Nazwa: Plaga Nieumarłych
Zarys fabularny: Azeroth znów jest w cieniu wojen, ludzie obudowują swoje królestwa i starają się sprzymierzyć z orkami aby wypowiedzieć wojnę nieumarłym. Elfowie chylą się ku upadkowi. Nieumarli są teraz pod ręką Arthasa. Demony już nie wchodzą w rolę w tej piekielnej rozgrywce. Orkowie są już w stanie jawnej wojny z Elfami, a ludzi nękają coraz to lepiej zorganizowane odziały nieumarłych. Już nie tylko wioski na granicach zostają spalone a ciała splugawione bądź zabrane by nakarmić wiecznie głodnych Ghuli i coraz bardziej rządnych krwi akolitów. Ludzie mimo pomocy Krwawych Elfów nie mogą sobie poradzić. Odkąd odpłynęły Nagi przeprawy rzeczne stały się mniej bezpieczne a zatoki już nie mają silnych obrońców. Krasnoludy cały czas się buntują, coraz więcej z nich zamyka się w swych kopalniach. Wszystko jest już przygotowane do Plagi, wystarczy iskierka, która spowoduje, że suche liście zapłoną, nadszedł czas UMARŁYCH!... elfowie będą pierwsi ...
Gracze:
- liczba graczy: 5
- postacie:
Rycerz Śmierci, Upiorny Władca, Lisz, Władca Podziemi i Nekromanta
- statystki początkowe poszczególnych postaci: Rycerz Śmierci
HP: 175
MP: 75
Siła: 4
Szybkość: 5
Inteligencja: 4
Pkt do rozdania: 5
Charakter: Chaotyczny zły
Opis postaci: Potężny jeździec i wspaniały wojownik, który potrafi posługiwać się magią. Okrutny i bezlitosny sługa Arthasa i króla Lisza. Może uleczyć nieumarłych lub na jakiś czas powołać do życia zmarłych. Mało kto może równać się z jego potęgą, jest jednak już tak bardzo zaślepiony złem i mocami śmierci, że potrafił by brutalnie rozpłatać i zbezcześcić nawet matkę lub ojca. Upiorny Władca
HP: 150
MP: 80
Siła: 5
Szybkość: 3
Inteligencja: 5
Pkt do rozdania: 4
Charakter: Demoniczny zły
Opis postaci: Pół demon-pół człowiek, który jest niewyobrażalnie silny i przerażający. Jest brutalny i potrafi używać magię demonów. Jego wygląd przeraża wrogów i dodaje sił nieumarłym. Nigdy nie wolno mu wierzyć gdyż jest przewrotny, a jego umysł jest niedostępny nawet dla Króla Lisza. Lisz
HP: 140
MP: 100
Siła: 3
Szybkość: 3
Inteligencja: 6
Pkt do rozdania: 2
Charakter: Zły
Opis postaci: Jest dusza, która przez tysiące lat błąkała się po świecie szukając odpowiedniego ciała, dopiero Król Nieumarłych dał mu to czego potrzebował. Od tego czasu Lisz wraz z Rycerzem Śmierci jest zgrozą dla żywych, gdzie oni staną tam w niedalekiej przyszłości nieumarli będą plugawić ziemie. Jest niezwykle brutalny, jego magia i siła Rycerza Śmierci jest idealnym połączeniem. Lisz lubuje się w magi zimna i śmierci. Władca Podziemi
HP: 165
MP: 80
Siła:7
Szybkość: 3
Inteligencja: 4
Pkt do rozdania: 2
Charakter: Neutralny zły
Opis postaci: Ogromny "karaluch" z twardym pancerzem i siłą która potrafi burzyć budynki i trząść fundamentami. Jest to idealna jednostka do walki z dużą grupą naziemnych istot, jest blisko Arthasa gdyż jego miot niegdyś pomagał mu w walce. Nekromanta
HP: 90
MP: 150
Siła: 2
Szybkość: 4
Inteligencja: 6
Pkt do rozdania: 4
Charakter: Chaotyczny zły
Opis postaci: Nekromanta, który sprawnie posługuje się magią, jest bardzo dobrym magiem pomocniczym i może atakować z dystansu nie używając many. Jego umiejętności są bardzo przydatne w walce jednak łatwo go pokonać dlatego trzyma się blisko Upiornego Władcy i możliwe, że razem zdradzą, a Nekromanta będzie tylko narzędziem.
Wymagania od zapisujących się:
Bujna wyobraźnia i chęć pisania.
Karty postaci:
Imię: Wymyślamy jakieś imię dla postaci, jeśli nie masz pomysłu, pomogę ;) Może to także być Twój nick, jednak ja wolę abyś wymyślił sobie imię ;)
Profesja: Wybieramy którąś profesję z wyżej wymienionych, UWAGA! Nie może być dwóch tych samych profesji w fRPG więc proszę nie piszczeć, że chcecie Rycerza Śmierci ;p
Wygląd: Opiszcie jak sobie WYOBRAŻACIE postać, którą wybraliście.
Statystki: Należy wypisać staty które są podane dla postaci i rozdać punkty zależnie od uznania.
Regulamin gracza:
1. Gra służy do zabawy i rozwijania wyobraźni więc proszę podczas przygody nie zachowujcie się jak postacie z WarCraft'a tylko jak wam wyobraźnia dyktuje.
2. Jestem GM i moje zdanie jest niepodważalne.
3. Nie upominajcie się o magię bo co do tego mam własne plany.
4. Każdy może mieć wakacje, wyjazd lub trochę nieaktywności spowodowanej czymś poważnym a nie tylko brakiem chęci, dlatego proszę mi zgłaszać na pw kogo nie będzie przez tydzień i dłużej.
5. Gracze mają ustaloną kolejność w każdym moim przypisie przygody, proszę jej nie łamać.
6. Jesteś nieumarłym więc zachowuj się jak na niego przystało.
7. Każdy ma 5 dni aby napisać swoją część przygody. (czyli ja napisze przypis i ustaliłem, że X pisze jako pierwszy więc ma 5 dni aby nabazgrać, kolejny tak samo tyle, że liczę te 5 dni od poprzedniego wpisu)
8. Ja też mam wakacje więc proszę się nie burzyć.
9. Łamanie regulaminu będzie karane śmiercią i zabronieniem grania w inne fRPG
10. Życzę miłej gry ;)
Jestem drugi!! W sumie to moje pierwsze w zyciu fRPG xD
Wiec:
Władca Podziemi
Imie: Nieznane (mowcie mi robaczku)
HP: 165
MP: 80
Siła:7
Szybkość: 3
Inteligencja: 4
Pkt do rozdania: 2
Charakter: Neutralny zły
Opis postaci:Jak ma wyglądac władca podziemi?? Nawet ciuchu nie mozna mu dac! Wielki karaluch z czerwonymi znakami plagi na ciele. Jest bardzo szybki, lecz nie jest za bardzo inteligetny. W wiekszosci sytuacji polega na instynkcie.
Wygląd: Wielki, szary karaluchowaty stworek. Ma czerwone znaki na swoim lsniacym pancerzu. Jego kolce sa jeszcze niewielki co swiadczy o jego wieku (chyba, troche zmyslam). Wydziela okropny, zgnilo-jajeczny smród z tylnej czesci ciala, ma grzybice, prostate i wade kręgosłupa, nie wspominając o płaskostopiu...znaczy plasko...odnurzu (to ostatnie zdanie nie koniecznie, chciałem zatkać w koncu mistica :P)
HP:165
MP:80
Sila:7
Szybkosc:5(+2)
Inteligecja:4
sorry za tyle zmian :P
Skoro inni sie zapisuja to ja też xD Imię: Tahed (anagram pewnego słowa, wie ktos jakiego? :D)
Profesja: Rycerz Śmierci
Wygląd: Wysoki mężczyzna, długie do ramion białawe włosy(ala wiedźmin), ubrany w cieżką żelazna zbroję koloru czarnego, ciężkie, ćwiekowene buty, twarz niezbyt dobrze uposabiajaca do postaci, wręcz odpychająca. Nosi na plecach długi miecz, który wygląda jak ulepszona katana. Skóra biała. Staty:
HP: 175
MP: 75
Siła: 4 (+2)
Szybkość: 5 (+3)
Inteligencja: 4
Vader: Twoje imie to anagram słowa Death, czyż nie? xd
Edit: Zgadłeś vader, brawo XD
Imię: Thasadar
Profesja: Nekromanta
Wygląd: Starszy człowiek z średnio długimi białymi włosami ubrany w zbroje z kośći.Na ramieniu ma czaszke wilka który jest jego chwałą.Spodnie z białej skóry niedzwiedzia i lekkie buty
Staty:
HP: 90
MP: 150
Siła: 2
Szybkość: 4
Inteligencja: 6
Staty +4:
HP: 90
MP: 150
Siła: 2
Szybkość: 6
Inteligencja: 8
Imię: Marvolo
Profesja: Lisz
Wygląd: Jestem wysokim mężczyzną o muskularnej postawie i niezwykłych oczach, które wyglądają jakby były wężowe. Posiadam ciemną karnacje, która pozwala wyróżnić się z daleka pewnie też do tego dochodzi moje uzbrojenie, a mianowicie nosze zbroje z pancerzy Harpii, która z tyłu ma wbitą czaszkę trolla, to raczej dość niezwykła zbroja. Hełm z łusek smoka zapewnia mi niewyobrażalną ochronę i pewnie dlatego nigdy go nie ściągam z tąd też niewiedza o mojej barwie włosów. Posiadam niezwykły miecz o nazwie Urizel, ma on na rękojeści błękitny kryształ, który w krytycznych sytuacjach pozwala nim używać niewyobrażalnych ataków. Statystyki: Do rozdania *2 pkt.
HP: 140
MP: 100
Siła: 4 (3 + 1*)
Szybkość: 4 (3 + 1*)
Inteligencja: 6
lista graczy:
SoLo, poli999, Mistic Goten, sabretooth i Qbex!
-------------------------------------
fRPG OTWARTE!
-------------------------------------
Gdzieś na lodowym pustkowiu ...
- Ehh, Król wysyła nas abyśmy szukali miejsce na założenie osad i znaleźli obozowiska żyjących, zamiast rzucić nas do walki - narzekał Kyuubi
- Zaraz będziesz mógł się wykazać - odparł Marvolo
Idąc dalej na północ zobaczyli obozowisko leśnych trolli, które właśnie zabiły młodego czarnego smoka.
- Mamy jego serce, wynośmy się stąd zanim Kaan nas odnajdą!
Swym dziwnym chodem szybko wycofali się wgłąb lasu. Pięciu nieumarłych podążyło szybko za nimi. Przedzierając się przez las po prawie niewidocznych śladach trollów w końcu dotarli na polanę gdzie była kopalnia złota.
- Hmm, świetne miejsce na wybudowanie bazy ... Thasadar przyzwij akolitów i ghuli. - rozkazał Tahed
- Tak się stanie - i nekromanta zaczął inicjację przyzwania.
Po kilku minutach wykonywania dziwnych ruchów rękoma i szeptania słów mocy przed bohaterami pojawił się pierwszy akolita, który niezwlekając zaczął przywoływanie budynków. Po chwili prace nad obozem zostały rozpoczęte na szeroką skale, a wyznawcy i ghule zaczęli zbierać surowce.
- Dobrze, a teraz czas się przejść wgłąb lasu ... - mrukną Tahed. Po chwili zawołał - Niech nikt nie podąża za nami! Gdy wrócimy baza ma być gotowa. - i ruszył na wschód ponownie zagłębiając się w morzu drzew. Szli tak przez następne piętnaście minut. W końcu usłyszeli skrzeczący głos trolla.
- Zabiliśmy już wiele młodych Kaan, to powinno wystarczyć nie atakujmy ich więcej bo zginiemy - odezwał się jakiś wysoki, zdenerwowany głos.
- Zacząłeś się bać? Hehehe, nie ma czego. Ten stary miot smoków jest na wyginięciu i ich święty amulet będzie nasz - odezwał się głos zapewne należący do dowódcy - nie martw się, nie mam zamiaru ginąć, ale musimy ich wybić!
Gdy trolle spierały się między sobą spomiędzy drzew wyłonili się nieumarli.
- Kim wy jesteście?! - krzyknął ogromny troll.
- Aktualnie? Przyjaciółmi - Marvolo z ironią wypowiedział ostatnie słowo i ciągną dalej - jeśli chcecie zabijemy smoki w zamian za WASZE DUSZE.
Wśród dzikusów zapanował pomruk ... Wszyscy byli wystraszeni, widzieli nieumarłych, potężnych i żywych pomimo śmierci. Po dłuższej chwili odezwał się przywódca
- Zgadzam się na te warunki...
Na twarzach nieumarłych pojawił się uśmiech, który żyjącemu wydawał by się straszny, a trolle patrzyły ze strachem w oczach na swojego przywódcę.
- A więc idziemy - rzekł upiorny lisz
- Stójcie, niech te dwa trolle służą wam pomocą. Mogą atakować jednostki latające i mogę też ściągnąć je na ziemie.
Siedmioosobowy odział szybko oddalił się od kryjówki trolli kierując się wprost na tereny smoków Kaan...
Kolejność: Marvolo, Nieznany, Kyuubi, Thasadar i Tahed. Ograniczenie w pisaniu: zabicie pisklaków smoka.
Idąc tak kamienną ścieżka myślałem sobie o obietnicy trollów...
- Głupcy! - Krzykłem tak, aby trolle tego nie usłyszały ciągnołem dalej, a czwórka towarzyszy słuchała - to żenujące, oni wieżą że pradawny amulet Kaan nadal posiada jakomkolwiek moc lecz nieumarli wiedzą wiele, a te głupie istoty nie zdają sobie sprawy jak wiele...
Spojrzałem na Nekromantę i stwierdziłem, że jest poddenerwowany według mnie on nie znał historii amuletu Kann, a ja się tym bardzo zaniepokoiłem!
- Thasadar? Co cię gnębi? - Powiedział i czekałem na jasną odpowiedź.
- Opowiedz mi Marvolo o amulecie Kann, jaka historia się z nim wiąże? - Thasadar powiedział to z takim neutralnym podejściem, że aż mnie na chwile przytkało.
- A więc słuchaj! Pradawna wojna 4000 lat temu między demonami, a smokami zakończyła się zwycięstwem demonów... Kann za ocalenie życia i swojej rasy oddała demoną moc amuletu i teraz on spoczywa w czeluściach góry jako ich talizman honoru, Kann będą o niego walczyć do śmierci... - W tym momencie Thasadar się zatrzymał i zaczął mówić.
- Marvolo, czy da się odzyskać moc amuletu?
Na chwile się zawachałem, bo w sumie po co Nekromancie taka wiedza? Powiedziałem już poddenerwowany po chwili...
- Wiem, ze lubujesz się w czarnej magii lecz tajemnicy mocy amuletu ci nie zdradzę - Powiedziałem i rzekłem jeszcze kilka słów - Musimy jak najszybciej dojść do terenów Kann, czas nagli...
Po godzinie wędrówki ścieżką doszliśmy przed oblicze Góry Cielesnej, w tej górze niegdyś stoczonych było wiele bitw, a ich władca nadal spoczywa w czeluści chroniąc amuletu... wiedziałem, że nie zgładzę władcy Kann, ale też
nie mogliśmy zniszczyć piskląt ponieważ Arthas wspominał, że przyszłość Kann będzie obwita w zwycięstwa...lecz zauważyliśmy coś dziwnego gdzie się podziały wszystkie Kann?
- Tego brakowało - Rzekłem, a tuż przed tym zauważyłem zamknięte brawy Góry i pod nią horde Harpi! - Czeka nas bitwa...co o tym myślicie?
- Sądze, że to nie przypadek że one tutaj są pewnie szukają pisklaków, zniszczmy je! A głowy przybijmy na pale... - Rzekł Kyuubi po czym wszyscy go poparli...
Ucieszyłem się, że wreścię się zabawimy lecz zanim dotrzemy do Kann musimy stoczyć małą bitwę, która rozrusza nasze stare martwe kości...
- A więc moim zdaniem ruszajmy i pokażmy tym pruchną kto ma największą potęgę w Azeroth...
Po czym wszyscy staneliśmy do walki......
Od początku trzymałem się z tyłu, nie udzielałem się w rozmowach ponieważ najzwyczajniej w świecie mi się ni chciało. Lecz walka to sznsa żeby się wykazać swoimi zdolnościami. Musiałem więc dać z siebie wszystko.
W dzikiej szarży każdy z wojowników obmyślał taktyke walki. Ja jako władca podziemi byłem w najgorszej sytuacji, ponieważ zabijanie jednostek latających to nie moja broszka. Byliśmy coraz bliżej tej dość sporej gromady harpi, a ja nadal nie wiedziałem co robić.
- Przygotujcie się na śmierć! - Rzekł Marvolo.
W tym momencie coś się we mnie obudziło. Przestałem myśleć nad taktyką ani nad niczym innym. Po prostu wyrwałem sie na czoło naszej drużyny, chwyciłem wielki głaz i rzuciłem w zwarty szyk harpi.
-Dobra robota- rzucił Thasadar- teraz będzie łatwiej. Lecz ja niczego nie słyszałem. W moich oczach widać było rządzę mordu. Kierował mną instynkt.
Nagle zauważyłem pikującą w moją stronę latającą wojowniczke. Zrobiłem szybki unik, chwyciłem ją za gardło i z całej siły cisnąłem o skałe. Wydałem swój okrzyk bojowy i ruszyłem do dalszej walki.
"Nie poczujesz, że naprawde walczyłęś, jeśli wyjdziesz z potyczki bez zadrapania". Te słowa mojego mistrza pojawiły się w mojej głowie, gdy w mój pancerz wbił się jeden z bardzo ostrych pocisków harpi.
W furii bitewnej ponownie chwyciłem za głaz leżący obok mnie. Tym razem nie spudłowałem. Na ziemie padły dwia zakrwawione ciała.
Rozejrzałem się dookoła, żeby ocenić dokonania moich towarzyszy...
W tym czasie ja miotałem zaklęciami w te harpie, które odłączyły się od reszty - gdy są osobno są łatwym łupem dla moich czarów, poza tym, gdy tylko popatrzyły na mnie zamierały ze strachu. Raz dwa rozprawiłem się z tymi najbardziej oddalonymi i dołączyłem do reszty.
- Chyba mamy przewagę - rzucił Marvolo - niedługo pozostanie już po nich tylko pył.
- Tak, zdecydowanie - powiedziałem rzucając na kolana kolejne harpie.
- Dobra, chłopaki, pora kończyć bitwę! Wszyscy na raz! Szturm! - Ozwał się Thasadar po czym wszyscy według jego komendy atakowali najlepszymi technikami jakie posiadali.
Ostały się tylko nieliczne harpie, po reszcie nie zostało nic, prócz stery kurzu i znajomego zapachu zaśmierdłej krwi...
Po ciężkiej potyczce wszyscy ruszyliśmy w dalszą drogę, w głąb Góry Cielesnej, w poszukiwaniu Kaan. Było tu ciemno, z każdego zakątka czaili się wrogowie, by w chwili nieuwagi wykorzystać sytuację i podejść nas od tyłu. Nadal nie było tu żadnego Kaan, lecz nagle i tak ledwo widoczne niebo poczerniało. Ze wszystkich stron zbliżał się do nas cień i mrok. Coś dziwnego zaczęło się dziać, wszyscy to wyczuwaliśmy. Gdy coraz bardziej szliśmy w głąb góry, coraz gęstszy mrok nas otaczał. Nagle na swej drodze napotkaliśmy opór. Na upiornych twarzach moich towarzyszy wraz ze mną pojawił się uśmiech.
- No, chłopaki, na to czkekaliśmy! Let's party time! - krzyknąłem
Wspomniany opór to nic innego jak wygłodniałe stadko tutejszych mieszkańców, lecz nie Kaan, które oddałoby wszystko by wbić swe szpony w nasze ciała! Zaczęła się walka!
Idąc przez las rozmyślałem nad amuletem.Wiedziałem jaką ma moc.Gdyby tak zapanować nad jego siłą można by rządzić światem...Rozmyślałem nad tym i spoglądałem w strone Kyuubiego...
Nie zauważyłem nawet ,że w naszą strone zmierzała 5-osobowa gromadka Kaan które pragneły naszej śmierci.Zaczołem przywoływać 2 szkielety które zatrzymałyby przeciwników abym mógł rzucić włócznie z kośći.Kaan byli juz kilkanascie metrow od nas.2 kościotrupy pojawily sie obok Pięciosobowej groamdki.Walka pomiędzy bestiami trwala kilka minut niestety moje kościotrypu nie były magami które potrafiłyby rzucać zaklęca , ja w tym czasie zaczolem tworzyc włócznie z kości która po 2 min była gotowa. Szkielety przegrały walke wręcz z Kaan i z jeszcze większym zapałem biegły w naszą strone.Rzucaj-zawołał Nieznany.Strzała z kości poleciała w kierunku napastników.Nastąpił wielki wybuch.Pełno kurzu i pyłu który nie pozwalał nam dostrzec co sie stało z bestiami
Pokonaliśmy ich?! krzyknoł Marvolo.Ja wiedziałem że to jeszcze nie koniec.Moja włócznia nie była na tak wysokim poziomie abym mógł zabić tylu silnych przeciwników
Kurz opadł.2 potwory leżały bezruchomo na ziemi.Nie wiedzieliśmy co sie stało z 3 pozostałymi.
Patrzcie w las-krzyknołem... Kaan schowały sie przed wybuchem za drzewami, i dalej zmierzały w naszą strone.
Szybko jeszcze jakieś zaklęcie -powiedział Kyuubi .Niestety moja moc była na wyczerpaniu.
Mogłem przywołac tylko 1 potwora.Niestety na silnego stwora potrzeba czasu a my go nie mieliśmy....
Patrzyliśmy jak Kaan biegną w naszą strone gdy nagle...
Od niechenia przyszłuchiwałem się rozmowie Marvola z Thasandarem. Wiedziałem od pierwszego co nieco o amulecie i nie było potrzeby by inni o tym wiedzieli. Moc jaką amulet miał w przezłości, może i nęciła nekromantę, ale na mnie nie robiła wrażenia. Po co mi to? Do zwycięstwa wystarczy dobry miecz i upór! -pomyslałem. Szliśmy jeszcze przez godzinę, gdy nagle dał się słyszeć dziwny krzyk.
-Harpie! -krzyknął Lisz - co robimy?
-Sądze, że to nie przypadek że one tutaj są pewnie szukają pisklaków, zniszczmy je! A głowy przybijmy na pale... - Rzekł Kyuubi
Wszyscy zgodnie ruszylismy do walki. Nieznany, rzucił się naprzód polegając jedynie na swym instynkcie. Głupiec! Chwycił wielki głaz i cisnął go w stado harpi unuszących się właśnie w powietrze, lecz spudłował. Jedna z nich lotem nurkującym próbowała zatopic w nim szpony, ale szybo podbiegłem i rozpłatałem ja na pół.
- Dzięki- rzekł robal
- Nie ma sprawy, w przyszłości rzucaj celniej
Wział chyba do sercamoją rade, bo następny rzut był wprost perfekcyjny. Kamień urwał głowy dwóm Harpią i zwłoki ich spadły z hukiem na ziemię. Reszta też radziła sobie dobrze. Widać było ze nie przegramy.
- Dobra, chłopaki, pora kończyć bitwę! Wszyscy na raz! Szturm!- zakomendował Thasandar.
Za kogo on sie ma? Nie bedę wykonywał rozkazów, jakiegoś tam nekromanty. Robie co chce! -pomyslałem, ale i tak postanowiłem zakończyć walke szybciej. W końcu ich pokonaliśmy i ujrzeliśmy że zachodzi słońce, krwawe słońce, znak że przelano krew....
Po dłuższejchwili wędrówki, zaczął nas ogarniać dziwny niepokój. Znajdują sie tu z pewnością istoty, które nigdy nie powinny sie znaleść w stolicy Kann... Jesli jakieś spotkamy, trzeba jednego wypytać... Nagle wszyscy się roześmialismy- na drodze stanęły nam trole! A więc te mętne istoty przybyły aż tutaj? Po co? Tego trzeba się dowiedzieć. Ale chwilowo nawiązała się walka. Wszyscy ruszyli dzielnie do ataku y jak anjszybciej skończyć z napastnikami. Nekromanta wysłał szkielety i cos tam zaczął mamrotac pod nosem. Nie ważne, czas z nimi skończyć -powiedziałem do siebie i ruszyłem z resztą. Kostki nie były zbyt mocne i padły po kilku minutach, co było mi nawet na rękę bo nie musiałem na nie uważać. Nagle usłyszałem krzyk Nieznanego: Rzucaj! I ujrzałem Strzałę z kości lecącą wprost na mnie! Ledwo uniknołem trafienia. Patrz gdzie celujesz!- ryknąłem wściekły, ale w końcu zabił nią 2 trole a to juz coś. Reszta gromady schowała się za drzewami, a my ruszyliśmy za nimi. Nagle zza drzew wystrzelił strumień ognia! Żar odrzucił nas na kilka kroków. Niemozliwe, przecież to...
Przy każdym nowym wpisie będę oceniał wpisy graczy i mówił co trzeba poprawić. A więc: SoLo
Najlepszy wpis, myślałem, że reszta będzie ciągnąć co Ty zacząłeś .. niestety przeliczyłem się i reszta mnie zawiodła, a po Twoim wpisie mogło być tak ciekawie ... oby tak dalej! ;) Sabretooth
Ehh .. Naprawdę kiepsko, bardzo kiepsko ... Zero taktyki, zero myślenia tylko bezsensowna walka .. b. źle Qbex
Po przeczytaniu wpisu Sabretootha myślałem, że nit nie będzie umiał napisać gorzej, no jak widać - życie zaskakuje ... to samo co u Sabre i jeszcze więcej. Ten wyskok do przodu, który powinien nastąpić dopiero po 10 wpisach .. ehh, opanuj się! Nie walcz tylko, daj z siebie trochę historii! Poli999
Chwała, że unikałeś walki z Kaan, uratowałeś całą sesję swoim wpisem.. Mistic
No nareszcie coś nowego! Tzn nie nowego bo walka była wszędzie ale tutaj przynajmniej jest ktoś na poziomie postaci ..
Btw, wszyscy zapomnieli o przydzielonych Trollach jedynie Mistic o nich co nieco wspomniał ..
----------
Zza spalonych drzew wyłonił się ogromny ciemny kształt. Nikt nie miał wątpliwości - to Sha-Kaan, przywódca miotu Kaan. Mimo ogromnego ciała wylądował z gracją w miejscu gdzie niegdyś były drzewa. Gdy przysiadł na tylnych łapach z jego otwartej paszczy wydobył się przeraźliwy krzyk, który oznaczał powitanie, jednak bez szacunku. Z jego nozdrzy wydobyła się cienka strużka ognia. Nieumarli stali w miejscu jak wryci. Zapadła ponura cisza. Przez chwilę nic się nie działo, smok i umarli wpatrywali się w siebie z zainteresowaniem. Nagle zerwał się wiatr.
- Witam, jestem Sha-Kaan, przemawiam do Was poprzez więź mojego umysłu z waszym..
- Hę? Co t..
- Milcz! Nie odzywaj się do póki Ci nie pozwolę! Teraz jesteście na mojej łasce i nie łasce! Wiem jak się nazywacie i wiem co tutaj robicie. Sprzymierzyliście się z trollami, którzy są winni wybijania mojego miotu. Te diabły leśne wraz z harpiami niszczą SMOKI! Dlatego ... musicie pokonać trolle, wtedy moi wojownicy bez problemu będą mogli walczyć z harpiami.
- Nie ma nic za darmo - wtrącił się Lisz
- Jeśli tego pragniecie mogę z łatwością Was tutaj zabić. Nie ma na świecie potęgi, która mogła by mnie zgładzić, jedynie czas ... Lepiej wracajcie do swojej bazy, którą rozkazaliście budować nie pozostawiając ochrony ..
*
Szybciej z tym wyrębem drzew! Mieliśmy zbudować bazę i zbierać zapasy a nie się obijać! - wrzeszczał jakiś akolita.
Wszystko było źle zorganizowane, jednostki wpadały na siebie, budynki były bezmyślnie porozrzucane, a kopalnia nie zabezpieczona. W razie ataku było by bardzo trudno bronić takie miejsce ...
----------
Kolejność: Thasadar, Nieznany, Tahed, Marvolo, Kyuubi. Chcę aby ta rudna była lepsza od poprzedniej! Dlatego w 1-2 wpisach chcę aby było dotarcie do obozu (można też powiedzieć coś o obozie podczas wpisu tak jak ja to zrobiłem przenosząc miejsce akcji), a dalej ma być obrona obozowiska bez większych potyczek, wszystko ma być ładnie planowane!
pzdr i wybaczcie mi długi czas oczekiwania ...
edit: waga na prośbę Mistica nastąpiła zmiana. Kolejność jest następująca: Thasadar, Nieznany, Marvolo, Tahed, Kyuubi
Po usłyszeniu głosu Sha-Kann byłem troche zaniepokojony.Wiedziałem jaka jest jego siła.Zastanawiałem sie tylko dlaczego on sam nie pozbędzie sie uporczywych namiestników.Harpie przecież nie sa tak potężne...Czyżby wielki Smok bał sie przeciwnika...?Co o tym sądzicie ?-zapytałem
O czym? mruknoł Marvolo.
O potędze Shaa- Kana.
Słyszałem że posiada on ogromną siłę.Podobno posługuje się żywiołami-powiedził Tahed
Wszędzie te pytajniki,ale nikt nie wie jaka jest jego prawdziwa siła-w myślach
Myśl o Sha- Kann i o amulecie towarzyszyła mi podczas wędrówki do obozu.Kiedy wróciliśmy, obóz był już prawie na wykonczeniu.Brakowało tylko wysokiej wierzy na której mogłyby być osadzone jednostki strzelające.Do roboty! -krzyknołem w kierunku obijających sie akolitów.W kilka godzin dobudowały one wysoką na kilkadziesiąt metrów wierze gdzie bez problemu można by ostrzeliwywać namiestników.Noo teraz trzeba tylko czekać na jakieś nędzne stworzenia -powiedział ze znurzeniem Nieznany.Mogę to przyspieszyć -odpowiedziałem
Jak?- krzykneli wszyscy.
Moge przywołać stwory aby spróbowały zaatakowac naszą twierdze.A my będziemy bronić jej ze wszystkich sił.
Ale czy twje stwory są silne? zapytał Marvolo.
Przekonacie sie jak będziecie z nimi wlczyć odpowiedziałem z przekąsem
A co jeżeli ktoś naprawde będzie chciał zaatakowac oboz? zapytał Kyuubi
Wtedy będziemy martwić się podwójnie ponieważ kiedy wydam komende moim potworom nikt nie może jej odwołać.Ich jedynym celem jest wykonanie zadania.Albo misja albo śmierć...
Noto rób co do ciebie należy nekromanto i postaraj sie aby były one wystarczająco silne by stawiły nam czoła.Rzekł Tahed
W ciągu 1 godziny przywołałem 5 potworów.Moja kondycja nie była w najwyzeszej formie
więc postanowiłem nie uczesticzyć w walce lecz ją koordynować. Potwory ustawiły sie za brama obozu i po chwili z całą siła ruszyły na brame wykonaną z drzewa która otaczała naszą twierdze.
Ustawiłem sie na wierzy i szybkim ruchem rąk przywołałem 2 szkielety z łukami aby sprawdzic jak łucznicy zachowywali by sie podczas obrony.
Walka sie rozpoczeła...
Z poczatku sorry za brak polskich znakow ale jestem teraz w szkole...ale do tematu...
Droga do bazy nie byla zbyt trudna. Z jednej strony to dobrze bo doszlismy do obozowiska na czas, z drogiej zas strony zbyt latwo tu dotrzec, a to mnie niepokoi.
Pomimo braku zorganizowania baza zostala ukonczona. Niezdarnie porozstawiane wieze, zly uklad budynkow oraz kiepskie waly obronne. Jednym slowem nic nie bylo takie jak powinno. Potrzeba bylo wspolpracy, a nie wrzaskow z kazdej strony. Nie wykoujac zadnych poprawek Thasadar postanowil wyprobowac to "dzielo". W myslach mialem tylko jedno...po co my w ogole atakujemy wlasna twierdze? Jaki w tym sens? Po co oslabiac juz i tak nieudolnie zbudowane umocnienia? Pytan bylo wiele, ale nie moglem sobie pozwolic na klutnie kiedy potwory atakuja brame (potwory przywolane przez Thasadara) Postanowielm mu wszystko "delikatnie wypersfadowac" po tym jak zgniote jego nedzne szkielety.
Ruszylismy do obrony. Na poczatek przywolalem swoje bitewne karaluchy. Nie byly zbyt wielkie, ale potrafily zadac spore obrazenia. Tymczasem 5 szkieletow wojownikow oraz 2-och lucznikow szturmowalo brame. Razem ze swoimi pomocnikmi zeskoczlem z morow wprost naprzeciw wrogowi. Reszta juz tam byla wiec zajalem sie dwoma szkieletami ktore wciaz atakowaly brame. Chwycilem je za glowy i odryucilem kilka metrow od drewnianych drzwi. W tym momencie z usmiechem na twarzy sojrzalem na wieze z ktorej Thasadar kierowal przywolanymi istotami. Rozkazalem moim wojownikom zniszczyc kosciotrupy a sam ruszylem w strone Thasadara, aby pokazac co mi na watrobie lezy.
Brama byla sponiewierana, a wieze zniszczone.
-Co teraz zrobimy, jak zaatakuje nas prawdziwy wrog?-Zapytal Marvolo.
-Modlmy sie zeby tak sie nie stalo...po tych slowach Kyuubiego zza drzew wylonily sie dziesiatki cieni....
Spoglądając na drzewa zobaczyłem coś co wzbudziło moją ciekawość, a mianowicie Trolle... lecz były one dość daleko więc mieliśmy trochę czasu na opanowanie sytuacji, choć ten czas był marny bo tylko kilka minut, dla nas to było wiele...
Nagle usłyszałem wielki huk i ujrzałem ognistą poświatę za nami i z niej wyłaniającego się Arthasa.
- Niesamowite. - Wydusili moi towarzysze patrząc na to co się dzieje i kompletnie zapominając o obronie obozu, nagle sam wielki Król Nieumarłych przemówił... Ja w tym czasie miałem niesamowity mętlik w głowie, dlaczego? Te pytanie krążyło mi w myślach... Dlaczego sam Arthas się tu zjawił, musiało stać się coś co może zachwiać całe panowanie naszej rasy, nie wiedziałem co o tym myśleć... po chwili usłyszałem jego jakże przerażający głos!
- Marvolo! Proroctwa się sprawdziły, pradawna magia i wiedza jeszcze raz udowodniły swą potęgę... wiemy, że nie można oszukać przeznaczenie i tego co zostało napisane jednakże my chcieliśmy to zrobić...
Wiedziałem, że Arthas wszystko zaplanował na własną ręke nie licząc się z konsekwencjami, po chwili ciągnął dalej...
- Stało się... proroctwa się sprawdziły, Król Kann został zgładzony z ręki Trollów, a my teraz nie mamy wyjścia Marvolo, musimy się z nimi połączyć więzią Honoru i musimy przejąć amulet...
Nagle wszyscy osłupieli... więc jednak pradawny amulet ma się dostać w nasze ręce...?
- Pamiętajcie jesteście Elitą, wysłałem was ponieważ wiem że mnie nie zawiedziecie, los nieumarłych i całej hierarchii świata jest w naszych rękach i nie możemy tego zaprzepaścić...
I po chwili powiedział coś co zapadnie w mojej pamięci na wieczność...
- Tak naprawdę... Nie ma zła ani dobra, jest wyłącznie potęga i ci którzy są zbyt słabi by do niej dążyć nie przetrwają, teraz potęga jest na wyciągnięcie ręki wiecie o czym mowie...
I nagle zniknął, miałem jeszcze straszniejszy mętlik w głowie, nie wiedziałem co mamy robić i do tego wataha Trolli była już obok nas. Po chwili przemówił ich przywódca... a ja w tej chwili zainteresowałem się właśnie nim...
- Teraz gdy Sha-Kann zginął Trolle zapanują na tych ziemiach, zgładzimy rasę Kann i nikt nam nie przeszkodzi...
Słysząc to z jego plugawej mordy gniew obarczał mnie coraz bardziej... odpowiedziałem!
- Jak udało się wam zgładzić Sha-Kanna? I chyba nie myślicie, że pozwolimy wam cokolwiek zniszczyć czy splugawić? Pomijam to, że nie macie honoru łamiąc słowo dane nam w związku z duszami...
Pojawił się uśmiech na przywódcy Trolla.. i nagle powiedział!
- Głupcy nie rozumiecie? Sha-Kann był już stary i nie mieliśmy większych problemów z zabiciem jego, ale wiemy że nie podołamy młodym Kann, dlatego chcieliśmy zniszczyć jaja lecz przez was mętne istoty to się nam nie udało... - Powiedział to z takim zdecydowaniem, że mój gniew był tak wielki jak nigdy, zacząłem po prostu rosnąć w silę swym gniewem...
- Teraz rozegra się bitwa i sami wiecie, że dla was przegrana... nie wiem po co tu przybyliście jak z tego co mówisz wynika, że nie macie z nami najmniejszych szans...
Nagle w półmroku pojawił się błękitny promień, była to moja lodowa błyskawica która przebiła serce przywódcy Trolli...
Lecz nie chciałem go zabić, chciałem aby choć jeden Troll oddał nam dusze nawet nie z własnej woli!
- Tahed wiesz co masz robić? - Powiedziawszy to, Tahed podszedł do ledwo żywego dowódcy Trolli i wyssał mu dusze... - Dobrze, choć jeden zapłacił za tą zniewagę...
Wszystkie Trolle nagle zaczęły uciekać i gdy już reszta moich towarzyszy biegła aby ich zniszczyć powiedziałem...
- Nie! Nie mamy chwili czasu, wiedziałem że jak zlikwidujemy ich przywódce inni uciekną z przerażenia... cóż za plugawe istoty! - Po chwili kontynuowałem... - Panowie musimy dostać się jak najszybciej do góry cielesnej, nie wyczułem amuletu wśród Trolli, a więc Sha-Kann ukrył go tak, aby nikt go nie odnalazł lecz to jest właśnie nasze zadanie! W głowie kłębiły mi słowa Arthasa, chciałem jak najszybciej połączyć wszystkie fakty i dowiedzieć się czego tak naprawdę on chce...
Po chwili szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę góry cielesnej zostawiając zrujnowany obóz bez żadnej obrony... Więc na początku przepraszam za długi czas oczekiwania na mój wpis, nigdy się to nie powtórzy! Osobiście chciałem zakończyć jakby pierwszy rozdział i ciągnąć dalej przygody bohaterów, a tym samym rozpoczynając w pewnym sensie nowy wątek, mam nadzieje Vader że zrozumiesz. ;). Oczywiście specjalnie nie zakończyłem wątków do końca w moim wpisie, aby fabuła wraz z wpisami innych się rozwijała...
Przypis GM'a
... Z ciała pół martwego trolla unosił się okropny smród. Jego zielono-szare ciało zaczynało ciemnieć z każdą sekundą wrzasku wyrywanej duszy z ciała. Kości stawały się coraz wyraźniejsze, a oczy coraz głębiej zapadały się w czaszkę. Ciałem przechodziły drgawki, kończyny wyginały się w nienaturalny sposób. Nagle, ciało się wyprostowało i opadło jak martwe. Twarz Tahed'a zdobił grymas zmęczenia, a zarazem satysfakcji... Troll wstał. Jego było straszniejsze niż jakiekolwiek inne, w oczodołach lśniły się żółte punkciki, na udzie nie było skóry i widać było 'żywy' mięsień, cały był odrażający...
- Witaj, panie. - rzekł to i skłonił się dla Tahed'a
- A teraz powstań! I służ dla mnie pomocą w boju. - odpowiedział Tahed i ruszył w stronę Góry Cielesnej.
---------
Pamiętam moment w którym skończyły się zapisy do Plagi Nieumarłych, wtedy to kilka osób napisało do mnie pw z pytaniem 'czy nie znalazłoby się dla nich miejsce?' z tego też powodu w mojej główce uknułem plan z nową postacią podczas przygody, pewnie domyślacie się, że ową postacią jest właśnie Nieumarły Leśny Troll ;p
Nieumarły Leśny Troll
HP: 190
MP: 20
Siła: 6
Szybkość: 7
Inteligencja: 1
Pkt do rozdania: 2
Charakter: Zły, oddany dla 'sprawy'
Opis postaci: Dawny przywódca klanu Leśnych Trolli z Lasu pod Górą Cielesną. Jet całkowicie oddany dla Tahed'a jednak nie ufa innym. Będzie szedł krok w krok za swą 'śmiercią'. Głupi, często bezmyślny, ale lojalny, nienawidzi wszystkiego co żyje. Poprzysiągł wypić krew obecnego przywódcy jego klanu.
Wszystko trzeba napisać w poście tak jak robili to użytkownicy przed zaczęciem przygody. Aha zapomniał bym ;p kto pierwszy ten lepszy : >
---------
Z powodu długiej nieobecności Mistica przekładam kolejkę: Kyuubi teraz powinien napisać a potem Tahed, kolejny będzie ten, który będzie Nieumarłym Leśnym Trollem.
pzdr. vader: Leśny Troll jest już zarezerwowany dla Pelasa, gdyż mnie o to poprosił a teraz nie ma czasu aby napisać swoją kartę postaci.
Kuba długo nie pisał posta więc ja dodam swojego: I po co trwonić siły na te bezmyślne kostki Thasandara?- myślałem zezłoszczony. Przecież i bez tego widać, że baza jest w kiepskim stanie, a nie lepiej poświęcić ten czas na ulepszanie jej obrony? Ale skoro tak mu na tym zależy niech robi co chce, potem i tak wyjdą z tego kłopoty jestem tego pewien. Przy okazji podejrze sobie umiejetności moich towarzyszy, a nuż kiedyś to mi się przyda?- usmiechnąłem sie szyderczo do siebie i przyglądałem się z boku walce...
Odrazu rzuciło się w oczy, że Nieznanemu zbytnio ten pomysł się nie spodobał i ma zamiar pokazać temu podrzędnemu nekromancie jego miejsce w szeregu. Jakoś nikt inny sie nie kwapił do tej zabawy, więc robal przyzwał sobie do pomocy swoje "robalątka"? Ciężko było znaleść dla nich jakieś porządne określenie. Wyglądały jak skrzyżowanie skorpiona z żółwiem i niedość że w miare silne to jeszcze przerażająco szybkie. No, no, widze że ma on niejednego asa w rękawie, ciekawe jat to sie skończy-pomyslałem. Te stworki okazały się całkiem niezłe w walce, szybko pokonały szkielety, ale potem zajeły się niszczeniem fortyfikacji! Co za głupie istoty! A ten ich "Pan" nie był wcale lepszy. Nie mogąc siegnąć Thasandara na wieży, po prostu ją zburzył! Niech no kiedyś go dorwie w ciemnym zaułku...
Ledwo Kyuubi wypowiedział słowa płonnej modlitwy, a już dało się wyczuć obecność Trolli. A te tu czego znowu chcą? nie maja lepszych zajęć do roboty? Nagle z mych rozmyślań wyrwał mnie sam Arthas. Przybył on przekazać jakies wieści Liszowi, ale nie interesowałem się nimi zbytnio. Najbardziej zainteresował mnie tylko kawałek jego mowy: "Nie ma zła ani dobra, jest wyłącznie potęga i ci którzy są zbyt słabi by do niej dążyć nie przetrwają, teraz potęga jest na wyciągnięcie ręki wiecie o czym mówie...". To mi się podoba. Wreszcie jest ktos kto gada z sensem. Po chwili jednak znikł a w miwjscu gdzie znikneła jego postać pojawił się przywódca Trolli i kpiącym głosem oznajmnił, że własnoręcznie zabił Sha-Kann'a i od teraz oni tu rządzą, oraz ze mamy się wynosić bo z naszej poprzedniej umowy nici. Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie zdenerwował. Zapragnąłem jako karę wymierzyc mu wieczną służbę przy moim boku, a Marvolo widocznie myślał tak samo. Jednym celnym strzałem przybił temu obdartusowi serce, a ja dokończyłem dzieła, wysysając mu duszę.
- Powstań * (imię pozostawiam Pelasowi) i stań u mego boku!- krzyknąłem
- Tak Panie, co rozkarzesz....
A zatem rozpoczęła się nasza wędrówka pod Górę Cielesną! Wiedziałem już, że Trolle nie mają amuletu, powiedział mi to mój nowy sługa. A więc stary smok ukrył go gdzieś swoich pieczarach, ciekawe... I choć podąrzalismy szybkim krokiem, z powodu ciemności dotarliśmy do zbocza góry dopiero po trzech godzinach. Czerniała przed nami olbrzymia dziura, wejście do labiryntu Kann... Ale nie tylko one tam były, lecz nie dane nam było rozpoznać tej aury w tej chwili. Kolejno zanurzylismy się w otworze. -Trzymaj się blisko mnie, tu mogę być pułapki- rzekłem do Trolla. Korytarz, początkowo szeroki na jakieś 15 stóp, po 20 minutach drogi zaczął się powoli zwężać, co oznaczało, że zbliżamy się do jednej z wartownic Kann. Temperatura również zaczęła się podnosić, co niechybnie sygnalizowało, że w pobliżu znajdują się smoki. Dobyliśmi broni i gotowi na wszystko wskoczyliśmy mężnie do ogromnej groty. Jednak to co tam ujrzeliśmy, nie mogło pomieścić się w naszym martwych głowach. Ściany pokryte były krwią, a pośrodku groty leżały cztery ogromne ścierwa Kann. Co za istoty mogły być aż tak potężne by zrobic coś takiego? Kto jeszcze porząda amulety oprócz nas? Te i inne pytania kłębiły sie w naszych głowach.
- Dobra to gdzie idziemy teraz, bo mdli mnie już od tego smrodu- spytał Marvolo
- Na pewno nie zawrócimy, więc musimy prześć naprzód!- krzyknał Nieznany, ale dopiero teraz zauważyliśmy, że z tej komnaty wychodzą trzy różne drogi: na wschód, zachód i północ.
Po krótkiej naradzie wybralismy wschodnią droge bo wydało nam się, ze własnie z tamtąd napływa obecność Kann i czegoś niesamowicie potężnego, zapewne amuletu. Idąc musieliśmy uważać na pojawiajace się znikąd dziury i pułapki, choc niektóre wyglądały jakby ktoś je znowu zapięczetował zapomocą czarów...
Imię: Vizharan
Profesja: Undead Leśny Troll
Wygląd: Wiekszy od pozostałtych leśnych trolli co wcale nie jest dziwne w koncu był przywódcą jednego z klanów. Jak przystało na zombie w wielu miejscach widać gołe mięsnie, a w niektórych nawet gołe kości. Wystarczy spojrzeć na udo, twarz czy okolice serca by stwierdzić że wygląda naprawdę przerażająco :P
Statystyki: Do rozdania *2 pkt.
HP: 190
MP: 20
Siła: 7 (6+1)
Szybkość: 8 (7+1)
Inteligencja: 1
Sry, że tak długo nie pisałem, od teraz będę prowadził Plagę szybciej i jak najlepiej, mam nadzieję, że gracze także będą się przykładać ;) W całej sesji zaszły kolosalne zmiany, Qbex na swoje życzenie odszedł z gry, Sabre nie będzie grał ze względów na aktywności, a reszta powinna być po staremu, jeszcze nie wiem co z Polim, ale ten problem będzie można rozwiązać później.
---
W ciemnym korytarzu, który jak się zdawało, prowadził do Kaan i Amuletu pułapki były niczym w porównaniu z ciszą oraz ciemnością tak gęstą, że nawet nieumarli odczuwali lęk. W głowach kłębiły się myśli, czy nie lepiej było by zdradzić towarzyszy i odwrócić się by uciec. Największą pokusę odczuwał Kyuubi. W jego podłej naturze knucie było naturalne, a co dopiero w takim miejscu. Nikt nie wydawał żadnego odgłosu, nawet stukanie mieczem w skałę było zagłuszone. Wreszcie ciemności się zerwała. Bohaterowie weszli do ogromnej sali, gdzie nie było cienia, światło przepływało przez każdą materię, nikt nie mógł otworzyć oczu. Wreszcie posłyszeli pierwszy odgłos - tunel zawirował i z piskiem wybuchł nie uszkadzając niczego, pozostawiając jedynie nienaruszoną skałę.
- A więc to był tunel między wymiarowe .. ciekawe - rzekł Thasadar
- Co jest takiego ciekawego w byciu uwięzionym?! - ryknął w odpowiedzi Kyuubi
Echo powtórzyło kilka razy słowa wyrzucone przez Upiornego Władcę,znów zapadła cisza, której nikt nie ważył się przerwać. Wszyscy kręcili się w okół własnej osi rozglądając, jakby czekali na odpowiedź ... która nadeszła. Wszędzie zaczęły pojawiać się ciemne wirujące plamy, pod bohaterami, nad, z boku, wszędzie, gdzie tylko okiem sięgnąć. Ich taniec hipnotyzował kusząc aby wejść i wyrwać się z pułapki. Pierwszy nie wytrzymał Bezimienny. Wskoczył do najbliższego portalu i po chwili wypadło jego ogromne ciało, które całe było zwęglone, a wszystkie kości powykręcane, jakby walczył do utraty sił, aż uległ i został zabity. Wszystkich ogarnął lęk, portale się zbliżały, nagle poczerwieniały, jakby coś o niewyobrażalnie wysokich temperaturach chciało przejść między wymiarami.
- Smoczy ogień - szepnął Tahed
Temperatura gwałtownie rosła, każdy to odczuwał mimo iż nieumarli nie zwracają na to uwagi, teraz ich kości oraz mózgi odmawiały współpracy, wszystko oddzielało się od pozornego ciała, nie mieli już kształtów, nie byli sobą, gdy płomień ich otoczył. Vizharan chciał krzyczeć, lecz nie miał czym, Thasadar chciał rzucić czar aby się uwolnić, lecz wyczuwał jedynie pustkę, zero przepływu many, zero więzi między towarzyszami, pustka. Błysk!
Znów poczuli swoje ciała, jednak ich umysły wciąż odczuwały ból, jakby ktoś o wiele silniejszy. Wszyscy podnieśli wzrok. Nad nimi siedział Sha-Kaan, w okól niego krzątało się 6 dziwnych mocno zgarbionych ludzi, którzy zdawali się być służącymi smoka.
- Jestem Sha-Kaan! - rozległ się głos, który przycisnął Nieumarłych do ziemi i nie dawał im się ruszyć, był stanowczy i władczy, nikt nie potrafił mu odmówić. - Jestem ranny, aczkolwiek nie umierający, mój ród prawie cały wyginął co nie znaczy, że jesteśmy słabi, wciąż mamy wystarczająco dużo siły by zniszczyć tę nędzną planetkę. Jednak nie możemy się rozmnażać, a nasze ciała więdną tak samo nasze umysły, to dlatego trolle przysporzyły nam tyle kłopotów. - przerwał i obrzucił morderczym spojrzeniem Trolla, który jeszcze niedawno był jednym z tych, którzy go atakowali. - Powstańcie!
Wszyscy stanęli na nogi i podnieśli wzrok na Sha-Kaan'a z którego bił taki majestat, że wrogowie na jego widok powinni uciekać. Idealna maszyna do zabijania pomyślał Tahed i po chwili padł na twarz przyciskany wolą smoka, który odpowiedział mu w myślach MILCZ! GDYBY NIE TO, ŻE MOŻECIE OKAZAĆ SIE PRZYDATNI, JUŻ BYŚ NIE ŻYŁ! Nagle przed szereg wystąpił Upiorny Władca i zaczął śmiać się, potem zaczął chodzić w kółko mówiąc
- A jednak jesteśmy Ci potrzebni! Zadziwiające! ZOBACZ! - wykrzyczał i zerwał ze swojej szyi wisiorek, wypowiedział szybko słowa zaklęcia, i z małego krzyżyka na rzemyku powstał Akhn Reinkarnacji - wiem, że tego potrzebujesz! bez tego nie przeżyjecie, jesteście słabi! Możemy Wam to dać, wystarczy, że dacie nam się użyć!
Zapadła cisza, która trwała zaledwie 3 sekundy, a jednak raniła swoim krzykiem uszy dla wszystkich, nawet służący Sha-Kaan'a podnieśli głowy i zastygli w bezruchu. Jedynie Vizharan wyczuł co się święci, rzucił się w na Kyuubiego i wyrwał mu z rąk Akhn, w tym samym momencie stróżka ognia wystrzeliła z nozdrzy Smoka i otoczyła zuchwalca. Światło ognia oślepiło na moment wszystkich, jednak gdy znów mogli widzieć, znaleźli jedynie spopielony kawałek korpusu z lewą ręka odrzuconą gdzieś na dwadzieścia metrów.
- Żaden człowieczek, czy to martwy, czy żywy, czy to pół-demon, nie będzie obrażał Kaan! - zaryczał, jednak po chwili się uspokoił i położył długi pysk na łapach, jak kot, który odpoczywa po zjedzeniu myszy. gdy Vizharan wstał, na jego plecach widniała rana od poparzenia, skórę pokryły liczne bąble, jednak kurczowo ściskał Akhn.
- Smoczy ogień jest przeraźliwy, masz szczęście, że żyjesz, zaraz moi służący odnowią Ci 'ciało' - ostatnie słowo wypowiedział z drwiną - dobrze, że uratowałeś ten Akhn, bardzo nam się przyda, jak wiecie, podupadliśmy, wojny nas wyniszczały, Wasza planeta nie dawała nam mocy, jakiej potrzebowaliśmy, umieramy. Chcemy wrócić do siebie, do naszego Azylu, jednak nie mamy jak, słyszeliśmy, że elfowie potrafią stworzyć przejście między wymiarowe, jednak nigdy nie udało nam się złapać elfa, ani nawiązać z nimi kontaktu. Wiemy, że będziecie z nimi walczyć, dlatego postarajcie się zdobyć jak najwięcej informacji i stworzyć portal abym mógł powrócić do naszego Azylu. Orkowie odkąd demony odeszły, nie mają mocy aby tworzyć portale między wymiarowe, a ludzie i Wy jesteście zbyt słabi, aby dominować nad światem. Tak się składa, że znam człowieka, który jest potężnym magiem, jednak brak mu wiedzy i mocy. Wszyscy siebie potrzebujemy.
Zza smoka wyszedł wysoki mężczyzna z lekko szpiczastymi uszami, jego oczy świeciły na czerwono, długie blond włosy zakrywały trochę twarz i opadały na ramiona. Resztę ciała miał schowaną pod szatą, granatową, z czerwonym kołnierzem oraz nitką na szwach.
- Kael.. - rzekł zdumiony Marvolo.
- Owszem, żyję - odpowiedział Kael szeptem, jednak jego głos zaraz nabrał dawnej mocy - GDYBY NIE WY, BYŁBYM NIEŚMIERTELNY RAZEM Z ILIDANEM! ODBUDOWALIBYŚMY STARY ŁAD I ZAPROWADZILI SPOKÓJ LEKKĄ, LECZ STANOWCZĄ RĘKĄ! ... ale nie, wciąż są wojny, wciąż wiele istnień ginie, bo zamiast uprawiać pole, ludzie chwytają za miecze. Przeklęci!- Chcesz spokoju? Podbijemy wszystkie krainy i będzie spokój! Cała ziemia będzie nieumarła, nie znajdziesz tutaj istoty żywej! ... a może, chciałbyś być jednym z nas? - zakpił lisz
- MILCZCIE! Lisz i Nekromanta zostaną tutaj z Kaelem i będą odnawiali energię Kaan korzystając z własnych mocy oraz z Akhnu, reszta niech idzie z powrotem do swojej bazy i niech oczekuje na kontakt, nie blokujcie swoich umysłów, i tak do nich dotrę, Wy tylko przy tym ucierpicie, kolejne przyjście tutaj nie będzie takie bolesne. - rzekł smok i wypuszczając strużki dymu oddał się dla leczących maści oraz oparów, przygotowanych przez jego sługi.
- Liszu, Nekromanto, chodźcie za mną. Zaraz otworzy się portal przez który przeniesiecie się do swojej bazy, a raczej do tego co po niej pozostało. - powiedział Krwawy Mag i zaczął kroczyć korytarzem, za nim ruszył Marvolo z Thasadarem. Ich nogi kroczyły jakby nie z własnej woli, coś nimi kierowało, tym czymś było oddanie dla sprawy i widok ogromnych korzyści..
*
Gdy Tahed wraz z Vizharan znaleźli sie na polanie, którą rozpoznali po krwi, właśnie w tym miejscu harpie zostały zabite przez nieumarłych. Gdy popatrzyli nad drzewa zobaczyli dym, dym dochodzący najpewniej z obozowiska, zapewne Leśne Trolle, albo przeciwnik o wiele silniejszy rozbił słabo zorganizowany obóz i zrównał wszystko z ziemią.
- Nie mamy gdzie się zatrzymać i odpocząć, nie mamy też nikogo do pomocy aby rozbić nowy obóz i go bronić - stwierdził Troll
- idziemy do Twojej nory ... - odpowiedział Rycerz Śmierci
Niedawny dowódca trolli skrzywił się na wzmiankę o jego norze, jednak nie sprzeciwił się woli pana i ruszył w stronę swojego byłego domu...
Po 30 minutach marszu, w końcu ciszę przerwał Troll
- Chcesz użyć moich braci, Panie? - ostatnie słowo jakby wypluł
- Owszem, zabijemy ich wszystkich, a ja ich wskrzeszę, wybudujemy nowy obóz, tym razem pod moim okiem.
Na twarzy Vizharan'a pojawił się grymas niezadowolenia i bólu, Tahed od razu to zauważył
- Nie obawiaj się, zrobimy to szybko, po tym jak już wybudujemy obóz dam im odejść ... jednak Ty zostaniesz przy mnie.- Będzie jak karzesz..
---
Kolejność to: Tahed, Vizharan, nie galopujcie daleko, powoli brnijcie do budowy obozu, znaczy budujcie obóz, ale wszystko po kolei tak żeby było ciekawie. Swój wpis musiałem skrócić praktycznie o stronę, bo byłem już dość daleko i ominąłbym dobry moment na wpisy graczy. Poli oraz SoLo przez najbliższe dwie tury nie będą nic pisali, ze względu na wakacje oraz utrudnienia jakie mają z dostępem do kompa, będą niewidoczni ;] Jeszcze raz sry za długą ciszę :P
Miłego grania, pzdr.
Dobra, dobra, wiem że wpis miał być już tydzień temu, ale jakoś tak wyszło, że dodaje go teraz xD I ten temat raczej zakończymy i przejdziemy do dalszej części opowieści:
W miarę jak dwójka piechurów oddalała się od siedziby Kaan, powoli słabł też nadzór nad i umysłamy i Tahed mógł w spokoju przemyśleć dalsze losy wyprawy, mogąc chociaż w pewnym stopniu zatajać swoje myśli. Sha – Kaan nie jest przeciwnikiem, którego da sie pokonać brutalną siłą – rozważał – Tu potrzeba jakiegoś subtelnego, misternego planu, a ja nigdy nie byłem w tym dobry. Psiakrew! Teraz przydałby mi się Marvolo, on jest dobry w tych sprawch. Czyżby władca smoków i to przewidział? Czy w ten sposób chciał uniemożliwić nam jakikolwiek sposób przeciwstawania sie jego woli? Nieważne, mam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Vizharan nie był zbytnio zadowolony z tego, że jego dawni kompani zasilą naszą armię. Może jednak pozostało w nim coś tej przeklętej, przewrotności trolli? Muszę na niego w przyszłości bardziej uważać. W tej samej chwili staneli przed dawną 'norą' przywódcy Trolli. Była niewielka polana pośrodku której widniała łysa skała z wyrążoną pieczarą. Idealne miejsce do długiej obrony trzeba to tylko dobrze zorganizować – pomyślał Recerz Śmierci i rzekł do swego sługi:
-A więc to tu mieszkałeś... I teraz powracasz tu, aby zabić własnych współbraci i przejąc ich mienie. Czy jesteś na to gotowy?-Tak, mój Panie – odparł Troll – nie czuje żadnych więzi z tymi nędznymi istami, podlegajacych prawom żywych, ale wierze że dotrzymasz danego słowa i po wykonaniu sowjego zadania, pozwolisz odejść im na wieczny spoczynek...-Za kogo ty mnie masz? Nie będę przecież trzymał przy sobie bandy wyleniałych debili, gotowych pozabijać się między sobą, byle zająć moje miejsce. Nie, po ukończeniu budowy obozu, odejda z tego świata.Ale nie będzie to zwykłe odejście – pomyslał i usmiechnął się. - Ale dobra, ruszajmy, nie mamy przecież całego dnia!
Zajęcie obozowiska Trolli nie było trudne, z tego względu, że Tahed był przecież nieumarłym i posiadał całą gamę umiejętności, daną jego rasie. Jednak nie musiał sie nią zbytnio popisywać, bo Trolle, zostały sparaliżowane ze strachu na widok swego nieumarłego dowódcy, więc wykończenie ich nie było zbytnim wysiłkiem. Co innego uczynienie siódemki nieumarłymi! Tahed po tym czynie musiał odpocząć godzinę by odzyskac siły. W tym czasie nieumarłe już Trolle powiekszyły polanę, poprzez wycinkę drewna, a także zabrały się do budowy palisady. Recerz Śmierci czuł, że muszą się śpieszyć, bo Sha-Kaan zaczął się powoli niecierplić. A jeszcze należało tyle zbudować...
P.S Chwilowo tyle, bo vader powiedział by powoli budowac bazę a ja w moich planach wybiegłem za daleko xD W nastepny wpisie sie poprawie i będzie juz dłuższy.