Śmierć
Można go opisać jako kawałek dawnego i teraźniejszego siebie. Za mało zniszczony, aby umrzeć, za mało zdrowy, aby prowadzić spokojne życie. Nienawiść, która niegdyś wypływała z niego i napędzała do dalszego działania, zniknęła. Zewsząd otaczała go przerażająca pustka, a on miał za mało odwagi by ze sobą skończyć, a za dużo, by zacząć życie od nowa. Codziennie wstawał i patrzył na swoje dłonie. Niegdyś tak delikatne i niewinne; teraz splamione krwią, splamione hańbą, splamione śmiercią...
Co mu pozostało? Sami potraficie sobie na to pytanie odpowiedzieć. Co zyskał? Można by rzec siłę, jednak nie wiem czy jest to odpowiednie słowo do określenia tego mężczyzny. Czy może być silny, kiedy błąka się po świecie, bez celu, bez przyjaciół, z piętnem mordercy wypalonym w jego umyśle? Zamknął oczy, by po chwili je otworzyć. Znowu to widział. Znowu widział łzy spływające blondynowi po twarzy, znowu widział siebie pod wpływem furii wbijającego ostry kunai w jego serce. Znowu widział różowowłosą Kunoichi klęczącą, przed Naruto i opłakująca jego bezwładne ciało. I ten wzrok. Pełen nienawiści. Chęci walki. Złamał jej rękę. Złamał jej nogę. Kopnął w klatkę piersiową i odszedł. Od tego wydarzenia minęły trzy lata. Tak. Nie widział już jej trzy lata. Stanął i spojrzał przed siebie. Czerwona kula słońca chowała się właśnie za jedną z wysokich gór. Twarz zadrgała. Po ośmiu latach, po raz pierwszy po bladym policzku spłynęła, jedna, samotna; zupełnie jak jej właściciel, łza.
Poczuł silny ból. Ostra broń przebiła mu plecy, trafiając prosto w serce. Resztkami sił obrócił się. To była ona. Wysoka, dumna. Podeszła do niego objęła jego szyję i szepcząc mu do ucha - Teraz już będziemy na zawsze, w trójkę razem - spadli w otchłań skał, zimna, niespełnionych obietnic, marzeń i przede wszystkim niespełnionej miłości.
Tagi: #FanFic