUUUUM!!!!!! Ziemia się zatrzęsła i przed Shinigami pojawił się Hollow! - To nie ćwiczenia! Szybko zgrupować się i stać w miejscu! Nie ważcie się dołączać do walki. - Porucznik wyciągnął swojego Zanpakutou, wymówił inkantację, uwolnił swojego Zana i zaszarżował na Hollowa. Różnica pomiędzy ich siłami od razu była widoczna. Stwór nie miał szans z Shinigami i w [krz]mig został pokonany. Wszyscy odetchnęli z ulgą. - Wyczuli nas! Wybaczcie, lecz nie możemy tutaj za długo siedzieć. Niedługo mogą przybyć następni. Musimy wracać, lecz niedługo tu wrócimy. Szybciej, niż się spodziewacie. Ustawcie się ponownie w pary. Musimy was policzyć.........Dobrze! Są wszyscy. Idziemy!
Wrócili. Wszyscy byli wyczerpani, lecz czuli mały niedosyt z powodu przerwanego pobytu w Świecie Żywych. Kyuubi wrócił do szóstki, był pierwszy. Odłożył swojego Zanpakutou na szafkę obok swojego łóżka, a potem poszedł wziąć kolejną kąpiel, tym razem pod prysznicem. Po pełnym wrażeń dniu, zszedł na kolację. Przygotowane było pyszne jedzenie, a na podwieczorek zostały zaserwowane lody bakaliowe z bitą śmietaną, orzeszkami i polewą toffi. Po kolacji było już późno, więc Kyo poszedł do pokoju i zwyczajnie poszedł spać.

Obudziłem się o 7:30, część współlokatorów była już na nogach, część dopiero tak jak ja otwierała oczy, licząc na jeszcze 10 minut snu. Usiadłem na łóżku i pogrążyłem się w myślach ciekawe co będę tam robił .. oby nie okazało się, że będzie nudno i nie będę mógł zobaczyć żadnego kobiecego ciała.. Ubrania są złe, przynajmniej dla kobiet.. wstałem z łóżka i jak w półśnie wykonałem wszystkie czynności jakie robię rano. Poszedłem na stołówkę licząc że jeszcze nie wszystko zjedzone, przeliczyłem się. Na stołówce zostało jedynie picie, więc zakląłem i odwróciłem się na pięcie. Poszedłem na miejsce zbiórki licząc, że zastanę tam kogoś ze swoich znajomych, stało już tam kilku Shinigami oraz mist - jak zwykle sam - podszedłem do niego i starałem się z nim porozmawiać. - Hejj! Jak leci? Cieszysz się, że idziemy do świata żywych? - Cz..cześć, dobrze, tak bardzo się cieszę, to znaczy nie, bo tego, tam może być niebezpiecznie i w ogóle - odparł mist - Nie ma się czym martwić, przecież będą nas eskortować starsi Shinigami, słyszałem, że nawet jeden vice kapitan! Nie ma się czego obawiać, poza tym, mamy już swoje Zany i co nieco znamy czary, to nam ewentualnie powinno wystarczyć do umożliwienia ucieczki. - VICE KAPITAN!? - dla mista na wzmiankę o vice kapitanie, aż oczy się zaświeciły - SUPER! Moim marzeniem jest zostać jednym z nich! - Jeśli utworzą kolejną dywizję z samymi ciotami, to może nawet zostaniesz kapitanem - zadrwił stojący obok Shinigami, grupka która go otaczała zaczęła rechotać.. - Ciota - powiedziałem Teraz zabrał głos vice kapitan, ja szybko machnąłem ręką do mista, że idę i poszedłem do Pelasa i Kyo, którzy stali razem, nie widziałem Heyt'a oraz Sid, czyżby zdecydowali się zostać? A z resztą.. - Uwaga! – przemówił jeden z poruczników 11 oddziału. – Traktujcie to jako praktyczne zajęcia w terenie. Zachowajcie ostrożność i nie oddalajcie się zbytnio od grupy, chyba że zostanie wam to nakazane przeze mnie, lub osobę do tego upoważnioną przez moją osobę. Jeśli chcecie gdzieś pójść, to tylko w grupach, i tylko w towarzystwie kogoś starszego rangą. Teraz, jakieś pytania? – spytał. – Proszę. – przemówił porucznik do jednego z adeptów. - Eee, kiedy wracamy? – odezwał się zestresowany mist – Auch!!! – zawołał nieszczęśnik po oberwaniu zaklęciem oszałamiającym. - Jeszcze jakieś pytania?! – wrzasnął dowodzący, lecz odpowiedziała mu tylko cisza... – Jeśli nie, to by było na tyle. Macie czas wolny do godziny...powiedzmy do 17. Potem spotykamy się z powrotem tutaj! Wrota do Świata Żywych zostały otwarte i po woli zatapiał tam się tłum młodych adeptów. Gdy wkroczyłem tam, pogrążyłem się w nieprzeniknionej ciemności, a może nicości? Widziałem jedynie swoich towarzyszy, nic nie miałem pod nogami, nic nad nogą, nic po bokach. a jednak wiedziałem którędy iść, po czymś stąpałem ciekawe. Droga zdawała ciągnąć się bez końca, a jednak nie czułem zmęczenia zawdzięczam to treningowi czy, ten specyficzny tunel tak działa na mnie? Po kilku minutach wyłoniłem się z bramy, światło raziło oczy, gdy wszyscy wyszli, brama zamknęła się, nikt się nie rozchodził, wszyscy stali i czekali. A WY CO TU JESZCZE ROBICIE!? WON ROBIĆ TO CO ZAPLANOWALIŚCIE! - zaryczał jeden z eskortujących Shinigami Zmieszani adepci, w nielicznych grupkach zaczęli się oddalać w różnych kierunkach, na placu pozostał tylko mist. Gdy szedłem wraz z Pelasem w stronę głównej ulicy, pomyślałem, o mistu.. - EJJ! mist! Chodź z nami! - wrzasnąłem - O nie, po co On nam? - zapytał wyraźnie niezadowolony Pelas, jednak nie odpowiedziałem mu, gdyż mist już do nas podbiegł. - Gdzie idziecie? - zagadał nieśmiały adept, który właśnie dołączył do 2 zboczeńców (XD) - Pooglądać trochę kobiecego piękna - Odpowiedział Pelas - .. SUPER! - wrzasnął podniecony mist Będzie śmiesznie pomyślałem i poszedłem za Pelasem, gdy zrównałem się z nim zobaczyłem jego minę, był rozczarowany, że ktoś jeszcze z nami idzie. Podniecony mist dreptał za nami.. Po 2 minutach marszu, dotarliśmy do dużej restauracji, na przeciwko kina, zauważyłem Kyo, który wchodził wraz ze swoimi znajomymi do kina, ciekawe gdzie Sid... a z resztą.. Weszliśmy razem do restauracji. - OKEJ! CZAS SIĘ NAOGLĄDAĆ! - wrzasnął Pelas i ruszył w stronę damskiego wc - ah ile bym dał aby nasza nauczycielka Kidou była teraz w kiblu i mnie nie zauważyła.. - beznamiętnie dodał pod nosem Do toalet była długa kolejka, nie widzieliśmy nikogo z Shinigami, wszędzie sami ludzie wspomnienia wracają, tyle, że tym razem nie wywalą mnie z restauracji wrzeszcząc, że jestem zboczeńcem W toalecie było wiele pięknych dziewczyn, które poprawiał makijaż, chodziły się załatwić, albo hihotały między sobą z jakim to fajnym facetem przyszły. - Co za nudy - Powiedziałem - eh, lepiej chodźmy gdzieś gdzie są prysznice, może na jakiś stadion, albo do jakiejś szkoły? - Dobra! Można iść! - Powiedział Pelas i ostatni raz schylił się aby popatrzeć pod spódniczkę długonogiej blondyny. Wyszliśmy z restauracji i szybko pobiegliśmy do pobliskiej szkoły średniej - Uff, tu będzie na co popatrzeć!, chodźmy na bieżnię popatrzymy na ćwiczące dziewczynki.. hihihi Ćwiczące dziewczyny były ambrozją dla oczu najszczęśliwsze chwile mojego życia.. pomyślałem, jeszcze trochę patrzyliśmy na dziewczyny, aż trenerka gwizdnęła na koniec lekcji, dziewczyny udały si do szatni, Pelas był wyraźnie zadowolony. Szliśny spokojnie za dziewczynami.. - Ej, gdzie jest mist? Czyżby gdzieś został? - zapytałem - Ta, pewnie w szatni chłopców - odpowiedział Pelas - Pójdę po niego, a Ty tu sobie pooglądaj przebierające się dziewczyny i ich prysznice! Miłej zabawy - Po co iść po niego? Jak został to niech sobie tam stoi, stracisz tylko zabawę .. - E tam, szybko wrócę, nie chcę aby potem było na nas, że został sam - Jak wolisz Wybiegłem z uczelni i pobiegłem w stronę restauracji, nie było go tam, jednak zobaczyłem na zegarku jakieś łądnej dziewczyny, że jest już 16. Kurde, trzeba się sprężać, bo nie chcę się spóźnić, a te wszystkie dziewczyny mógłbym oglądać przez co najmniej tydzień! Pobiegłem z powrotem do szkoły, na jednej z uliczek zobaczyłem jakiegoś Shinigami, stał tyłem do mnie, to pewnie mist, zaskoczę go, po cichutku podszedłem i rzuciłem Bakudou 1: Sai, ŁAŁ! WYSZŁO!, więzy które zdawały się spowijać Shinigami nagle prysły co jest? - Hm? - mruknął nieznajomy i się odwrócił - O KURW.. Był to jeden z eskortujących nas shinigami, po postawie łatwo było rozpoznać, że jest z 11 Dywizji. - Zaatakowałeś mnie ... chcesz zginąć!? - wrzasnął Shinigami i zaczął wyciągać miecz. Nagle Pojawił się koło mnie drugi Shinigami, był bardziej opanowany, podszedł do tego co wyciągał Zana i szepnął mu tak abym i ja usłyszał - Zostaw go... Wpierw trzeba się dowiedzieć czy jest sam Co mam mówić?! Powiedzieć, że Pelas jest ze mną i mist? Czy chować ich .. ehh - Jestem tu sam, zgubiłem się - powiedziałem - Co trenujesz? - Walkę u Zarakiego - odpowiedziałem nieśmiało Hm.. po Twojej posturze wnioskuję, że przyda Ci się dodatkowy trening Jaki dodatkowy trening? O co im chodzi? ... o kur! Będę miał dodatkowy trening z Zarakim?! - Chodź na miejsce zbiórki, wracamy, w SS już sie Tobą zajmą Zaczęli biec, ledwo nadążałem za nimi, biegłem jak najszybciej dałem radę, gdy dobiegliśmy na plac, nikogo tam jeszcze nie było, no super, będę sam.. Shinigami złapali mnie za rękawy i zaciągnęli do wrót, ciągnęli mnie tak przez całą drogę, muszę przyznać, że są silni i szybcy, ale ręce mniej już bolą od tej niewygodnej postawy, zwisam cały czas nad ... właśnie, nad czym?. Nie zdążyłem dokończyć myśli, a już poczułem jak ląduję na twardej ziemi, gdy powstałem zobaczyłem przed sobą Zarakiego, Shinigami, którzy mnie eskortowali, już biegli z powrotem do świata żywych. Chyba mam przesrane .. z pewnością - HM? - Zaraki mruknął i spojrzał na mnie miażdżącym wzrokiem, pod którym aż się skuliłem - Źle Ci było w Świecie Żywych, więc potrenujesz sobie ze mną! Przypomnij mi jak trenowaliśmy zawsze, w normalne dni - Od Rana były ćwiczenia fizyczne, ok 2 godzin, najczęściej jednak trwały 3 godziny.. potem szermierka około godziny, śniadanie... - odpowiedziałem - DOBRZE! - ryknął Zaraki - Teraz będziesz miał coś specjalnego! - uśmiechnął się ironicznie - I wyprostuj się albo będziesz miał dwa razy cięższe ćwiczenia niż zaplanowałem! Od razu stanąłem prosty jak struna, mam przesrane.. - Chodź tam gdzie zawsze ćwiczymy, jesteś dzisiaj pierwszy. Zaraki wstał z ziemi, był ogromny, gdy szedł między budynkami czasem miałem wrażenie, że lekko przekręcał się, aby zmieścić się w barach, ciekawe jak duże jest wejście do jego siedziby pomyślałem. Właśnie dotarliśmy do wielkiego placu, gdzie zawsze ćwiczyliśmy szermierkę, czyżby chciał ze mną walczyć? - Wyjmij swoje Zanpakutou! Nie śmiejąc się sprzeciwić wyjąłem swojego Zana, ręce oraz nogi trzęsły mi się, zająłem pozycję do walki. - O? - Mruknął Kapitan 11 Dywizji W jednej chwili skoczył do mnie, zaatakował mnie dłonią, bez wyjętego Zana, przecież mam ostrze w ręku. mogę go skaleczyć, albo przez przypadek zabić. Jego dłoń szła jak miecz, miała mnie ugodzić od góry, Podniosłem miecz i zablokowałem cios, sądziłem, że przeciwnik straci dłoń. Mój miecz nic mu nie zrobił, jego cios o mało nie zwalił mnie z nóg, mimo iż przyjąłem go na miecz, nie miałem czasu nawet by zakląć lub o czymś pomyśleć, cały czas atakował a ja nie nadążałem z blokowaniem. Jego ciosy raz po raz uderzały mnie albo waliły w blokujący miecz, nie miałem siły nawet aby go podnieść, dostałem z otwartej dłoni w głowę, siła uderzenia odsunęła mnie na około metra do tyłu. - Hm? Już nie masz sił? Nagle minęła minuta, a Ty już dostajesz? Jesteś słaby - Zakpił Zaraki - ile jeszcze takich uderzeń byś wytrzymał? Dwa? Może trzy? A co by było gdybym wyciągnął swojego Zanpakutou? Co by było gdybym przed Tobą nie stał, tylko jakiś Hollow? Już się poddajesz?! Oparłem się na mieczu i ciężko dyszałem w gruncie rzeczy dobrze gada, ale czego On się spodziewa po adepcie, który wczoraj otrzymał Zanpakutou! Wstałem na nogi, nie podpierając się. - Hm.. - mruknął (jak koteczek! XD) Zaraki i znów ruszył na mnie, teraz jego ciosy zdawały się być wolniejsze i słabsze, czyżby się opanował? W chwili gdy myślałem, mój miecz za wolno wzniósł się nad bark i dostałem w ucho, ból był niemiłosierny, uderzenie zawróciło mną, dostałem w potylicę. Upadłem. - O czym Ty myślisz podczas podczas walki? Właśnie zginąłeś po raz 2! masz się skupić na walce! Nie uciekać! Walczyć! Zaatakować! Wstałem ponownie, coraz trudniej było mi podnosić miecz, nie dostrzegałem nawet kiedy wyprowadza uderzenie, wszystko mnie bolało, jeszcze kilka uderzeń i padnę nie mając sił by ruszyć palcem. Pewniej złapałem Zana zblokowałem dwa ciosy, zobaczyłem, że Zaraki się obraca aby wykonać cios, nastawiłem miecz nie myśląc o obronie, pchnąłem, poczułem rozchodzący się ból od brzucha, po całym ciele, upadłem. Obudziłem się leżąc tam gdzie upadłem, już zmierzchało. Koło mnie siedział Zaraki. - Heh, wyprowadziłeś jakieś uderzenie, zapominając o obronie, szkoda, że jesteś taki słaby, jednak to było dobre, Twój cios zatrzymał mi się tuż przy oku, gdybyś miał więcej sił, może nawet byś mnie zadrasnął... Wstawaj! Ile czasu będziesz jeszcze tu leżał? Dalsza część treningu czeka! Ku.. myślałem, że już mi odpuści, jednak nic nie będę mówił, że coś mi nie pasuje, może będzie lżej, nawet jeśli nie będzie lżej, to i tak moje gadanie nic by nie zmieniło. Ciekawe co teraz .. - Teraz będziesz biegał! Masz biec równo ze mną inaczej zaczekam i będę biegł za Tobą z wyciągniętym Zanpakutou! Zaraki biegł gdzie mu się spodobało, przy ogromnej prędkości nagle skręcał, to na chwilę stawał, to zwiększał tempo, cały czas mi umykał, nie miałem szans aby go dogonić, jednak biegłem ile tylko sił było w nogach, zauważyłem, że stopniowo zagłębialiśmy się w las, gdy już nogi były jak z waty, Zaraki zatrzymał się pośrodku niewielkiej polany. Przypomniałem sobie, że już raz tu byłem, wtedy! Mój pierwszy dzień tutaj, zawędrowałem tu i podsłuchałem o czym gadają. - Teraz będziemy szli, mamy jakiś jeden kilometr do przejścia.. Nie pytałem dokąd idziemy, po prostu szedłem. Tempo chodu Zarakiego było zadziwiające, jak wszystko co On robi pomyślałem i starałem się wyrównać krok z Kapitanem 11 Dywizji. Po 10minutach marszu usłyszałem cichy szelest strumienia, z każdą minutą był coraz głośniejszy, w końcu zrozumiałem, że to huk wodospadu, czyżbyśmy szli do jakiegoś wodospadu? Ciekawe po co. Gdy dotarliśmy na miejsce zobaczyłem ogromny wodospad spadający na skały i strasznie szerokie, aczkolwiek nie głębokie jezioro, z którego później wypływa strumień, dno było pokryte ogromnymi płaskimi skałami, Zaraki pokazał mi dłonią abym szedł za nim, ogromnym susem pokonał odległość dzielącą od brzegu do skały, usiadł po turecku i czekał, również skoczyłem, jednak nie doleciałem do skały na której siedział Kapitan, i wpadłem do wody. Zakląłem pod nosem i wtoczyłem się na skałę. - Idź na tamtą skałę i zacznij robić pompki aż mi się znudzi siedzenie tutaj.. - powiedział Zaraki i uśmiechnął się ironicznie Posłusznie poszedłem do skały na której można by było robić pompki i zacząłem je robić, lodowata woda odklejała mnie od skały, a ja musiałem pompować, po 42 pompkach prąd zmył mnie ze skały. - hm? Już wymiękasz? Może chcesz wrócić do walki? Zacznij od nowa. Nigdy więcej nie będę podglądał dziewczyn pomyślałem zaczynając ćwiczenie od nowa, ciekawe co u Pelasa i mista, pewnie już sobie spokojnie śpią wspominając wszystkie gorące laski, które widzieli. Co kilkanaście pompek woda mnie zmywała, to mnie jeszcze bardziej motywowało do ćwiczenia, Zaraki sobie spokojnie siedział na kamieniu, pewnie wstanie gdy mu tyłek zamarznie.. nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam.. Znów wdrapałem się na kamień i postanowiłem, że za nic nie spadnę, doliczyłem się do 30 pompek, ręce oraz nogi drżały z zimna i wycieczenia, każdy mięsień bolał i odmawiał współpracy, jeszcze kilka pompek i pewnie bym upadł nie mając siły aby wdrapać się na kamień. Zrobiłem jeszcze 2 pompki, ledwo się podniosłem, popatrzyłem do góry, Zaraki stał nade mną. - Wstań i posiedź chwilę - powiedział Tak też uczyniłem, rozglądałem się dookoła, to było cudowne miejsce, księżyc odbijał się od wody, dlatego wszędzie było jasno, zauważyłem, że nieopodal wodospadu jest jakaś grota. Po 2 minutach siedzenia w lodowatej wodzie, poczułem, że przestaję czuć ból zmęczonych i bitych mięśni, było już bardzo późno, jednak lodowata woda pobudziła mnie i byłem gotów na jeszcze jakieś wyzwanie. Siedziałem w ten sposób jeszcze tak 10 minut, w końcu odezwał się Zaraki. - Chodźmy, wracamy tam gdzie zaczynaliśmy. - Tylko ja wróciłem przed czasem i mam specjalny trening, czy ktoś jeszcze? - odważyłem się zapytać - Nie wiem, istotne jest to, że Ty jak jedyny trenujesz ze mną, Ci co wrócili albo zostali trenują wraz z Ikkaku Znów całą drogę biegliśmy, gdy dobiegłem na miejsce, Zaraki już siedział spokojnie, jego oddech był równy, a ja nie mogłem złapać tchu po tak męczącym biegu. - Hm, czyżby Ikkaku już skończył? - powiedział sam do siebie Zaraki - poprzednio ja atakowałem! Teraz Ty będziesz to robił, jednak uważaj, każde Twoje gapiostwo będę wykorzystywał i kontratakował! Mam zaatakować Kapitana 11 Dywizji!? A z resztą i tak nie jestem w stanie nic mu zrobić, zbiorę jedynie kolejne siniaki.. Zaatakowałem najszybciej i najmocniej jak potrafiłem, wyprowadziłem kilka kolejnych różnych cięć i pchnięć, żadne nie dosięgnęło mojego przeciwnika ehh, teraz przydałby mi się flash step.. Zaatakowałem tnąc od lewej do prawej, podczas wyprowadzania ciosu zmieniłem kierunek i ciąłem na wysokości splotu słonecznego od dołu do góry, usłyszałem, szybciej niż zobaczyłem, szczęk zderzającego się metalu z metalem. Zdziwiłem się, moment mojej nieuwagi wykorzystał Zaraki, zaatakował pięścią, dostałem w policzek, potem uderzył mnie rękojeścią w brzuch, przez chwilę stałem chwiejąc się, w końcu upadłem. - Udało Ci się zmusić mnie do wyciągnięcia miecza, jeśli jesteś w stanie wróć do swojej siedziby, koniec treningu, przynajmniej na dzisiaj - wypowiadając ostatnie słowa znów uśmiechnął się ironicznie i odbiegł z niewiarygodną szybkością. Podpierając się na mieczu wstałem i skulony, powoli sunąłem się w kierunku domku. Gdy dotoczyłem się do swojego domku byłem wycieńczony, ledwo doszedłem do łóżka, padłem na nie, jednak nie mogłem zasnąć, cały czas myślałem .. o tych wszystkich dziewczynach, które tak ładnie ćwiczyły na wf'ie, o tych w restauracji .. w końcu zmorzył mnie sen..
To by było na tyle, sry za tak długi okres niewysyłania wpisu, ale czasu było mało, zakończenie jest ostro lipne, wiem, takie przereklamowane - sen, ale cóż, nie wiem czy mogłem ciągnąć swój wpis chociaż do ranka, może innym razem tak zrobię;p
pzdr.
A! Jeszcze jedno, bardzo ważne! mist te teksty to nic osobistego, po prostu musiałem mieć jakieś oparcie w historii, a że akurat Shinigami nazywa się mist to już Mista wina! :d Jeśli w jakiś sposób Ciebie uraziłem to w następnych postach już nie będę się opierał na mistu. tynp.

Sesja stoi już od kilku miesięcy martwa, więc pora coś z tym zrobić. Chcę rozkręcić grę na nowo, ale w tym celu muszę się dowiedzieć, kto byłby skłonny dalej grać. Tak więc pierwsze obwieszczenie parafialne:
Rekrutacja znów otwarta!

Jeśli ktoś ze starych wyjadaczy jest chętny do rozgrywki, niech zamieści tutaj swojego posta z wiadomością, że będzie grał i przestrzegał terminu oddania wpisu (1 tydzień od pojawienia się mojego, wszelkie opóźnienia proszę mi zgłaszać na PW/GG), oraz jeśli chce dojść ktoś nowy niech zamieści tutaj swoją kartę postaci (instrukcja na samym początku tematu), a ja jeśli mi się spodoba lub będzie wolny wakat (czyt. ktoś ze starych nie będzie chciał grać) to wskakuje on do gry. Jeśli nie usłyszę żadnego odzewu, lub będzie zbyt mało chętnych, to zamkniemy sesję i koniec pieśni. Historia będzie się toczyć dalej, nowi dojdą wraz z zbiegiem wydarzeń.

Chętnie zostanę, może się jeszcze rozkręcić...

Qbex Vip
Zostaję jak najbardziej ;)

potwierdzam? :(

Pelas Naczelny
check me in...

poldek890 Naczelny
Ja też tym razem chce wsiąść w tym udział :mrgreen:
Oto moja karta postaci :
Imię: Zed Rasa: Shinigami Wygląd: Średniej postury chłopak w wieku 20 lat. Ma on czarne potargane włosy z czerwoną pasemkom ( chodzi mi tu, że gdzie nie gdzie ma czerwone włosy). Z ogółu lubi nosić luźne rzeczy, w których czuje przepływ wiatru. Ma niebieskie oczy budzące w każdym, w kto w nie spojrzy spokój i zaufanie do niego. Nigdy nie odmawia jeśli ktoś coś postawi do picia. Lubi walczyć i stawać się coraz silniejszy. Zazwyczaj nie jest duszą towarzystwa, ale lubi przebywać z przyjaciółmi. Jego duża wadą jest to, że ściąga na siebie wiele kłopotów i problemów, z których jak na razie jakoś zawsze się wywija. Dla wielu z tego powodu jest jakby fajtłapowaty ale na polu walki można na nim polegać i liczyć się z jego umiejętnościami. Zawsze chodzi uśmiechnięty i z głową w chmurach szczególnie po wypiciu co nie ogranicza wiedzy na temat tego co się dzieje wokół niego. Poprzez swoje zachowanie stwarza obraz w oczach innych ludzi jako nieporadnego i idioty co jest jego dużym plusem kiedy ukazuje swoje prawdziwe oblicze. Niestety na co dzień naprawdę nic nie wskazuje, że w jego głowie jest choć krztyna oleju, przez co wielu ludzi go też lubi bo jest zawsze beztroski, optymistyczny i wesoły.
Statystyki:
HP: 100 Siła: 11 Zręczność: 10 Szybkość: 12 Wytrzymałość: 11 Reiatsu: 100
Historia: Zed od dziecka żył na wsi, w której spędzał błogo dni na bieganiu po polach i łąkach lubiąc, kiedy wiatr i ciepłe powietrze muskało go w twarz. Mimo dużej swobody w szkole nie był ułomny i budził zazdrość wśród wielu kolegów. Jedyną jego wadą była chęć do bójek. Od czasu lubił sobie też podpić, co jakimś cudem poprawiało jego sprawność fizyczną, ale także stawał się zbyt pewny siebie. Te właśnie rzeczy niestety były też przyczyną jego śmierci. Po prostu pewnego dnia w barze bił się z kolesiem, który przystawiał się do jakieś dziewczyny. Mimo przewagi nad przeciwnikiem nie wiedział, że ma on kolegów, którzy go po prostu wyrzucili na ulicę i nieszczęsnym trafem z powodu niemożności utrzymania równowagi przez wypicie zbyt wielkiej ilości alkoholu wtoczył się prosto pod samochód. Początkowo kiedy trawił do Stowarzyszenia Dusz kręcił sie bez celu nie wiedząc co ze sobą robić i ciągle wdawał się w jakieś walki, z których wychodził zwycięsko albo cały poobijany. Po ataku Pustych kiedy zobaczył jakie niosą ze sobą zniszczenie i śmierć postanowił przyłączyć się do shinigami. Mimo tego, że ma łeb nie od parady choć czasami można w to wątpić zawsze chciał zostać wojownikiem i pokazać w rzeczywistości na co go stać.

Zanpatkou:
Nazwa: Sun Shinron Żywioł: Ogień Wygląd: Czarne jak węgiel ostrze z biegnącą po środku czerwono-błękitną kreską przypominające z kształtu zwykły miecz. Prawdziwa Forma: Starożytny czarno-złoty mądry, ale także impulsywny feniks będący po części w stanie jakiegoś dziwnego letargu, z którego nie może do końca się wybudzić. Z tego powodu wygląda na o wiele starszego niż jest w rzeczywistości. W jego oczach widać małe tlące się ogniki czekające na wybuchnięcie swoim żarem i mocą, jaka w nich drzemie.
Shi-Kai: Aktywacja: Miecz należy ułożyć poziomo tak, aby można było poprzez lekkie skaleczenie któregoś z palcy przejechać nim po czerwono-błękitnej linii biegnącej wzdłuż miecza wypowiadając w tym czasie słowa: PŁOŃ SUN SHINRONIE!!!
Wygląd: Czerwono-błękitna linia zaczyna jasno świecić aż jej blask pokrywa cały miecz. Po prawie całkowitym ustaniu światła ( linia cały czas świeci) można zauważyć, że na rękojeści pojawiła się głowa feniksa, która jakby dodatkowo zaciska na niej rękę właściciela. Samo ostrze zaczyna lekko wibrować, co łącząc ze świecącą linią daje efekt jakby sam miecz zaczął żyć ciągnąć właściciela do walki z przeciwnikiem chcąc go za wszelką cenę zmiażdżyć.

Ataki: Impact – czasochłonny, ale za to silny atak polegający na bardzo wysokim wyskoku podczas, którego łapie się miecz obydwoma rękami i bierze bezpośrednio za plecy. Podczas spadania nogami do przodu robimy energiczny wymach mieczem, co sprawia, że linia na środku miecza zaczyna się czerwienić a sam miecz wygląda jak spalający się w atmosferze meteoryt. W ostatniej chwili ostrze miecza trzeba skierować w dół i wbić w ziemię lub przeciwnika, co powoduje ogromniej mocy wybuch i towarzyszącą mu palącego powietrza.
Yakitsuku – jest dość prosty atak polegający na zamachnięciu się mieczem tak, aby, czubek miecza został skierowany na cel, co powoduje jasne świecenie błękitnej linii i małe pęknięcie ziemi, które kieruje się na przeciwnika wysyłając w powietrze wysoki słup lawy. Jest to atak ograniczony, ponieważ nie można nim kierować, jeśli przeciwnik zmieni miejsce, ale ma tą zaletę, że dzięki niemu poprzez machnięcie mieczem przed sobą s końcem skierowanym w kierunku ziemi można stworzyć lawową ścianę pełniącą rolę tarczy.
Ban-Kai: Na razie nie znany….

Koniec Rekrutacji!

A więc zakończyliśmy pierwszy etap odświeżania tego działu. Z frpg wylatuje Medi, a na jego miejsce wskakuje poldek890. Sprawy organizacyjne mają się tak: Ci którzy nie dali jeszcze swoich wpisów w zeszłej kolejce, dodają je teraz (czyli vader i Qbex już nie), w kolejności jaka została uzgodniona wtedy (coś komuś nie pasuje, niech wali na PW). Poldek dojdzie w następnej kolejce, wiec prosze go nie umeszczać w swoich wpisach, ale jeśli koś miał już w planach umieścić tam mendiego, to niech go usunie lub jeśli jego brak spowoduje ze wasz wpis stanie się naprawde ubogi, to niech zostanie. Chciałbym aby wpisy pojawiły się jak najszybciej, bo za pasem mamy ferie więc będzie dużo czasu na obmyślenie waszych dalszych dziejów xD
Pozdrawiam

Pelas Naczelny
7.00 room number six... ochrczony najbardziej perwersyjnym, wyuzdanym i moralnie niezdycplinowanym... choć w zasadzie przypisywanie tak niechlubnych stwierdzeń dla całej grupy shinigami zamieszkujących to pomieszczenie jest zgoła niesprawiedliwe, rzecz tak naprawdę tyczy się tylko dwóch osobników dokładniej rzecz ujmując Hirada i... o dziwo mimo wręcz mitycznego uwielbienia swojej pani Taicho Pelasa. Zresztą tak samo jak do szóstki przybrnąła etykietka zbolów, jednoczesznie przylgnąła do nich metka jednych z najbardziej uzdolnionych ze wszystkich nowych kadetów (sry Mist za takie stwierdzenie... ale coś mi sie wydaje że tak potoczy sie fabuła... zresztą napisałem jednych z najbardziej :P)Dwójka tych typów wręcz nororycznie zostaje przyłapana przy podglądaniu młodych adeptek akadamii
Uaaahhh(ziefff)która to już jest godzina... eee dopiero 7 mogłem jeszcze trochę pośnić o mej bogini :P W zasadzie wszyscy jeszcze śpią, idę strzelić kloca i na ćmika to dobra myśl Zebrałem się z dość niewygodnego wyrka jakie nam już jakiś czas temu przydzielono... poprzednie rozwalił Hirad poirytowany kolejną naganą i co sie za tym wiąże kolejnymi ciężkimi treningam fundowanymi przez Zarakiego... a za co oczywiście za podglądanie laseczek. Po wyjściu z toalety co poniektórzy zaczęli sie powoli budzić pierwszym z nich był Sid, potem kolejno Kyo, Hirad i na końcu Heyt. Jako że na ogół rano żadnych konstruktywnych rozmów sklecić nie możemy po powitaniach przyszedł czas na śniadanie,
-Taaak !!!w końcu, at least, nareszcie... już nam się znudziły tutejsze panienki co nie Hirad ??!! - No ba Pelas. dobrze gadasz (można by rzec że jak zwykle ;P) w soul society nie ma panienki której byśmy nie widzieli nago... a jednak moja mina zrzedła po słowach Hirada... -nie licząc Soi Fon dodałem nie kryjąc załamania i negatywnych emocji wysyłanych podczas tego stwierdzenia... - ehh Tobie jeszcze w głowie ta chudzina... przecież to lesba daj se spokój dodał Hirad... - Nie przeginaj pały... (xD) - dobra, dobra tylko zartowałem wrzuć na luz Pelas...

Podróż przez Senkaimon była niesamowitym przeżyciem... ta przerażająca pustka... wąska ścieżka... pusta przestrzeń bez zycia... jeden fałszywy krok i po tobie... null, nada tak poprostu konczy się praktycznie życie jakie znasz. Wielu ze studentów akademii odczuwało strach... nie wiedzało jak się poruszać w owej przestrzeni zawieszonej pomiędzy dwoma światami, prawie wszyscy czuli się nieswojo potrzebowali pomocy co-taicho, ale nie ja poruszałem się z gracją a czułem się jak u siebie. Nie wiem czy powodem były treningi z Soi Fon które uczyniły mnie znacznie zręczniejszym, może mój talent (xD) a może poprostu chęć zobaczenia ziemskich laseczek. Nie wiem nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie... Jedyne co czułem to zastrzyk adrenaliny, gęsia skórka i uczucie które można nazwać tylko i wyłącznie podnieceniem... ale nie wywowołanym przez pożądanie, była to bardziej chęć sprawdzenia siebie, potrzeba konfrontacji, zaspokojenie męskiego prymitywnego instynktu bycia najsilenijszym samcem w stadzie. więc może jedynym czynnikiem pchającym mnie naprzód był mój instykt samozachowawczy... Może... Właśnie dzięki niemu przetrwałem tyle czasu w Rukongai i ostatecznie zostałem uczniem akademii...
Ostatecznie po dotarciu na miejsce razem z Hiradem i Mistem (nawiesem mówiąc niezwykłą ciotą xD :P bez urazy) wyruszyliśmy na podglądanie tak pożądanych jak piękncyh ziemskich kobiecych ciał. Na pierwszą linię wyruszyliśmy do ubikacji w restauracji... geez po co on wziął se sobą tą pipę... a zresztą i tak nikt nas tu nie widzi... :twisted::evil: więc ta "robota" nawet dla niego nie jest możliwa do spieprzenia Ehhh nigdy nie chciałem zostać ginekologiem więc widok rozkraczonych bab na kiblu nigdy mnie nie podniecał... więc tak jak szybko weszyliśmy do restauracji tak szybko udaliśmy się do tkzw more suitable place... szkoły średniej... prysznice... wf... NASTOLATKI... NAGIE !!! i obedzie sie bez śladu 5 palców na twarzy i donosnych pisków jak to zdarzało się to powiedzmy sobie sczerze "za życia" xD... Gdy zacząłem co dopiero zajmowanie najodpowiedniejszej pozycji przerwał mi Hirad... -Tej wiesz gdzie jest mist chyba zginął...??? - chu** z nim pewnie zabawia się z chłopcami z podstawówki wrzuć na luz i zacznij się delektować
Nie słyszałem już odpowiedzi Hirada w mojej głowie rodziły się tylko i wyłącznie perwersyjne myśli, krew w żyłach zacząła się gotować... To było jedno z moich marzeń których nie żdąźylem i nie byłem w stanie zrealizować za życia... mianowicie zostać niewidocznym w szatni pełnej pieknych rozebranych dziewczyn... W ten ni stąd ni z owąd z raju wyrwał głosnych PLASK!!! i lądująca kobieca dłoń prosto na mojej twarzy... Odziwo żadna z innych panien nawet się nie odwróciła w moją stronę coś jest nie myt... ona poprostu nie może mnie widzieć... chyba że... nie nie możliwe... Ty... Ttttyy mnie widzisz ?? spytałem się dziołchy stojącej naprzeciw mnie NAGIEJ !!! :P Okazała się prześliczną blondyneczką, nie była może odrazu seks-bombą, chodzącym sex-apeal'em ale była nie brzydka xD... - No pewnie zboczeńcu zjeżdżaj z tej szatni dopóki reszta Cię nie zobaczy, bo wpadnie w szał a przy tym mój płaski to nic... yyyyhm...yyyy no tak muszę jej powiedzieć że mnie nie zobaczą... - no dalej ... generalnie na co sie tak ubrałes... na jakis wiesjki odpust czy co przystojniaku :P ??
Opuściłem szybko szatnie i udałem się pod wejście do szkoły... musiałem ochłonąć... Jak to się stało... ona nie może mnie widzieć to nielogiczne... przecież ja nie żyję. Cholera pewnie czeka mnie za to jakaś kara. Ukazywanie się smierlteniką jest surowo karane w Soul Society... Dla uczniów akademii są to dodatkowe zajęcia, może gdyby odbywały się z Soi Fon było by lepiej, ale zawsze przydzielają nas do Zarakiego... współczuje Hiradowi bo każdy jego trening wygląda jak mój dodatkowy, a po każdym z nich ma sie ochotę tylko umrzeć albo udać się spać... Widocznie to nie był mój sczęśliwy dzień bo w tym samym czasie spotkałem dwóch starych znajomych o których chciałbym zapomnieć... Tych dwóch typów spod sklepu...
Nagle jeden z nich zniknął z mojego pola widzenia... tania sztuczka shunpo... hmph Soi Fon uczyła nas jak w łatwy sposób można uciec przed tą techniką... kurde gdzie mój zan... geez pomyliłem pochwy... no to ładnie... zrobiłem lekki uskok w lewą stroną jednocześnie wyciągjąc swojego bokkena z pochwy i zamachując się w stroną gdzie przed chwilą stałem... Dostał w kolano gdy zmaterliazował się trzymał się za rzepkę wyjąc z bólu... Gnoju rozwaliłeś mi kolano !, teraz pożałujesz !! mniejszy z dwójki shinigami wyciągnął swoje Zanpakutou i zaczął wymachiwać nim na lewo i prawo, lecz moje uniki w porównaniu do jego skilla w posługiwaniu się klingą były wręcz doskonałe. Po serii uników w końcu nadażyła się sytuacja do kontrataku, przeciwnik potknął się o mały płotek odgraniczający chodnik od trawnika. Zmachnąłem się moim drewnianym mieczem jak tylko mogłem trafiając deneata prosto w czoło... padł na ziemię niczym kamień tracąc przytomność. Drugi z oponentów nie czekając ani chwili rzucił się na mnie z furią i gniewem wręcz kipiącym z jego zółtych ślepiów... był większy... dużo większy i sądząc po impecie z jakim na mnie pędził był też szybszy ode mnie... jedynie co mogłem zrobić to unieść bokken by zablokować cięcie zadane przez jego miecz... bokken złamał się w pół byłem bezbronny... zacząłem czuć strach... to koniec zginę... nie załamuj się przypomnij sobie lekcję z Soi Fon... ... Tak juz wiem... przed kolejnym uderzeniem lekko odchyliłem się w prawą stronę, ostrze jego klingi minęło moje ucho o kilka centrymetrów... gdy znalazłem się w dogodnej pozycji zadałem mocne kopnięcie z pół obortu prosto w jego nadgarstek. Wypuścił miecz... Doigrałeś się młody... wybrałeś drogę cierpienia a nie szybkiej śmierci... i choć obrywałem niemiłosiernie to miałem satysfkację że potrafiłem walczyć jak równy z równym z pełno-prawnymi shinigami a nie tylko uczniami akadamii... nos miałem złamany, łuk brwiowy pęknięty... krew zalała całą twarz... czułem że tracę przytomność... cieszyłem się że umrę zaspokajając potrzebę konfrontacji... W ten zrobiło mi się zupełnie ciemno przed oczyma...
Obudzłem się w czyimś mieszkaniu... głowa mnie bolała bardziej niż po ostatniej imprezie w akademii... na której defakto ja obudziłem się w wannie w akademiku dziewcząt... Hirad spał z Sidem w jednym łóżku... a Kyuubi... a Kyuubi... a kto to kórna jest xD (dobra ale nie miało byc o tym xD). Nie mniejszym ździwieniem było dla mnie to że moje rany były opatrzone... w większe zdziwienia wprawiło mnie to że leżałem zupełnie nagi... no nie do końca zupełnie bo byłem przykryty kocem. Wstałem z łóżka w celu znalezienia moich łachów wtem niczym błyskawica do pokoju weszła ta filigranowa blondyneczka któryej pięć palców nadal mam gdzieś na twarzy. Szybkim susem z powrotem schowałem się pod koc -Nie masz się czego wstydzić, i tak już wszystko widziałam... w koncu ktoś musiał uprać te zakrwawione łachy - jak to możliwe nic Ci ta dwójka nie zrobiła !!! ich też widziałaś ?? - Gdy mnie zobaczyli odrazu zwiali... tchórze... dziwiłam się tylko że nikt nie chce Ci pomóc... jako że nie mieszkam daleko jakoś wywlekłam Cię do mnie
Rozmowa zaczęła się kleić, było miło... okazło się że nazywa się Revy i całkiem niedwano przeprowadziła się w te okolice. Postanowiłem że nie powiem jej, przynajmniej narazie kim naprawdę jestem i jak to możliwe że ona mnie widzi {MIST CZYTAJ PS} zbliżała się piąta wiedziałem że muszę iść... Najlepszym sposobem była ucieczka... spytałem się czy nie może przynieść cukru do kawy, gdy weszła do kuchni szybko nawiałem, nie zdążyłem jej nawet podziękować... ale nie mogę jej zdradzić kim jestem, a gdy musiałbym tak szybko i nagle wyjść wzbudziło by to podejrzenia... Udało mi się dotrzeć na czas... Tym razem podróż przez Senkaimon nie była wielkim przeżyciem, tym razem w głowie kłębiły mi się tylko myśli o Revy... naprawdę coś w niej jest... nie mogę powiedzieć jeszcze co ale wydaje się naprawde interesująca... Przez cały wieczór z nikim nie gadałem udałem się na kolacje, potem trochę pobiegałem i udałem się na spoczynek wciąż myśląc o dwóch kobietach mojego życia... o Soi Fong... i o Revy...
PS. Mist nie wdawałem się w dalsze szczególy rozmowy bo nie wiedziałem czy pomysł Ci się spodoba i czy będziesz zamierzał ten wątek kontynuować... jeżeli tak to daj znać w jakimś kolejnym poście rozwijającym fabułe... BTW sorry za taki poslizg ale naprawdę nie miałem ostatnio za dużo czasu :P

Mały update: Kiepski Shinigami, którego wprowadziłem do gry, wstepnie nazywajacy się krzmig, a potem jego nazwa dziwnie zmieniła sie na mist (dobra krzmig przepraszam xD), zostajeponownie przechrzczony :D Od dzisiaj nosi miano Fumi i tak prosze go nazywać, bo w nastepnych postach mozę, choć nie musi, okazać się kimś lepszym xD

Sid powoli wstał z łóżka. Było kilka minut po siódmej, więc czym prędzej udał się na śniadanie. Myśl o wizycie w świecie żywych budziła w nim nadzieje na potrenowanie w spokoju i po swojemu. Szybko udał się na śniadanie, gdzie już czekała reszta współlokatorów. Adept czuł się nieswojo w towarzystwie Hirada i Pelasa rozmawiających o podglądaniu dziewczyn, co wyraźnie ich podniecało. Debile pomyślał Sid kończąc swoją porcję.
Wreszcie nadszedł moment przejścia przez Senkaimon był czymś niezwykłym. Ciemność i niepewność panująca wokół spowodowała, że ciarki przeszły po plecach adepta, choć jego twarz nie zdradzała żadnych emocji.
Podróż nie trwała długo. Wszyscy nowicjusze wyladowali na sporych rozmiarów polanie, gdzie doszło do standardowej przemowy i wykładów starszych stopniem Shiningami, z których Sid zapamiętał tylko tyle, że ma wrócić o 17;00. Gdy tylko przemówienie dobiegło końca natychmiast odłączył się od reszty i poszedł w stronę lasu. Przeszedł kilka kilometrów i znalazł idealne miejsce na trening. Niewielka polana otoczona kilkoma kamieniami i drzewami była doskonałym miejscem do doszlifowania szybkości, oraz umiejętności władania Zanpakuto. Shiningami niszczył kamienie tnąc je z gracją wpół, oraz wykonując efektowne piruety odbijając się od drzew. Później przyszła pora naścinanie gałęźi podczas biegu.. Sid trenował tak intensywnie, że nim się obejrzł byłajuż 17 i trzeba było wracać. Postanowił zapamiętać to miejsce i wracać tu na kolejne treningi. Gdy wrócił do swego pokoju zmęczony cało dziennym treningiem bez słowa padł na łóżko i zasnąl.

Brama Senkaimon otwarła się z trzaskiem, co mogło oznaczać tylko jedno – silne zakłócenia Reiatsu po drugiej stronie. Wypadło z niej troje Shinigami, a sądząc po ich szatach musieli dać się nieźle obić. = Cholera, że też musiało się to stać akurat dzisiaj! – wykrzyknął jeden z nich – przecież raporty mówiły jasno że tych pustych nie powinno tam być! = Nie miało ich być na terenie który zabezpieczaliśmy, to prawda, ale kto by pomyślał, że ten dzieciak zrobi takie coś… - rozpoczął drugi, podtrzymując trzeciego Shinigami na ramieniu i przywołując gestem piekielnego motyla – 2 oficer 11 dywizji Hikaru Tsukome składa raport dla rady kapitanów Soul Society. Dziś w okolicach godziny 16.20, jeden z adeptów Akademii, Heyt, przeszedł pełną transformację w pustego, wynikającą zapewne z rozdwojenia się jego jądra duszy, a następnie wezwał z Huenco Mundo kilka Hollow’ów niższej klasy, oraz Gilliana. Nasza trójka w składzie: Hikaru Tsukome z 11th, Fumihiro Nagasaki z 2nd, oraz Tomagoshi Lolise, przedstawiciel 6th. Po dwóch godzinach udało nam się odeprzeć atak, lecz nie mieliśmy i musieliśmy również zabić Heyt’a…. Jego siła po zamianie przekroczyła nasze oczekiwania, musiałem więc odpieczętować Zanpaktou pomimo jasnego zabronienia. Poniosę oczywiście wszelkie konsekwencje tego występku, reszta uczniów wróciła bezpiecznie do Społeczności, nie zauważono braku jednego adepta… - głos mu się załamał i powolnym krokiem odprowadził rannego towarzysza do jednostki szpitalnej. * = Musimy coś z tym zrobić, nie możemy pozwolić aby przez to odpieczętowanie… = Spokojnie Soi Fong, nie wyciągaj pochopnych wniosków – powiedział Ukitate – teraz musimy tylko zachować spokój i nie pozwolić aby ta wieść rozeszła się po dworze… Niepełny Vaizard! Kto by pomyślał, przecież to był dopiero student. A co jeśli jego wpływ zmienił coś w charakterach jego współlokatorów? Proponowałbym przeprowadzić szczegółowe śledztwo w tej sprawie. = Po co zawracać sobie głowę takim bzdetem!? Jeśli to ich wzmocni to tylko dobrze! – ryknął Zaraki – a jeśli trzeba to sam poćwiartuje tego Hirada, już mnie wkurza to że nie ważne co mu zadam za ćwiczenie, ta imitacja wojownika wszystko wykonuje dobrze! = Wystarczy – powiedziała postać w kapturze, towarzysząca trójce kapitanów – Chwilowo zastanówmy się jak załatać tę dziurę w ich lokum, przecież piątka osób jest niezbędna do naszego planu…. Musimy to wyjaśnić najpóźniej za tydzień. ** Minęło pięć dni od powrotu ze świata żywych. Zaraz po powrocie w pokoju naszych bohaterów pojawił się posłaniec wiadomością, że Heyt zrezygnował z nauki i niedługo przydzielą im nowego współlokatora. Pelas mając wciąż w pamięci obraz pięknej dziewczyny, w końcu opanował sztukę otwierania Senkaimon i często uciekał do świata żywych, aby się z nią spotkać. Sid towarzyszył mu w tych wyprawach, ale po to aby udawać się na swoje miejsce treningowe, gdzie jak na razie bezskutecznie próbował poprawić swoje umiejętności. Hirad natomiast został przydzielony do Parszywej dwunastki, specjalnej jednostki Zarakiego zajmującej się nie wiadomo jeszcze czym, ale mająca cięższy niż inni trening. Kyuubi? Zamknął się w bibliotece i szukał jakiegoś zaklęcia które pozwoli mu osiągnął mu cel… Piątego dnia wieczorem przybył nowy współlokator, Zed. Hirad znał go z treningów, razem z nim przebywał on w Dwunastce, więc łączyła go z nim nić znajomości. Hikaru, który przyprowadził Zeda, rzekł: = Mam nadzieję, ze będzie wam się dobrze mieszkało, próbowaliśmy dopasować wam współlokatora do waszych osobowości i umiejętności. Jeśli będę jakieś kłopoty – zwrócił się do Zeda – wiesz gdzie mnie szukać. A, jeszcze jedno, dzisiaj zajęcia są odwołane z powodu narady kapitańskiej, więc możecie… = Narady!? – krzyknął Sid – A po co się naradzają, przecież nic się nie stało, prawda? = Oczywiście że, w każdym razie nawet jakby to nie dotyczyło by to was – jednak uwagi zebranym nie uszło to dziwne spojrzenie jaką obdarzy czwórkę z pokoju szóstego – A więc jak mówiłem, dziś zajęć nie ma, ale możecie ćwiczyć na polu numer 86, chyba ze macie dość Kenpachi-taichou – uśmiechnął się do Hirada – To wszystko. Po wyjściu Tsukome, sytuacja w pokoju nieco się rozluźniła, szczególnie po tym jak Zed pokazał flaszkę Sake, którą przemycił pod szatą….
P.S Opisujecie swoje wrażenia jak zwykle zresztą xD W tym wpisie nie ma walki, bo musiałem wprowadzić Poldka, ale jak niektórzy zauważyli, można tu dostrzec preludium do dalszego wątku. Co do Pelasa i Grocha - możecie iść do świata żywych, ale jeśli Pelas nie pójdzie, to Sid będzie zmuszony bięc przez tunel Senkaimon ile sił w nogach, bo nie potrafi jeszcze dobrze utwardzać przejścia :D
Kolejność: pelas, vader, Poldek, Grochu, Qbex

Gdy Hikaru opuścił naszą 'Szóstkę' (pozwoliłem sobie tak nazywać nasz pokój/domek/dormitorium, co jakkolwiek by tego nie nazwać, tak dobrze brzmi ;D) z twarzy wszystkich można było wyczytać wątpliwości i chęć ich rozwiązania. To było bardziej niż pewne, że Sid niedługo wybierze się wybadać co tak na prawdę się stało i jaki to ma związek z naszym byłym i nowym współlokatorem. Zarozumiały, poważny i wścibski - stwierdziłem w myślach o Sidzie - co jeszcze trzeba będzie dodać do tej listy? Wszelkie moje wątpliwości rozwiało Sake, które przemycił Zed. Szybko skalkulowałem ile jest tego sake, a ile nam potrzeba i trochę się rozczarowałem, ale nastroje poprawiło to na pewno i rozwiało wszelkie wątpliwości, przynajmniej moje ahh, te życie lekkoducha. Jako, że byliśmy razem w Dwunastce od zadań (nie)specjalnych to rozmowa szybko nam się wkręciła. Uczestniczył w niej też Pelas, Sid jak zwykle zachowywał się jak emos, siedział przy oknie patrząc w niebo, zapewne myślał. Butelka sake topniała w oczach, jednak rozmowa na tym nie traciła. Wraz z Pelasem od razu polubiliśmy nowo poznaną osobę, jednak w oczach mojego przyjaciela wciąż był błysk podejrzliwości. Jednak nie przejmowałem się tym i kontynuowałem rozmowę. ... - Niedługo znów skoczymy do Świata Żywych na jakąś małą sesyjkę. Nawet myślałem o pewnym interesie! Pel już o nim wie i powiedział, że będziemy w tym razem, chcesz coś o tym usłyszeć? - zapytałem się - Jasne! Jak Wy dwaj w tym siedzicie, to musi to być coś związanego z dziewczynami, najpewniej rozebranymi. Chcecie otworzyć burdel czy coś? - dociekał wyraźnie zaciekawiony Zed - Burdel? Nieee, to zbyt przyziemne! - odpowiedział Pel - to było dobre w poprzedniej epoce, zamtuzy, zajazdy, nocne kluby. NIE TA EPOKA! Widziałem, że Pel oczekuje, że to ja wtajemniczę naszego nowego współlokatora: - Chcemy za pewną opłatą przemycać Shinigami do świata żywych aby mogli pooglądać kobiece wdzięki! Wszystko czego dusza zapragnie! Będziemy ich pilnować! Pelas nawet potrafi otworzyć przejście więc nic nie stoi na przeszkodzie! Oczywiście do póki to się nie rozejdzie, dlatego będziemy brać tylko zaufanych albo jakiś gamoni. Wpadliśmy na to gdy wróciliśmy po ostatniej podróży, kiedy to szedł z nami Fumi. Można tak niezłą kasę zgarnąć! No i my też byśmy się na oglądali kobiecego ciałka. Mamy taką idealną miejscówkę, że i dla geja fujara stanie! - mówiłem coraz bardziej podekscytowany - Jeśli będziemy brali dziennie po 10 osób i każda będzie płaciła 300 Jenów to po miesiącu będziemy mieli 93000 Jenów na 3! - Kto jest tym trzecim? - zainteresował się Zed - Ty, a kto inny?! Wyobraź sobie co za taką kasę sobie kupimy gdy będziemy mieli już zastępcze ciała! Napijemy się najlepszej sake w Tokio! Pójdziemy do najbardziej ekskluzywnego klubu nocnego, w którym zafundujemy sobie taki taniec, że sobie nie wyobrażasz! - byłem już wyraźnie nakręcony, gdy mówiłem wymachiwałem rękoma, a nawet lekko się zaplułem co nie uszło uwadze Sid'a, który miał teraz wyraz twarzy taki, że nawet mleko skisłoby pod takim wzrokiem. Jednak dla mnie - lekkoducha - to po prostu zwisało. Machając rękoma przypadkowo tycnąłem butelkę, która pod wpływem mojego dotyku się wywróciła i zatoczyła. W całym pokoju była cisza i słychać było jedynie odgłos toczącej się pustej butelki. Zupełnie jak w horrorze przebiegło przez moją głowę. Nawet ja przestałem mówić. Po chwili wahania zapytałem: - Nie przemyciłbyś jeszcze jednej butelki? Zed wyszczerzył zęby i kiwną głową, wstał i wyszedł. Sid zachowywał się jakby go nie było, lub już go rzeczywiście nie było (Groch napiszesz czy wyszedłeś czy zostałeś patrząc na nasz politowaniem), a ja kontynuowałem rozmowę z Pelasem o naszych planach, wiedziałem, że chce jeszcze dziś wybrać się do Świata Żywych by spotkać swoją Revi oraz zaspokoić ciekawość, dlatego nie kontynuuję wpisu tylko kończę go tak wcześnie, aby wszyscy mieli swobodę działania, bo dla mnie to wisi kto jest moim współlokatorem do póki jest miły. Tym bardziej, że na wstępie przyniósł sake!
Mist jeśli uważasz, że wpis jest fe lub coś w nim nie tak to napisz mi na priv a ja zmienię. Kończyłem wcześnie tak jak już pisałem, by każdy miał swobodę działania. Sid mógł się już wymknąć, Zed nie musi wracać z sake, pel jako mój przyjaciel i wspólnik mógł po prostu wyjść, a ja i tak myślałbym o panienkach ;D
pzdr.

poldek890 Naczelny
Wszystko mi się wiodło jako tako. Trafiając do drużyny Zarakiego nie wiedziałem, co mnie czeka. Cały czas wpadałem w jakieś problemy, no może nie takie jak Hirad kolega z drużyny, ale on to robił według mnie na umyślnie. Kiedy do mojego domku przyszedł, Tsukome z wiadomością żebym się pakował byłem załamany. Pomyślałem sobie, że znowu wpadłem w jakieś kłopoty jak zwykle się to działo, kiedy najmniej się tego spodziewałem. Na moje szczęście Tsukome był jednym z największych klientów w kupowaniu sake więc od razu mnie uspokoił i powiedział, że przenoszą mnie do innego domku. Byłem tym trochę zdziwiony szczególnie, kiedy dowiedziałem się gdzie mnie przenoszą. Postanowiłem jednak się nie martwić na zapas i stawić czoła przeznaczeniu. W momncie wejścia do nowego lokum na rozluźnienie od razu wyjąłem sake, która trochę dziwnie podziała na moich nowych współtowarzyszy. Sid patrzył się na mnie jak jakiś pedałem, co mnie trochę przestraszyło. Najlepiej gadało mi się z Hiradem, który od razu zaproponował mi jakieś przemyty shinigami do łazienki dziewczyn w realnym świecie. Pomysł mi się nawet spodobał. Na nasze nieszczęście Hirad z podekscytowania wylał sake. Postanowiłem, że skorzystam z tego i się przewietrzę przemyślając tym samym nową sytuację. Cieszyłem się z nowej ekipy, ale zastanawiało mnie to dlaczego mnie do nich przydzielili i skąd ja wezmę teraz sake jeśli mój składzik jest w starym domku. Po prostu będzie trzeba zrobić włam.

Następne wpisy będą dłuższe ten jest tylko na rozwinięcie się akcji, abym się zorjętował co i jak napisze reszta.

Witam, doszły mnie słuchy że jest tutaj parę chętnych osób do brania udziału w tej oto sesji. Była ona jednak z większymi lub mniejszymi przerwami nieaktywna, a teraz mogła by iść w miarę sprawnie pomimo ponad rocznej przerwy xD Pozostaje jednak jednak kwestia: ilość osób i tryb prowadzenia rozgrywki. Wysuwam do was dwie propozycje:
1. Kontynuujemy stary wątek, ale znów pewnie skład się nieco zmieni, Qbex pewnie się już nie pojawi... Ale możemy spróbować, choć po takiej przerwie może być ciężko znów wpasować się w klimat i styl gry. 2. Mogę również przerobić szkielet fabularny rozgrywki, cel pozostanie ten sam, jednak zmiany nastąpią w personaliach (usuniemy postacie żywcem z Bleacha, dając nowe, może nawet lepsze?). Mógłbym wtedy dać też świeższe pomysły, usprawnienia... No oczywiście jakbyście chcieli umieściłbym was znów razem, fabuła była by bardziej z przodu, od nowa wchodzi również w grę, może komuś się postać nie podoba(Groch może chcesz swoją pijaczynkę? xD) i wtedy byłbym bardziej otwarty na wasze propozycje co do sesji. I oczywiscie wtedy mogłby by się pojawi c też postaci grajacych, którzy niekoniecznie są na max obeznani z Bleach xD
Osoby chętne do gry prosze o zgłoszenie się tutaj i podanie swego wyboru wraz z argumentami.
Pozdrawiam

poldek890 Naczelny
Mi pomysł bardzo się podoba i jestem ogólnie na wielkie TAK.
Nie wiem konkretnie dlaczego gra padła ale uważam, że odświeżona z nowymi pomysłami i światem rozrusza się o wiele lepiej niż stara. Powiem świeżości nie zaszkodzi na pewno.

Pelas Naczelny
W zasadzie gra padła przeze mnie :P ale w sumie to ja wystąpiłem z pomysłem reaktywacji więc jesteśmy na zero xD tak szczerze mi to obojętne czy będzie kontynouwany stary wątek czy zmienimy szkielet decyzja należy do was !!

Na mnie nie liczcie, ja już Bleach nie pamiętam, nie mógłbym się wczuć xD
Miłego grania

Tak. Opcja 2
ps. pijaczyna jest tylko na potrzeby GS xD

Info dla graczy: Dla polepszenia mechaniki gry, ilość punktów do rozdysponowania wzrasta do liczby 10. Bonusy z poprzedniej odsłony proszę o usunięcie.
Pozdrawiam

kbks Redaktor
Imię: Masashi Rasa: Shinigami Wygląd: Wysoki, potężnie zbudowany (lecz nie napakowany przez codzienną siłke) „oderwany od pługa” facet. Szatyn o średnio krótkich włosach z nieuporządkowaną czupryną, oczy szare. Na ciele ma wiele blizn, a na twarzy znamię.

Statystyki:
HP: 120 (wysokie dzięki ogromnej wytrzymałości) Siła: 14 Zręczność: 11 Szybkość: 11 Wytrzymałość: 14 Reiatsu: 100
Historia: Masashi jest 18-nasto letnim chłopakiem z wyglądu można byłoby powiedzieć, że z tym typem lepiej nie mieć do czynienia. Jednak jest on cichym, trzymającym się z boku i wolącym nasłuchiwać i obserwować niż być w centrum uwagi człowiekiem. W rukongai zamieszkiwał średnio zamężną dzielnicę, ludzie żyli tam głównie z uprawy roli. Także Masashi pracował ciężko w polu. Dzięki temu zdobył bardzo dużą wytrzymałość na zmęczenie. Mimo łagodnego usposobienia po przybyciu do soul society bardzo często wdawał się w bójki. Zdarzało się, że trafiał na silnych przeciwników lecz prawie zawsze wychodził cało z opresji, przede wszystkim dzięki temu, że gdy wpada w furię (co początkowo bardzo łatwo było wywołać) wstępowała w niego jakby zupełnie inna osoba. Tracił kontrolę nad swoją wielką siłą i bez litości tłukł przeciwników. To dzięki temu posiadł odporność na ból i ciosy na bardzo wysokim poziomie. Teraz nauczył się kontrolować swoje „drugie ja” i w pełni panuje nad swą ogromną siłą.

Zanpatkou:
Imię: Akage Okami Żywioł: burza i wszystko co z nią związane szczególnie wiatr i wyładowania elektryczne Wygląd: W podstawowej formie miecz ma postać normalnej katany jednak z ostrzem po obu stronach, a do rękojeści przymocowane jest coś co przypomina wilczy ogon zabarwiony krwią. Prawdziwa forma: Olbrzymi wilk o rudej sierści. Wielkością dorównuje lub nawet przewyższa dorosłego człowieka na czworakach. Na jego ciele widać bardzo liczne ślady po stoczonych walkach, blizny i poszarpane ucho. Potężne pazury mogące powalić jednym ciosem dorosłego człowieka, z pyska po długich kłach sączy się krew ofiary. A w oczach widać wrogość i żądze walki
Shi-kai w przyszłości

Pelas Naczelny
A można z lekka editnąć bio postaci przy okazji ?? Poza tym mist na czym stanęło ?? Jedziemy dalej ze starym story czy dajesz nowe ??

Pel: Tak, możesz editnąć, właściwie nalegałbym aby każdy zmienił. Gra rusza od nowa, innym torem więc możesz zmienić walory postaci. A historia nie może nawiązywać do spraw przez przybyciem do SS, bo jako odrodzone dusze nie pamiętacie życia przeszłego.

Odpowiedz w temacie:

Brak uprawnień aby odpowiedzieć.